Młodzi, wykształceni, z dużych miast, którzy już nadają ton Polsce i będą ją kształtować na swój sposób, w następnych wyborach znów oddadzą głos na PO.

REKLAMA
To, że polskie media podlegają tabloidyzacji, nie jest dla nikogo specjalnym odkryciem. Wszystkie, począwszy dzienników codziennych, poprzez tygodniki, media elektroniczne tradycyjne, na portalach internetowych kończąc. Oczywiście, nie generalizując, zdarzają się również wyjątki, chlubnie szczycące się nazwą "mediów opiniotwórczych.
Przez długi czas wydawało się, że najnowszy na rynku tygodnik społeczno-polityczny. "Uważam Rze", redagowany przez Pawła Lisickiego tej konwencji zmiany się nie poddaje. Że wyraźnie oddziela to co ważne, od tego co lekkie. Że poważne tematy podane są tradycyjnie, analitycznie, a o kabaretowych piszą publicyści z lżejszym piórem. Okazuje, że konwencję można odwrócić.
Jest w obiegu medialnym i politycznym popularne określenie "lemingi", oznaczające bezrefleksyjnych i zdominowanych przez cześć mediów mainstreamu wyborców Platformy Obywatelskiej. To określenie uzupełnia hasło "młodych, wykształconych, z dużych miast", którzy już dwukrotnie PO dali zwycięstwo wyborcze. Lemingi to ci, którzy idą za głosem fałszywego wyboru i czeka ich - przy dalszym głosowaniu na partię Donalda Tuska - mityczny los gryzoni, od których wzięli nazwę, czyli masowe samobójstwo, kiedy stwierdzą, że "partia - matka" ich oszukała.
W ostatnim numerze "Uważam Rze" znany publicysta, a jednocześnie autor demaskatorskich wywiadów, Robert Mazurek, postanawia po swojemu (przy współpracy dwóch młodych dziennikarzy - chyba lemingów...) opisać, kim są lemingi w Polsce 2012 roku. "Alfabet leminga" określa ich za pomocą słów i pojęć rodem z popkultury, masowych (stadnych) zachowań i bezrefleksyjności. "Cechą lemingów jest konformizm i bezrefleksyjność" , a wynika ona z z oglądania TVN24 i czytania "Gazety Wyborczej", ale również z tego, że są oni pozbawieni oparcia w kulturze wielkomiejskiej, jako że pochodzą głównie z "interioru", z małych prowincjonalnych miast. Leming nie interesuje się polityką, życiem społecznym, państwem, skupia się na zarabianiu pieniędzy. Wypisz, wymaluj, pasożyt... O, pojęcie już skądś znane. Tak, z czasów PRL.
Standardowy leming jeździ toyotą miejską, imponuje mu mieszkanie na strzeżonym osiedlu, wyposażone w meble "IKEI", pracuje w sieciowej ponadnarodowej korporacji, pija sieciową kawę, obraca się w zamkniętym środowisku, no i pogardza moherami. Są tacy? Tak, zapewne są.
Problemem tylko jest to, że jeżeli się spojrzy na środowisko w którym się obraca nasz autor, to pasuje on sam doskonale to tego schematu. Pan Mazurek i szerokie grono jego kolegów dziennikarskich to pokolenie tak zwanych pampersów, dziennikarzy, którzy weszli do zawodu po roku 1989, w większości z marszu z uczelni, bez przygotowania, za to z wilczą chęcią zrobienia kariery. Z małych miast, bez oparcia w wysokiej kulturze, za to z ambicjami i brakiem refleksji do swojej wiedzy. Dziś wielu z nich już wyrosło z wieku szczenięcego, inni za to ustawili się na pozycjach dla nich wygodnych. Głównie z powodu, że się dorobili i muszą teraz pilnować swojego statusu. Mam wrażenie, że redaktor Mazurek do tych ostatnich należy...
Tylko, że Robert Mazurek nie nazwie siebie wyrośniętym lemingiem. On jest już teraz dojrzałym snobem. Zapewne wydaje mu się, że zespół wartości, pojęć i poglądów jest jego autorskim dokonaniem. I z tej pozycji może się naśmiewać z lemingów. Tylko, że badania socjologiczne pokazują, że ci młodzi, dobrze wykształceni korporacjoniści mają większe ambicje i większą wiarę w swoje możliwości, dokonują bardziej świadomych wyborów - także społecznych i politycznych - niż mohery, a także ich krytycy - medialni, tacy jak dziennikarz "Uważam Rze".
Podtekstem materiału redaktora Mazurka jest to, że po drugiej stronie są inni, bardziej świadomi obywatele - nie wahajmy się powiedzieć - patrioci. To ci, którzy na Platformę Obywatelską Donalda Tuska nie głosują, bardziej świadomie wybierają Jarosława Kaczyńskiego, wielkiego Polaka i wielkiego stratega politycznego. Nadinterpretacja pisania Roberta Mazurka? Może, ale przecież działa on i pisze w otoczeniu ludzi, którzy mniej, a częściej jawniej popierają Kaczyńskiego i są w opozycji do PO, także również wobec lewicy. Mazurek wziął na siebie ciężar ośmieszenia lemingów przy pomocy kilkunastu haseł i pojęć, ale tak naprawdę pokazał pogardę swojego środowiska wobec nowoczesności i pomysłów na życie innych. Nasz redaktor zapewne opowiada się za tradycyjnymi wartościami konserwatywnymi, polskim martyrologicznym patriotyzmem. Tylko, że dzisiejsze pokolenie dwudziestolatków, trzydziestolatków, a nawet czterdziestolatków to ludzie ukształtowani po roku 1989 demokratycznej Polsce i w liberalnym społeczeństwie, w którym każdy sobie wybiera wartości, drogę życiową, karierę, a nawet model patriotyzmu jaki chce.
Prawdziwe, bezrefleksyjne lemingi nawet tekstu Mazurka nie zauważą. Młodzi, wykształceni, z dużych miast, którzy już nadają ton Polsce i będą ją kształtować na swój sposób - wzruszą ramionami nad miałkim tekstem redaktora Mazurka. I w następnych wyborach, wcale nie napędzani TVN24, Polsatem, "Gazetą Wyborczą", ale własnym sukcesem, znów oddadzą głos na PO.
A poważnie opisany problem przemian społecznych domaga się poważnego potraktowania. Może to ktoś zrobi. W poważnym materiale...
Azrael