In vitro to prawo obywatelskie
REKLAMA
Jest koniec listopada 2007 roku, kilka dni po sformowaniu rządu PO-PSL, po pierwszych wygranych przez Platformę Obywatelską wyborach parlamentarnych. Ówczesna minister zdrowia, Ewa Kopacz, zapowiada, że proces zapłodnień in vitro, czyli pozaustrojowych będzie finansowany z budżetu państwa. Na początek refundacja będzie dla najbiedniejszych – później dla wszystkich. Koszty tego zabiegu to nawet kilkanaście tysięcy złotych. Minister Kopacz wspiera premier Donald Tusk.
Czerwiec 2012 roku - Platforma Obywatelska jest dalej u władzy, po drugich z kolei wygranych wyborach do Sejmu. Ustawy regulującej sprawy in vitro, zgodnej ze standardami XXI wieku i prawem Unii Europejskiej, dalej nie ma. Partia opozycyjna, Prawo i Sprawiedliwość, zgłasza wniosek, aby zabiegi in vitro, dające ludziom nadzieję na posiadanie dzieci, były objęte zakazem i penalizowane - kara grzywny i więzienia.
Polska, która podpisała w roku 1997 Konwencję Bioetyczną Rady Europy, musi ją ratyfikować. Aby to uczynić, musi opracować i wdrożyć przepisy, w formie ustaw, regulujące zapisy tej konwencji. W tym zagadnienia dotyczące eugeniki, produkcji zarodków do celów innych, niż prokreacja i właśnie – zapłodnień metodą in vitro.
Temat zapłodnienia pozaustrojowego, in vitro nie jest w Polsce problemem medycznym. Należy przypomnieć, że Światowa Organizacja Zdrowia uznaje, że niepłodność jest chorobą społeczną. Zabieg in vitro jest skuteczny w około 40%. Jest ostatnią nadzieją dla par nie mogących mieć potomstwa w sposób naturalny. Ocenia się, że w Polsce ilość par, które, z różnych przyczyn nie mogą mieć dzieci dochodzi nawet do 1,5 mln. Zabieg ten jest dofinansowywany we wszystkich starych krajach Unii Europejskiej, w różny sposób i w różnej wysokości.
Wskazania medyczne, lecznicze tej metody sztucznego zapłodnienia, są jednak w naszym kraju na samym końcu, po zagadnieniach ideologicznych i politycznych. Dzieje się tak dlatego, i trzeba to wyraźnie napisać, że Polska jest krajem pozostającym pod silnym ideologicznym i politycznym wpływem Kościoła katolickiego. Debata o zapłodnieniu pozaustrojowym toczy się obok środowiska lekarskiego i naukowego, a dodatkowo z całkowitym pominięciem opinii tych najbardziej zainteresowanych, czyli kobiet i par, które nie mogą mieć dzieci w drodze zapłodnienia drogą naturalną.
Problem in vitro, a właściwie bezpłodności małżeństw i związków nieformalnych jest ważny nie tylko społecznie, ale również politycznie i światopoglądowo. Dla dużej części liberalnych wyborców, którzy głosowali na PO, podejście i stanowisko tej partii to tak fundamentalnej sprawy, jak sprawa in vitro – czyli sprawa dawania życia i szansy na dziecko dla tak wielu par – jest prawdziwym testem na to, czy Platforma Obywatelskie jest partią liberalną, a przede wszystkim pro-obywatelską. Dyskusje na temat in vitro, dawno już skręciły z zagadnień natury czysto medycznej w sferę polityki – i stało się to za przyczyną niezdecydowania Donalda Tuska.
Donald Tusk chciałby zapewne prywatnie, wewnętrznie, kompromisu społecznego i politycznego w tej sprawie, ale tego akurat osiągnąć nie może. Wynika to z radykalnego pojmowania problemu ochrony życia przez wiele środowisk politycznych, gdyż polski Kościół Katolicki nie może i nie chce dopuścić do rozplenienia się poglądu, że dawcą życia jest nie Bóg, tylko istota ludzka. Dlatego akt sztucznej prokreacji, który można, interpretując naukę Kościoła, traktować jako realizację boskiego planu powołania życia, próbuje się zrównać z aborcją i eutanazją. Akt pokonania choroby, jaką jest bezpłodność, zaliczony zostaje do grzechów.
Spór ideologiczny sięga jednak dalej, niż tylko w sferę pomiędzy państwem a Kościołem i jego zastępami tak zwanych "obrońców życia". Ci, jak każda grupa, mają prawo do wyrażania swoich poglądów i ich manifestowania.
Wygląda niestety na to, że w Polsce rządzi dalej układ polityczny, który nie ma zamiaru powiększać praw człowieka i obywatela, poszerzać jego horyzontów wolności, otwierać dróg na swobodę indywidualną i prawo do pełnej wolności osobistej. Jest oczywiste, że żyjąc w Polsce, w ramach określonego porządku prawnego i w społeczeństwie, które jest przyzwyczajone do określonych postaw, często implikowanych naciskami Kościoła Katolickiego – wysuwając projekty i postulaty rozszerzenia wolności osobistej – będziemy się stykali z dezaprobatą, sprzeciwem i agresją. Fundamentaliści katoliccy mają żelazną wolę i ambicje kształtowania społeczeństwa według własnych reguł i dążenie do zmian w prawie państwa według własnego, dogmatycznego oglądu rzeczywistości.
Widać wyraźnie, że po pięciu latach od zapowiedzi uregulowania sprawy in vitro Platforma Obywatelska oszukuje wyborców, a przede wszystkim oszukuje chorych na niepłodność obywateli. Czyni to w intencji utrzymania władzy i w porozumieniu z Kościołem katolickim.
Azrael
