Całkiem niedawno jedna z moich „ulubionych” tzw. niezależnych publicystek, Joanna Lichocka, wpadła na genialny pomysł wygrania walki o wolność słowa. Zapowiedziała otóż w Gazecie Polskiej, że po nieuniknionym wielkim zwycięstwie Jedynej Prawdziwie Patriotycznej Partii nieprawomyślnym i niesprzyjającym słusznej linii stacjom telewizyjnym i radiowym po prostu odbierze się koncesje.
REKLAMA
Okazało się jednak, że to z pozoru proste rozwiązanie wcale nie jest najlepsze, żeby nie powiedzieć, że wręcz „malizną pachnie”. Taka tam papierkologia, urzędnicze fochy. Jeszcze nie daj Boże któryś z „funkcjonariuszy medialnych” przebrzydłego reżimu zadekowałby się pod pseudonimem w jakiejś słusznej gazecie albo radyjku.
Nie zdziwiłem się więc, gdy równie niezależny reżyser Grzegorz Braun wymyślił coś prostszego, a w swej skuteczności nieodwracalnego: nieposłusznych dziennikarzy, głównie tych z Gazety Wyborczej i TVN, ale nie tylko, trzeba po prostu rozstrzelać. Wtedy wolność słowa będzie już zapewniona na wieki wieków amen.
Jednakże z ekonomicznego punktu widzenia pomysł niezależnego reżysera Brauna ma wady: amunicja jest droga. Koszt zlikwidowania jednego dziennikarza wyniósłby więc 3,20 zł, a jakby się likwidator pomylił i musiał dobić to nawet 6, 40.
Dlatego podpowiadam niezależnemu reżyserowi: nie bądź pan taki rozrzutny, panie Braun. Zastosuj pan Cyklon B. Byle masowo…
