Kiedy wreszcie posłowie przestaną "robić politykę" i zajmą się dobrze rozumianym interesem wyborców?
REKLAMA
Trybunał Konstytucyjny obalił ustawę o ogródkach działkowych. Uchwalona został i wprowadzona w życie w roku 2005, przez rząd Sojuszu Lewicy Demokratycznej i PSL. Rząd socjalistyczno - ludowy, który powinien dbać o interes publiczny i społeczny. Interes publiczny polegał na tym, aby właściciele ziemi, na których znajdują się ogródki działkowe, czyli skarb państwa i samorządy, mogły czerpać z niej korzyści i realizować z tych pieniędzy ogólny interes społeczny - na przykład dofinansowywać ochronę zdrowia, kulturę, edukację. Nie mogły, ponieważ decyzją polityczną nadzór na tą ziemią został przekazany związkowi działkowców (PZD), który pozostaje praktycznie poza jurysdykcją państwa.
Ale przecież mógłby ktoś powiedzieć - PZD działał w interesie swoich członków, prawie miliona działkowców. Tak, ale ten milion jest mniejszością społeczeństwa i do tego grupą uprzywilejowaną. A sam związek stał się nieprawne, jak stwierdził TK, władcą nieswojej ziemi. Dodatkowo poza skarbem państwa i samorządami pokrzywdzeni zostali inni, prywatni, właściciele ziem, mający do niej roszczenia.
Rząd SLD-PSL dopuścił się korupcji politycznej, uchwalając taką ustawę, kaperując dla siebie dużą pulę głosów działkowców. Gra nie warta była funta kłaków - w 2005 roku SLD przegrało wybory z kretesem.
Ustawę trzeba znowelizować, napisać od nowa, ale przede wszystkim zastanowić się nad interesem społecznym, jakim jest ziemia , na której dziś są działki, altanki, a czasem domy. Pojawiają się różne pomysły. Jarosław Kaczyński postuluje uwłaszczenie ogródków działkowych. Na podstawie jakiego prawa - oczywiście nie mówi. Może na podstawie prawa zasiedzenia? To co proponuje Kaczyński jest tym samym, co zrobił SLD w 2005 roku - korupcją polityczną, kupowanie sobie ewentualnych głosów.
Polityków czeka trudny problem, oczywiście jeżeli podejdą do sprawy poważnie. Najłatwiejszym rozwiązaniem jest przywrócenie pełnego prawa własności właścicielom ziemi. Mogliby oni, na podstawie nowych planów zagospodarowania terenu sami decydować o zasadach użytkowania ziemi. To byłby swoisty powrót do gry rynkowej - ziemia jest tyle warta, ile przynosi właścicielowi zysku. Pytanie tylko jest takie - czy tylko zyskiem państwo, samorząd powinien się kierować? W przypadku Warszawy sprawa jest jasna - wartość działki, która jest pomiędzy domami w centrum miasta jest dużo większa , niż jej produktywność jako ogródka. Może ona przynieśc dużo więcej dochodu miastu, sprzedana developerowi. Z uzyskanych środków będzie można zrealizować ... interes społeczny, jakim jest dofinansowanie na przykład zakupu nowego taboru dla komunikacji miejskiej.
A co z działkowcami, co z tym milionem ludzi i ich rodzinami? Mają 18 miesięcy czasu na to, aby zadbać o swój interes - także społeczny - organizując się na nowo i aktywnie walczyć o ziemię. Jeżeli pozostawią sprawę w rękach obecnych władz PZD – przegrają.
Azrael
