Prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Michał Kleiber, minister nauki w latach 2001-2005, dołączył do grona osób ubolewających nad niskim poziomem polskich naukowców. Twierdzi, że są niedofinansowani, przeciążeni dydaktyką i nie wierzą we własne siły. A ja twierdzę, że to zdecydowanie zbyt powierzchowna diagnoza.

REKLAMA
Sedno sprawy tkwi gdzie indziej. W Polsce, w ciągu 20 lat od przełomowego 1989 roku, nie reformowano istotnie ani nauki, ani szkolnictwa wyższego w takim kierunku, który wzmocniłby ich konkurencyjność w świecie. Decydenci – wśród nich przecież i prof. Kleiber – dali ciche przyzwolenie, by nasi naukowcy grali tylko w lidze krajowej, a wszelkie nieprawidłowości toczące naukę w świecie, w Polsce zwielokrotniały swój wymiar. Efekty takiej polityki, niestety, nadal rzutują na teraźniejszy stan – ci najlepsi uczeni, mający ambicje i apetyt na naukową ligę światową, wyjeżdżali z Polski, a młodzi-zdolni boją się wychylać ponad istniejące stare struktury.
W poprzedniej kadencji rząd Donalda Tuska wprowadził reformy, umożliwiające poważne zmiany strukturalne i kadrowe. O ile na szczeblu centralnym są one realizowane, to w przypadku uczelni i innych instytucji naukowych bywa różnie. Bowiem ich tempo i zakres zależą od samych władz.
Tak ważna dla wszystkich uczonych autonomia uczelni w najgorszych przypadkach prowadzić może nawet do rujnującego uczelnie zarządzania. A przecież autonomia powinna być wolnością motywującą, skłaniającą do nowatorskich rozwiązań instytucjonalnych, do zarządzania służącego szybkiemu rozwojowi.
Od wejścia w życie nowych ustaw w 2010 - 2011 roku (reformujących naukę i szkolnictwo wyższe) obserwuję z niepokojem, że tendencje do konserwowania starego systemu są na tyle silne, iż nawet tam, gdzie istnieje ewidentna potrzeba restrukturyzacji organizacyjnej lub personalnej – nic się nie dzieje, a młodzi naukowcy, uzyskujący granty znacznej wysokości, są solą w oku tych, którzy mają niewielkie osiągnięcia. Konkursy na stanowiska naukowe lub naukowo-dydaktyczne są w powszechnej opinii pozorowane, a żadna jednostka naukowa nie zdobyła się na to, by powołano w skład komisji konkursowej ekspertów z innych ośrodków naukowych, także zagranicznych.
Od 1990 r. nigdy nie inwestowano w naukę i szkolnictwo wyższe tak ogromnych środków jak obecnie. Zgoda, głównie środków pochodzących z funduszy strukturalnych. Jednak ten rząd mógł je przeznaczyć - zamiast na laboratoria i badania, np. na budowę dróg czy szybkiej kolei.
Jeśli teraz, w okresie największego boomu inwestycyjnego w naukę, władze uczelni, wydziałów, instytutów naukowych i badawczych nie wykorzystają szansy na przeprowadzenie istotnych zmian organizacyjnych, to może okazać się, iż w niedalekiej przyszłości zabraknie im nie tylko studentów i doktorantów, ale również środków na utrzymanie. Bowiem zmiany legislacyjne poprzedzały zmiany w polityce finansowej państwa. Większe środki będą trafiać do najlepszych – tylko tak uzyskamy oczekiwane efekty.
Konsekwentne wspieranie najlepszych, poprzez powołanie Krajowych Naukowych Ośrodków Wiodących (dostają dodatkowo od państwa nawet 50 mln zł), nowy projakościowy system dotacji statutowej (na badania) i stacjonarnej (na dydaktykę), nie pozwoli już ani temu, ani kolejnym ministrom, by z sentymentu albo żalu nad źle zarządzaną jednostką, ratował upadające struktury.
W 2012 roku instytuty naukowe PAN otrzymały zwiększoną dotację statutową, od 1 stycznia 2013 r. zwiększy się pula dotacji stacjonarnej dla uczelni. Czy władze tych instytutów i uczelni wykorzystają moment, by zamiast nagradzać przeciętność, wspierać przede wszystkim tych, którzy mierzą się z najlepszymi w świecie? Czy zainwestują w najsilniejszych, by stworzyć im warunki do dalszego rozwoju naukowego i otoczą szczególną opieką młodych naukowców, którzy są szczególnie utalentowani? Czy potrafią wznieść się ponad przyzwyczajenia i stare struktury? Pytania te pozostawiam bez odpowiedzi.
Przyszłość szybko zweryfikuje te oczekiwania. Ale w tym kontekście rolą Prezesa PAN - zamiast narzekania - powinno być takie głębokie zreformowanie korporacji i instytutów Polskiej Akademii Nauk, by nie przespały tej szansy. Autonomia w zarządzaniu uczelniami i instytucjami naukowymi jest jednocześnie społecznym zobowiązaniem. Polacy oczekują, że polska nauka będzie się liczyła w światowej lidze. Trzeba tylko uwierzyć w siebie, Panie Profesorze.