Trudno uznać dzisiejszą debatę w PAN-ie za przełomową, ale nie był to również czas stracony.
REKLAMA
Jestem starej daty człowiekiem, tak już chyba można pisać o kimś z generacji 50+. I do tego także ekonomistą, przyzwyczajonym do pewnego porządku i rzetelności naukowej. Dlatego też z dużą nieufnością czekałem na debatę gospodarczą, zaproponowaną przez Prawo i Sprawiedliwość, pod tytułem “Alternatywa”.
W sali PAN przy warszawskim Nowym Świecie zagościło około 30 naukowców (lub raczej domniemanych naukowców, jak p. Szewczak ze SKOK-ów), ale rezonansem na pewno odbiło się to, kogo nie było. Nie było Zyty Gilowskiej, gwiazdy ekonomii PiS-u, lecz tu zawiniła niespodziewana choroba, nie było ministra finansów, Jacka Rostowskiego – nie zaproszonego, ale z jego opinią można było się zapoznać wcześniej, ostatnio było to przesłanie do panelistów opublikowane w internecie – do którego się nie odniesiono. Ale nie było również tych, którzy polskiej gospodarce i teorii ekonomii nadawali tom w ciągu 23 lat polskich przemian – Grzegorza Kołodki, Marki Belki, Jerzego Hausnera, no i Leszka Balcerowicza, głównego “winnego” polskiej transformacji ekonomicznej. I to było widać.
Debata ekonomiczna miała cel polityczny – to chyba jest jasne dla każdego przytomnego obserwatora, nawet moderator, dziennikarz Krzysztof Skowroński próbował podkręcać antyrządowo moderację, ale uczestnicy się nie dali w ten kanał “wpuścić”. Skowroński usiłował nadać spotkaniu ton dyskusji o propozycjach Prawa i Sprawiedliwości, ale widać było dość wyraźnie, że po pierwsze, nie są one panelistom zbyt znane, po drugie – nie po to się idzie na tego rodzaju spotkania, aby nie wykorzystać czasu we własnym imieniu i nie przekazać własnego spojrzenia i poglądu na ekonomię. W związku z tym ekonomiści albo prezentowali własne poglądy w ramach swojego zakresu kompetencji albo wchodzili w polemiki, na dość wysokim, oderwanym od meritum danego tematu poziomie abstrakcji. I tak ci którzy znali się na podatkach, mówili o nich, inni wspominali o społecznej polityce rynkowej, jeszcze inni o demografii, czy może o polityce monetarnej. Mało to miało wspólnego z projektami, czy rozwiązaniami proponowanymi przez PiS, więcej – większość dyskutantów sprawiała bardzo mocne wrażenie, że nie znają szczegółów tych propozycji – lub uznali je za tak mało znaczące, ale nie chcieli robić gospodarzowi przykrości…
Problemów przy organizacji takich debat jest kilka. Pierwszym z nich jest ta, czy może ona przynieść konkretne rozwiązania. Nie, przy 30 naukowcach, z różnych dziedzin ekonomii, specjalistów od zagadnień wycinkowych, preferujących różne, czasem wykluczające się szkoły ekonomiczne, do konkretnych rozwiązań i porozumienia dojść nie można.
Po drugie – aby wprowadzić w życie nowe pomysły ekonomiczne i konkretne rozwiązania gospodarcze, trzeba je przełożyć na szczegółowe rozwiązania prawne, legislacyjne, a przede wszystkim – być u władzy. Prawo i Sprawiedliwość nie ma w swoim zapleczu poważnych i wiarygodnych ekonomistów (ani profesor Gilowska, ani profesor Żyżyński nie są naukowcami tej klasy, co nieobecni na spotkaniu wcześniej wymienieni…), a przede wszystkim – jest dziś mało realny powrót PiS-u do władzy. Nawet biorąc pod uwagę, że Polska podda się fali recesji.
Po drugie – aby wprowadzić w życie nowe pomysły ekonomiczne i konkretne rozwiązania gospodarcze, trzeba je przełożyć na szczegółowe rozwiązania prawne, legislacyjne, a przede wszystkim – być u władzy. Prawo i Sprawiedliwość nie ma w swoim zapleczu poważnych i wiarygodnych ekonomistów (ani profesor Gilowska, ani profesor Żyżyński nie są naukowcami tej klasy, co nieobecni na spotkaniu wcześniej wymienieni…), a przede wszystkim – jest dziś mało realny powrót PiS-u do władzy. Nawet biorąc pod uwagę, że Polska podda się fali recesji.
Były jednak na tym ponad trzygodzinnym spotkaniu wypowiedzi i sygnały ciekawe. Do takich należałoby wymienić wypowiedzi profesora Gomółki, który skutecznie bronił polskiej drogi transformacji i społecznej gospodarki rynkowej. Rację przyznawał mu nawet lewicowy z zasady Ryszard Bugaj, który jednak domagał się sprawiedliwszej redystrybucji majątku. Kilka osób, w tym między innymi były wicemister finansów, Cezary Mech, wskazywało na problemy demograficzne. Afiliowany dość wyraźnie w okolicach Prawa i Sprawiedliwości profesor Adam Glapiński przypomniał, że sukces demokratycznej Polski (nikt jakoś go nie kwestionował) był także wynikiem wsparcia i dotacji z Unii Europejskiej. Zresztą w ogóle w trakcie spotkania mało było wypowiedzi trącących populizmem, czy socjalizmem. Jedynym, który próbował uderzyć w demagogiczne nuty był wspomniany już Janusz Szewczak ze SKOK-ów, według którego Polska jest “w przededniu potężnego kryzysu gospodarczego”, Polsce wiszą u gardła wierzyciele, a rządzący wyprzedają majątek narodowy. Nikt z uczestniczących nie podjął z tymi opiniami polemiki, także Jarosław Kaczyński ominął tą wypowiedź w swojej konkluzji.
Trudno uznać spotkanie dzisiejsze za przełomowe, ale nie był to również czas stracony. Profity na pewno osiągnął Jarosław Kaczyński i jego formacja, prezentując twarz formacji poważnej, zatroskanej o los Polski i społeczeństwa. I choć miało to tak naprawdę wymiar głównie polityczny, wizerunkowy i mający oderwać PiS od syndromu smoleńskiego, samo dzisiejsze spotkanie nie było czasem całkowicie zmarnowanym. Rządząca koalicja powinna się zastanowić, czy właśnie poważne debaty, dyskusje nie są drogą wyjścia z defensywy politycznej, w jakiej się dziś znajduje, a która wynika nie tylko z problemu afery Amber Gold.
Azrael
———————
* Tekst przygotowany dla Instytutu Obywatelskiego
