Jako liberał, skrajny, w każdym znaczeniu, nie mogę zrozumieć, jak w w demokratycznym kraju można zabronić artykułowanie swoich opinii, swojego zdania i przede wszystkim demonstracji publicznych

REKLAMA
Uważam, że nędzni epigoni przedwojennych polskich nacjonalistów i faszystów, Młodzież Wszechpolska, ONR, czy NOP, mają prawo do zgromadzeń w Warszawie, marszów, czy składania kwiatów pod pomnikami swoich bohaterów, na przykład Romana Dmowskiego i oczywiście przemarszu w tak zwanych „Marszu Niepodległości”. Pod warunkiem, że jest to zgodne z interesem społecznym, historią prawdy i demokracji. Wczoraj jednak mieliśmy do czynienia głównie z bandyterką.
To co można było zobaczyć w mediach w Warszawie, po godzinie 16.00, powinno u demokraty budzić po prostu wstręt. To nie była narodowa prawica – to była polityczna patologia. I choć wspomniane ONR, Młodzież Wszechpolska, NOP są organizacjami działającymi legalnie, to słowo „patriotyzm” przy ich stylu działania budzą już w demokracji tylko obrzydzenie. Władze państwowe – ale przede wszystkim sami politycy – powinni się zastanowić, jak zmienić publiczne obchodzenie święta, tak aby społeczeństwo mogło spokojnie i radośnie obchodzić Dzień Niepodległości, a wyznawcy skrajności niech też manifestują – w przydzielonych im enklawach. Reprezentanci gett mentalnych, tacy jak Krzysztof Bosak, czy Robert Winnicki nie zasługują na przemarsze przez centrum stolicy demokratycznego kraju Unii Europejskiej. Nawet jeżeli deklarują, że nie będzie transparentów z agresywnymi hasłami, a demonstranci wystąpią nie w strojach organizacyjnych, ale w garniturach i krawatach.
Wczorajsze manifestacje, przeplecione burdami wobec społecznych, politycznych (choć anarchistycznych) instytucji, zniszczeniem tęczy na jednym z placów, wreszcie podpaleniami przed rosyjską ambasadą, uwieńczone pobiciami to nie były działania polityczne, demokratyczne. I nie są to koszty tego rodzaju przemarszu, jak wczoraj. To jest obraz demokracji, do jakiego dążę wspomniane organizacje. To, na szczęście, nie jest obraz państwa i jego historii, który powinien być obszarem dyskusji. Złożenie wieńców i przemowy przed pomnikami Józefa Piłsudskiego, przypomnienie roku 1918, czy rocznica Bitwy Warszawskiej roku 1920, ma znaczenie dużo ważniejsze.
W Polsce zaniedbano naukę prawdziwej historii, w to miejsce wprowadzono politykę historyczną, traktowaną jak element ideologii, substytut dyskusji o prawdzie historycznej, rzutujący na życie społeczne i rozwój Polski. To polscy politycy, polska klasa polityczna, a za nimi media, epigonistycznie czerpią z różnych doktryn politycznych, tkwiących korzeniami w wieku XX, a nawet XIX, nie rozumiejąc nowoczesnych doktryn politycznych albo je interpretując w sposób wulgarny i szczepiąc do życia politycznego państwa.
Warto jeszcze jedno napisać – polscy narodowcy, nie tylko ci z wczorajszych ulic, są marginesem politycznym. Ich światopogląd, archaiczny, głupi, wprost prymitywny mentalnie, niemalże kibolski, nie ma wiele wspólnego z realiami. To, że w tym wczorajszym marszu rządziła hołota, budzi tylko sprzeciw ludzi, mających choćby elementarną wiedzę o Polsce.

Azrael