Prawdziwym motywem wczorajszego wysłuchania w Parlamencie Europejskim i manifestacji ulicznej, podobnie jak wcześniejszych marszy w kraju nie są sprawy wolności słowa, lecz interesy. Interesy finansowe i polityczne Tadeusza Rydzyka.
REKLAMA
Wczoraj mieliśmy do czynienia ze swoistym spektaklem medialnym, rozgrywającym się na dwóch scenach w Brukseli. Pierwszą sceną była sala w Parlamencie Europejskim, gdzie inspicjentem był Zbigniew Ziobro (Solidarna Polska), druga odsłona miała miejsce na Placu Luksemburskim, gdzie brylowali politycy i zwolennicy PiS-u. Reżyserem był Tadeusz Rydzyk. Politycy i wcale pokaźne grono prawicowych dziennikarzy (w ich żargonie zwanych "niezależnymi") pojechali do Brukseli w obronie interesów Radia Maryja, Telewizji Trwam i ich patrona, ale również po to, aby zawalczyć o 2, może 3% elektoratu zagospodarowywanego przez Tadeusza Rydzyka.
Prawdziwym motywem wczorajszego wysłuchania w PE i manifestacji ulicznej, podobnie jak wcześniejszych marszy w kraju nie są sprawy wolności słowa, lecz interesy. Interesy finansowe i polityczne Tadeusza Rydzyka, a także partii politycznych, klęczących u jego tronu – Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polski.
Jest poważnym nadużyciem, wielokrotnie powtarzanym twierdzenie, że byt rozgłośni, telewizji, wydawnictw i szkoły wyższej Tadeusza Rydzyka jest zagrożony. Koncesji na cyfrowy multipleks nie dostał - co jest już postanowione definitywnie, po ostatnim wyroku sądu administracyjnego, ponieważ jego dokumenty finansowe były po prostu niewiarygodne. Dlatego potrzebna jest mu pomoc polityków, dlatego zabiega jeszcze intensywniej, niż do tej pory, o poparcie polityczne.
Tadeusz Rydzyk i jego koncern medialny działają w przestrzeni publicznej od dwudziestu lat. Ten redemptorysta jest jednak od dawna poza Kościołem katolickim, który zresztą nigdy specjalnie nie starał się go opanować. Nie jest pasterzem, księdzem, przestał być nim dawno. Jest głównie politykiem, biznesmenem, manipulatorem medialnym, może agentem wpływu– ale nie księdzem. Wszystkie jego wypowiedzi, te mniej i bardziej ukryte, znane od lat tłumaczone były słowami – „ależ przecież on prowadzi taką wspaniałą działalność ewangeliczną!”. To kłamstwo, nie ma czegoś takiego jak „dzieło” Tadeusza Rydzyka, nie ma żadnego fenomenu ewangelizacji, jest po prostu interes, realizowany kosztem wiernych, na czele którego stoi katolicki ksiądz, wspierany autorytetem całej hierarchii polskiego Kościoła.
Tadeusz Rydzyk wykorzystując antenę swojego radia i swojej telewizji, wydając "Nasz Dziennik”, buduje swoją sferę interesów. A politycy tak zwanej prawicy razem z nim. Swego czasu był to Roman Giertych, innym razem Marek Jurek, potem Jarosław Kaczyński, dziś także Zbigniew Ziobro. Politycy stali się zakładnikami toruńskiego redemptorysty, poddającymi się jego manipulacjom. I nic nie jest wstanie oderwać ich od niego, ani antysemickie teksty na antenie radiowej, ani sprawdzone i potwierdzone dokumentami informacje o współpracy z SB naczelnego ideologa Radia Maryja, Jerzego Roberta Nowaka, ani nawet ścisła współpraca z polonijnym biznesmenem podejrzanej konduity, Janem Kobylańskim. Rydzyka rozgrzeszano z parszywych słów, przymykano oczy na machloje finansowe. W imię czego? A, jak zwykle – w imię interesu, przybranego w szaty moralności.
Jarosławowi Kaczyńskiemu i Zbigniewowi Ziobrze to nie przeszkadza. Obaj wybrali ten sam model prowadzenia polityki, czyli niemalże integrystyczny stosunek do wartości prawicowych i katolickich prawideł. Świadczy o tym choćby powrót Kaczyńskiego do współpracy z Markiem Jurkiem i jego Prawicą Rzeczpospolitej. Walcząc, ramię w ramię ze Zbigniewem Ziobrą o elektorat wyznający podobne wartości, świadomie oddają Platformie Obywatelskiej i lewicy centrum sceny politycznej.
Odrębną sprawą jest czysty serwilizm niektórych innych mediów, takich jak "Gazeta Polska" Tomasza Sakiewicza, czy indywidualne postawy niektórych dziennikarzy, których można było ujrzeć w pierwszych ławach sali w PE. Widać wyraźnie, jak tacy publicyści, jak Rafał Ziemkiewicz, Jacek Karnowski, Jan Pospieszalski pod hasłem obrony wolności słowa legitymują polityczne zbratanie mediów i Prawa i Sprawiedliwości. Po powrocie do kraju znów założą szaty "niezależnych", zatroskanych Katonów, wzywających do zburzenia III RP i wprowadzenia oświeconego republikanizmu - oczywiście pod rządami Jarosława Kaczyńskiego...
Wracając do sprawy mediów Tadeusza Rydzyka i miejsca dla Telewizji Trwam na cyfrowym multipleksie. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji kierowała się jasnym przesłankami, prawnymi i ekonomicznymi. Zostało to potwierdzone wyrokiem sądu, próba przeniesienia tego tematu na forum Unii Europejskiej jest skazana na porażkę.
Jak kilka tygodni temu powiedział Wojciech Borowik, Prezes Stowarzyszenia Wolnego Słowa, jeżeli pod wpływem nacisków politycznych Krajowa Rada Radia i Telewizji zmieniłaby swoją decyzję, to byłby to dopiero prawdziwy skandal. Nie mówiąc o sądzie...
Azrael
