Dziś tekst będzie wyjątkowy, dość osobisty, o pewnym znaczeniu. Dotyczy pewnego „pajacyka”.
REKLAMA
Ten „pajacyk” napisał w jednym miejscu sieci internetowej, a następnie potwierdził to w wywiadzie – choć nie wiadomo, czy trzeźwym wywiadzie – że Azrael „bierze kasę z ruskiej ambasady". W innym wywiadzie stwierdził, że „Mam informację z dwóch niezależnych źródeł, w tym z SKW, że znany bloger na literę "A" bierze pieniądze z rosyjskiej ambasady. Nie mogę przedstawić dowodów, ale uwierzcie mi, że mówię poważnie”. Tyle cytatów, gdzie one się ukazały, zainteresowani sobie znajdą.
Nie muszę pisać chyba, że to jest po prostu kłamstwem, oszczerstwem i grą pseudointelektualną. Nie będzie z mojej strony – dziś, prawdopodobnie przez dłuższy czas wiosenny oficjalnych (i nieoficjalnych...) odpowiedzi. Od tego są „organa” prawne, prawnicy, odpowiednie instytucje – nie tylko zresztą sądy. I organy bezpieczeństwa państwa, które i nim, i mediami w których był, jest i będzie zajmą.
Polemizowanie, dyskontowanie, czy obalanie słów tamtego pana dziś nie ma sensu. Czy ktoś za nim oficjalnie stanie? Przyznam się – oczekuję tego. Im więcej osób, które mają takie poglądy, tym więcej będzie... zabawy. Jak to jedna z dziennikarek ładnie określiła – bolszewickiej działalności, bolszewickiej metodologii.
Zagadnienie, sprawa z punktu widzenia dziennikarskiego nie ma znaczenia. Ma znaczenie dla mnie osobiste. Przez wiele lat pisania – a piszę zawsze zgodnie ze swoimi opiniami i poglądami – nie spotkałem się z czymś, co można by określić jako prowokacja, czy oszczerstwo. Dziś coś takiego jest. Nie z przyjemnością, ale za to z determinacją, zajmę się tym. Do końca.
Azrael
