Gdyby każdy zasługiwał na własną historię, życie byłoby zlepkiem kiepskich wątków. Bez puent i bez poczucia humoru.

REKLAMA
Co innego Gruby Dż, posiadacz wieloczłonowego nazwiska w najlepszym picassowskim stylu, Jose Maria Fernando Manuel Mendoza Yglesias del Carta l’Amfetamina Nepomuceno María de los Remedios Cipriano de la Sataníssima Porto Porno Fabregas Barcelona Espania Forrester - i tak dalej - Gruby Dż, posiadacz największego na świecie rozmiaru portek, niezrównanej wyobraźni o perwersyjnym skrzywieniu oraz spektakularnego apetytu na amfetaminę i dziewczynki (nie tylko zresztą, ale o tym później), fan wielkich dwudziestowiecznych zbrodniarzy oraz całkiem małych dewiantów o pozytywistycznych intencjach i metodach partyzanckich, miłośnik wszelkich obrzydliwości, niezrównany perw luksusowy, ostatni przedstawiciel rodu wielkich zdobywców, w wersji ułomnej, skarlałej i zepsutej jak cała ludzkość, wciąż jednak noszący w sobie rozmach największych ze swych przodków. Bez Grubego Dż świat nie miałby już żadnej szansy, Gruby Dż jest jego ostatnim wyrzutem sumienia, ostatnim krzykiem historii, wielkiej kiedyś a dziś już zupełnie marnej. Nie ma wątpliwości, że Gruby Dż zasługuje na własną historię.
Adam Michnik napisałby to mniej więcej tak: Był Gruby Dż (Gustaw Holoubek, gdyby żył, powiedział by „Byl”, ale Gustaw Holoubek nie żyje, więc nie ma już za wiele do powiedzenia), a więc był Gruby Dż dziecięciem albo kiedy był, czy też kiedy byl Gruby Dż dziecięciem, ułomności jego dorosłego życia po stokroć wydawały się atutami, jego nadnaturalne rozmiary dawały mu przewagę nad innymi dziećmi, jego nieskrępowane obrzydlistwo i zamiłowanie do fekaliów zdawały się jeszcze nie wkraczać w sferę patologii charakterologicznych, mówiąc krótko byl Gruby Dż dziecięciem szczęśliwym i spełnionym dzięki temu wszystkiemu o czym pokątnie opowiedziliśmy powyżej, a co w krótkich żołnierskich słowach można określić naturalną skłonnością do przemocy, byl więc Gruby Dż królem swoich dziecięcych lat, byl Gruby Dż królem swojego podwórka i jedynym prawodawcą podwórkowej piaskownicy w sąsiedztwie starej zajezdni tramwajowej, która też zasługuje na swoją historię, ale nie wszystko na raz.
logo

Przyszedl Gruby Dż na świat w okolicy szczęśliwej i pogodnej jak tylko szczęśliwe i pogodne bywają wolskie podwórka gdzie w ramach obywatelskiej akcji sąsiedzkiej, mieszkańcy, choć oczy mają szeroko otwarte, przymykają je jednak na niedoskonałości swoich pobratymców, nigdzie indziej jak tylko na wolskich podwórkach można zrobić spektakularną karierę hurtowego sprzedawcy twardych narkotyków i nikt niczego nie zauważy, przynajmniej oficjalnie, drobni oraz całkiem grubi (w innym niż Dż znaczeniu) przestępcy mają na woli piękne życie, oficjalnie pozostając miłymi chłopcami, którzy przez drzwi przepuszczą i zakupy poniosą i zawsze do każdego z uśmiechem, co podczas okazyjnych wywiadów środowiskowych jawi się nieznającym się na rzeczy funkcjonariuszom policji jako kuriozum.
Tak więc żyl Gruby Dż otulony bezpieczną pierzynką wolskiego podwórka, w którego cieniu jego przyszłe bezeceństwa mogły rozwijać się bez przeszkód. Pierwsze lata swojej życiowej kariery przebiegł jak burza i bez wtopy, w wieku lat siedmiu osiągnął masę dorosłego mężczyzny i dyrygował własnym plutonem uderzeniowym, zapewniającym sobie byt dzięki napaściom na stoiska z cukierkami i drobnym podwórkowym rozbojom, z tych zupełnie nieszkodliwych, które kończą się paroma kuksańcami, delikatną traumą do załatwienia przez szkolnego psychologa w pięć minut by w końcu rozejść się po kościach, siup i po sprawie. Byl Gruby Dż na swoim podwórku i ze swoją bandą nieletnich zwyrodnialców, dzieckiem szczęśliwym, rozwijał się najzupełniej normalnie i w niczym, poza rozmiarem, nie odstępował od normy.
logo

Gruby Dż jeszcze w gimnazjum zszedł ze ścieżki występku i drobnych wyłudzeń, by już jako obywatel uczciwy poznać dziewczyny oraz praktyczne znaczenie słowa szowinizm. W pełnoletniość wkroczył już jako podły rasista, ale, choć zwykle to idzie w parze, nie homofob, ponieważ wszelkie seksualne konfiguracje wzbudzały w Grubym Dż wyłącznie ciekawość i najwyższe zrozumienie.
K. był Grubym Dż zafascynowany całkowicie. Obserwował go, badał, jak dziewiętnastowieczny ornitolog z ambicjami, który w poszukiwaniu teorii ostatecznej i spraw wielkiej miary i wagi, natrafił na wyjąkowy okaz, który powiedział mu więcej niż mogłby się wydawać.
- Co za okaz! Zapewniam cię, powie nam więcej, niż mogłoby się wydawać – bełkotał w szale behawioralno poznawczym, który spada wyłącznie na największe umysły w chwilach natchnienia. Siedzieliśmy wtedy w jednej przyjemnej melinie, do której wstęp miały wyłącznie nad wyraz rozwinięte gimnazjalistki oraz podłe szumowiny, melina ta, jak się miało wkrótce okazać, przyciągała wyjątkowe okazy, nie każdy potrafił to przeżyć, ale o tym opowiemy wam innym razem. Tak więc natknęliśmy się na niego w miejscu omijanym przez ludzi przyzwoitych szerokim łukiem, w miejscu, które stało się ostatecznym potwierdzeniem upadku ludzkości, właśnie to miejsce było królestwem Grubego Dż. Stało się ono stałym przystankiem na drodze różnej maści poszukiwaczy przygód, jasnym światełkiem w pewnym zupełnie mrocznym podwórku u zbiegu Chmielnej i Nowego Światu, na długo zanim powstały tam popularne knajpy. W tamtym czasie podwórko było owiane tajemnicą, a każdy kto tam trafił, musiał dać coś w zamian.
logo

Oficjalnie w swoim królestwie Gruby Dż był barmanem. Nie każdy jednak mógł być przez niego obsłużony. Dż najchętniej rozmawiał z dziewczynkami, do pozostałych zadań delegując którąś ze swoich kuso ubranych pomocnic w wieku, który w normalnych okolicznościach nie pozwoliłby im na wsadzenie nosa za próg takiej meliny jak nasza, nie wspominając o pracy tam, na czarno i z narażeniem na choroby i patologie.
Lał więc, a raczej lal więc Gruby Dż piwsko całymi litrami, przede wszystkim we własne gardło, zachęcał klientów do rozmowy, zagadywał ich o rozmiar biustonosza i bielizny, zadawał najbardziej nieprzyzwoite pytania związane z fizjologią, kto mógł przypuszczać, że w centrum zainteresowań Dż pozostawał człowiek, stary perw Dż jest w gruncie rzeczy największym żyjącym humanistą, kochającym filozoficzne rozdroża tematyki analnej, oralnej i każdej innej, która drażni poczucie przyzwoitości ludzi o małych umysłach i marnych horyzontach.
Nasze pierwsze spotkanie z Dż zakończyło się pewną eskalacją, o której w świetle naszych późniejszych wspólnych przygód, nie warto już dziś wspominać. Nie ma jednak wątpliwości, że nie znajdziecie na świecie drugiej osoby, która w równym stopniu zasługiwałby na własną historię. Ta historia dopiero się zaczyna.
Z tym humanizmem Grubego Dż, trzeba trochę doprecyzować. Wspomnieliśmy już o jego szczególnych zainteresowaniach, byłoby jednak głęboką niesprawiedliwością pozostawić ten element jego psychiki bez stosownego komentarza. Odnalazl Dż wyjątkowe zainteresowanie w człowieku, albo w czlowieku na zasadzie holistycznej, a więc w całości, człowiek pociągał go w całości oraz w każdej części z osobna, paral się Dż w ideach, wzlatywał wtedy pod sam sufit by chwilę potem z jednakową pasją zabrać się za elementy całkiem przyziemne, gdyby tak dało się w całości człowieka zrozumieć, jakoś go posiąść, nie w takim sensie w jakim posiadają się nawzajem ludzie od niepamiętnych czasów, w sposób bardziej jeszcze, rzec można, holistyczny, w sposób, jak by to powiedzieć, całkowity, jednocześnie duchowy i całkiem fizyczny, pożreć tę wiedzę, a potem w pewnym sensie przetrawić, by wreszcie doprowadzić cały proces do wiadomego końca.
Nie bez znaczenia w filozoficznych zapędach Grubego Dż były jego skłonności kulinarne, jeść lubił, choć być może materia wymaga potraktowania nieco bardziej stanowczego, ostatecznie nie bez kozery Gruby Dż był Grubym Dż, a nie na przykład Dż Chudzielcem, tak więc Gruby Dż kochał żreć, kiedy żarł, żarł z pasją i jakimś rodzajem perswersyjnej konieczności, jakieś kompulsji, która nie pozwalała mu przestać póki, zmusiwszy swój organizm do nadludzkiego wysiłku, zmożony snem, nie wpadł pyskiem w michę, w której jeszcze pływały te krewetki, te camemberty smażone, te kurczaczki grillowane, te żury i rosołki.
Tak więc Gruby Dż, wybitny humanista, wielki filozof, miłośnik człowieka i najbardziej ludzkich historii oraz czynności, Gruby Dż jest być może pierwszym w historii człowiekiem, który połączył myśl z fizjologią, byt z odbytem, całkiem zresztą bezpośrednio. I pewnie właśnie to tak bardzo zajęło uwagę K., ornitologa, literata, kolekcjonera dewocjonaliów i klasyki niezależnej kinematografii o miłości.
Prawda jest bowiem taka, że w naszej kochanej melinie, do której tak wielu trafiło, ale nie każdy wyszedł, Gruby Dż trzymał pewien sekret, sekret, w którym zmyślny obserwator zobaczy spełnienie wiedzy totalnej o człowieku.
W następnym odcinku:
- sekret Grubego Dż, nocna przygoda oraz historia pewnego chapnięcia.