Arcybiskup Leszek Sławoj Głódź zostanie obroniony.
REKLAMA
Patrząc z zewnątrz na polski Kościół katolicki, na jego organizację, widać, że jest niemalże martwy. Martwy, jako instytucja dla ludzi, dla potrzebujących pomocy. Księża, których umysł jest otwarty, którzy potrafią prowadzić debaty, jest niewielu. A te debaty są i tak tylko na marginesie. Postać nowego papieża, Franciszka, lśniła by w polskim kościele niczym zorza… Tylko polscy politycy potrafią z tego kościoła korzystać – to te same schematy moralności.
Ksiądz, arcybiskup Leszek Sławoj Głódź nie jest wcale odosobnieniem. On jest tylko lepiej widoczny, jest może po prostu większym sybarytą. Inni hierarchowie kościoła polskiego są zapewne bardziej zwracający uwagę na media, a sprzyjający im regionalni działacze polityczni bardziej zaufani. Styl towarzyski i imprezowy, jaki prezentuje Sławoj Głódź – przy tragicznej sytuacji finansowej jego diecezji – dopiero teraz został odkryty. Nie tylko zresztą styl, ale również biesiadne, alkoholowe nawyki arcybiskupa, znane zresztą od lat wtajemniczonym. Zresztą ma on z czego żyć – ma przecież pensję kościelną 4,5 tys. złotych i mundurową emeryturę w wysokości 10 tys. miesięcznie. A to wszystko w sytuacji, kiedy jego kuria jest obciążana kwotą ponad 21 mln złotych za niespłacone kredyty.
Jednak dziś, po tym co zamieścił tygodnik „Wprost”, problem jest inny – to moralna degrengolada arcybiskupa, który swoich księży podległych traktował jak sługów. Politycy, szczególnie prawicy PiS-u, są jego asystentami. Widać to było na jednej z pokazywanych w mediach mszy z Katedry Oliwskiej – byli i sejmowi posłowie z PiS, i trójmiejscy radni…
Nie liczyłbym na nowego papieża kościoła katolickiego, Argentyńczyka Franciszka, że dokona w polskim Kościele katolickim przełomu. On jest zastygły, zmurszały, a ludzie, księża otwarci, są na marginesie. Czym to grozi? Rozłamem, większym niż dotychczas podziałem społeczeństwa.
Azrael
