Wydarzenia wtorkowe na Moście Poniatowskiego mają szerszy kontekst, niż tylko bandyterka. To była próba stworzenia konfliktu pomiędzy Polską i Rosją.

REKLAMA
Wydarzenia z przemarszu rosyjskich kibiców przed meczem Polska - Rosja na Stadionie Narodowym śledziłem w telewizji i internecie, z dużą stratą dla transmisji pierwszego, niezłego meczu naszej grupy, Czechy - Grecja. Zbierałem informacje, zdjęcia, filmy, praktycznie natychmiast wrzucane do netu. Ale warto było zaniedbać mecz, aby mieć pełen przegląd sytuacji na Moście Poniatowskiego i w jego okolicach. Rozmiar zadymy dobrze został podsumowany przez liczbę blisko 200 osób zatrzymanych, jej wydźwięk jednak lepiej odczytać z opinii i relacji zagranicznych. A te są dla Polski miażdżące.
Mamy się czego wstydzić - przekazy na portalach internetowych, na czołówkach gazet i w mediach elektronicznych jednoznacznie określają to, co się stało, mianem skandalu. Skandalu, za który odpowiedzialni są Polacy (choć przecież odpowiedzialność za organizacje Euro2012 ponosi UEFA). Burdy na ulicach sprowokowali polscy kibole i choć wśród Rosjan też byli zadymiarze, to ataków dokonywali rodzimi bandyci. Bezpośrednie ataki na Rosjan - także po meczu i także w Fan Zonie, nie tylko na moście są doskonale udokumentowane. A rosyjskie ekscesy, z którymi też mieliśmy do czynienia, to w kilku co najmniej przypadkach polskie prowokacje - w tym także polskich pseudo-dziennikarzy, którzy weszli w tłum.
Polskie służby porządkowe zachowały się poprawnie, ale tylko w fazie samego konfliktu. Przemarsz Rosjan był źle zabezpieczony, a rozpoznanie zagrożeń beznadziejne. Podobnie było zresztą w trakcie listopadowego Marszu Niepodległości,w ubiegłym roku, gdzie bandyci weszli w sam środek demonstracji prawicy, a następnie zaatakowali policję.
Atmosfera przed przemarszem była podgrzewana od kilku tygodni. To Rosjanie mieli dokonać prowokacji, eksponując symbole imperium komunistycznego. Dlaczego tak się miało stać w dniu czczonym przez Rosjan jako dzień początku końca Związku Radzieckiego - to wiedzą tylko podgrzewający atmosferę rusofobii. W tym samym dniu w Moskwie odbyła się gigantyczna manifestacja przeciwników Władimira Putina, dla wielu symbolu kontynuacji sowieckiego autorytaryzmu. Polskie ataki na ducha winnych kibiców, maszerujących z trójbarwnymi flagami Rosji i emblematami dwugłowego orła, to raczej argumenty dla Putina.
Wydarzenia wtorkowe mają szerszy kontekst, niż tylko bandyterka. To była próba odgrzania konfliktu narodowościowego. "Od zawsze", a szczególnie od katastrofy smoleńskiej, są politycy i sprzyjające im media, które uczucie rusofobii chętnie zagospodarowują dla swoich celów. Wystarczy napisać, jak to czynili Witold Gadowski, czy Łukasz Warzecha, że Rosjanie goszczący w Polsce są agentami służb i poputczikami Putina i już atmosfera została odpowiednio przygotowana. Swoją cegiełkę, tradycyjnie już, dołożyła Ewa Stankiewicz, stając na końcu mostu z transparentami Solidarnych2010, informującymi, że w Rosji zamordowano Lecha Kaczyńskiego, a dodatkowo eksponowała portret... Józefa Stalina.
Natychmiast po marszu usiłowano zwalić winę na Rosjan. W środek rosyjskiej grupy weszli nawet medialni prowokatorzy z prawicowych mediów, aby pokazać, że to rosyjskie bojówki są agresorami. Tylko, że Rosjan zatrzymano 25 - reszta to Polacy. To nie koniec jednak - na forach internetowych kiboli można znaleźć informacje, że szykowana jest następna zadyma. Na 16 czerwca, kiedy Rosjanie grają ostatni mecz z Grecją w Warszawie, bandyci znów się skrzykują. Znów na moście i wokół stadionu może być gorąco.
Polska część Euro2012 pod względem organizacji i atmosfery oceniana bardzo dobrze. Incydentów w Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu w porównaniu z poprzednimi mistrzostwami jest mniej. Jeżeli jednak nastąpią następne ekscesy w Warszawie, takie jak we wtorkowe popołudnie na Moście Poniatowskiego - stracimy twarz. I na długie lata możliwość organizacji wielkich imprez sportowych.

Azrael