Medialnie polska polityka różni się bardzo od stanu oczekiwanego. Patrząc w media telewizyjne, mamy wrażenie, że drżenie wśród polityków jest tak olbrzymie, że sprawy ważne ekonomicznie, politycznie, społecznie, czy kulturowo, przestają mieć znaczenie. Dopiero, kiedy zaglądamy do tygodników, okazuje się, że życie społeczne, kulturalne, jest i bogate, i ważne. Lecz tego w telewizyjnych relacjach nie ujrzysz…
REKLAMA
Nie można jednak twierdzić, że tematy poruszane przez telewizję są mało ważne społecznie i kulturowo. Okazuje się wielokrotnie, że trudne i konfliktowe sprawy mogą mieć wpływ szerszy na społeczeństwo, nim nam się wydaje. I wcale nie dotyczą tylko problemów o charakterze politycznym.
Zacznijmy może od samej góry sceny politycznej – od Jarosława Kaczyńskiego, szefa partii Prawo i Sprawiedliwość, polityka praktycznie „od zawsze”, choć jak niektórzy twierdzą, już tylko polityka. I człowieka, który powinien być dotknięty traumą, z racji śmierci brata i jego żony, także wielu jego współpracowników. Mogło by się wydawać, że takie doświadczenie życiowe, większe niż traumatyzm duchowy, powinno z niego czynić osobę i ducha moralnie czystego. Nic jednak podobnego. Kilka dni temu konduktor kolejowy z Małopolski podpalił się, w ramach protestu – do końca nie wiadomo jakiego. Dla Jarosława Kaczyńskiego problem ten już nie ma oddźwięku tragedii ludzkiej, jest podstawą do politycznej opinii;
„Mamy w Polsce dzisiaj naprawdę bardzo już ostry, dramatyczny kryzys społeczny, który całkowicie odbiera tej władzy legitymację[…]To znaczy stopień dezaprobaty dla tego wszystkiego co się dzisiaj w Polsce dzieje jest już tak wysoki, że można powiedzieć, iż jeżeli nie nastąpi jakaś zmiana to będziemy mieli kolejne dramatyczne wydarzenia”.
W opinii Jarosława Kaczyńskiego nie znajdujemy ani jednego słowa o ludzkiej tragedii konduktora, o faktycznym problemie emocjonalnym, ba, nawet o problemach samych kolejarzy. Za to jest to doskonały sposób na włożenie problemu w model bieżącej działalności politycznej.
Inna sprawa, także w wymiarze ludzkim, ale głównie etycznym i zdrowotnym. Tym razem pani posłanka Jolanta Szczypińska, także z PiS-u. Ostatnio mnie widoczna medialnie, mniej aktywna politycznie, może bardziej zaangażowana w swoim regionie wyborczym. A może z innymi problemami? Okazuje się, że jednak tak; Pani posłanka zrezygnował z terapii onkologicznej, w Centrum Onkologii w Warszawie , na ulicy Roentgena, (co nie jest jej miejscem leczenia podstawowego) ze względu na to, że „sytuacja w służbie zdrowia nie jest normalna”. CO to największy szpital onkologiczny w stolicy, gdzie samych spotkań z lekarzami każdego dnia jest kilkaset, a pacjenci są w wielu budynkach.
Dopiero dalej okazuje się, że pani poseł Szczypińskiej nie chodzi wcale o sprawy zdrowotne, lecz raczej o rozgrywkę z Narodowym Funduszem Zdrowia, jak i, oczywiście, rządem Donalda Tuska. – Nie będę mogła korzystać z terapii onkologicznej w momencie, kiedy inni pacjenci tej terapii są pozbawieni – powiedziała Pani Poseł. Osoba zarabiająca i działająca w polityce od lat. Oczywiście – w jej opinii chodzi o sprawę terminów leczenia.
Ten szpital i służbę medyczną akurat znam od podszewki. I wiem, że właśnie oni, a także większość lekarzy i pracowników służby zdrowia zrobią dokładnie wszystko, aby wszyscy, którzy wejdą do niego i staną przed rejestracją w izbie przyjęć zostali przyjęci – najlepiej tego samego dnia. I mam takie wrażenie, że może nasza emocjonalnie, ale także zdrowotnie nie do końca labilna posłanka tego nie zrozumiała. Może po prostu nie została rozpoznana? Media jednak nie do końca zrozumiały ten problem, chyba jednak moralnie nie do końca jasny. Dla jednych pani poseł miała rację, dla innych – chyba jednak załatwiała interesy…
I sprawa ostatnia – chyba najtrudniejsza z punktu widzenia oceny, ale również wartości moralnej – dla wielu ludzi. Naukowców, historyków, polityków, także osób z brzemieniem historii. To problem z oceną profesora Zygmunta Baumana, jego życia, ale przede wszystkim działalności. Tej działalności z lak 40. i 50. wieku ubiegłego. Nie będziemy oczywiście dziś, w gazecie, robić oceny i analiz – to nie ten czas i zasoby medialne, ale warto może popatrzeć, jak znów jego osoba została dziś potraktowana.
Na jednym z uniwersytetów Zygmunt Bauman, naukowiec, ze świeżymi zawsze poglądami i oryginalnym myśleniem, pomimo wielu lat życia, został potraktowany jak przestępca – głównie, znów, moralny. Dziennikarz Łukasz Warzecha powiedział;
- Zygmunt Bauman ma paskudny życiorys. Nigdy za to nie przeprosił, a był w samym jądrze stalinowskiego aparatu represji –
Czy opinia jest słuszna? Zaryzykuję – i tak, i nie. Bo Bauman wierzył przecież w komunizm, miał do tego gorące przekonanie – i do do dziś nie zakłamał, nie ukrył swojej opinii z tamtych lat. Czy przypadkiem nie jest to etycznie zdrowsza opinia i zachowanie – podobne zresztą do opinii nieżyjącego już profesora Leszka Kołakowskiego – niż kajanie się, bez podstawy naukowej i udawanie, że w tych latach dawnych popełniło się tylko błędy?
Ale, ale… jest w tym wydarzeniu jeszcze inna sprawa – otóż okrzyki na spotkaniu z prof. Baumanem wydawane były przez mało etycznych i kulturalnych kiboli piłkarskich i działaczy NOP-u. I cała krytyka Baumana poszła w brudne powietrze wokół tych okrzyków. Dyskusje na temat jego przeszłości okazały się w tej sytuacji i puste, i dwuznaczne.
Niestety, pisałem o telewizji. I przykro to napisać – żadna z nich nie poczuła, że opisane trzy sprawy są jednak dość ważne, ale nie politycznie, lecz raczej etycznie. Ale o tym programu zrobić się nie da, a może jednak – boimy się?
Azrael
————————————
* Tekst ukazał się w środowym wydaniu „Gazety Wyborczej”, trochę w zmienionej formie – pod tytułem „W poszukiwaniu straconego czasu TV”
[b][b]
[b][b]
