Jest coś takiego. Rzecz jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna i niepodrabialna. Występuje tylko na terenie Rzeczypospolitej Polskiej, nigdzie indziej w świecie niespotykana. Polskie zdumienie. Czym jest, najlepiej opowiada stara anegdota.
REKLAMA
Siedzi góral na drzewie i piłuje gałąź - tę na której siedzi, naturalnie. Przechodzący turysta patrzy, dziwi się, w końcu woła: baco, spadniecie, piłujecie gałąź, na której siedzicie. Cicho tam, nie zna się, niech nie gada - odpowiada góral i dalej piłuje. Turysta próbował wytłumaczyć, ale widząc brak efektów machnął ręką i poszedł. Góral dopiłował gałąź do końca, rymnął o ziemię. Wielce zdumiony wstał i patrząc za odchodzącym turystą wymruczał do siebie: prorok czy co...
Polskie zdumienie obserwuję codziennie. Wybitnymi specjalistami w tej dziedzinie są politycy pewnej dużej partii oraz pełniący rolę ich propagandystów dziennikarze. Polskim zdumieniem wykazują się bowiem po każdych kolejnych wyborach, w których odnoszą moralne zwycięstwo (po polsku: przegrywają).
Bo przecież jeżeli: niechętnych lub niezdecydowanych wyborców zamiast przekonywać, wyzywa się od idiotów w wersji łagodniejszej, a od zdrajców w mniej łagodnej; dziennikarzy o innych poglądach chce się rozstrzeliwać lub zamykać zamiast uznać ich prawo do korzystania z wolności słowa; wysadza się popularną gazetę na "aferze trotylowej", a następnie rozwala redakcję poczytnego tygodnika, żeby na rynku zrobić miejsce dla własnego, po czym ma się pretensje o zwolnienie z pracy; demokratycznie wybrane władze, jakie by one były, jednak legalne, oskarża o zdradę stanu i obcą agenturę... i tak dalej, i tak dalej...
No więc jeżeli tak właśnie się postępuje, to czemu po każdych wyborach jest się zdumionym, że się ich nie wygrało? Przecież po prostu się należało, a tu znowu niespodzianka.
Oczywiście, wszystko można wytłumaczyć - to wina reżimu, który swoją propagandą znowu ogłupił te nieszczęsne lemingi. A właścicielom prawdziwej legitymacji do rządzenia ograniczył swobody obywatelskie, wolność słowa i niemal pozamykał. Wyznawcy to i tak kupią, każda przegrana przekuta zostanie w sukces, a w każdym razie tak twierdzić będą propagandyści. Wystarczy bowiem myślenie życzeniowe, a wszelkie przeszkody zostaną zmiecione z powierzchni ziemi. Co nie zmienia faktu, że każde niepowodzenie jest określane zdumiewającym i niebywałym.
I jakoś nie znajduje się nikt, kto spojrzy za znikającymi w oddali resztkami zdrowego rozsądku. Prorok to jaki czy co?
Polskie zdumienie obserwuję codziennie. Wybitnymi specjalistami w tej dziedzinie są politycy pewnej dużej partii oraz pełniący rolę ich propagandystów dziennikarze. Polskim zdumieniem wykazują się bowiem po każdych kolejnych wyborach, w których odnoszą moralne zwycięstwo (po polsku: przegrywają).
Bo przecież jeżeli: niechętnych lub niezdecydowanych wyborców zamiast przekonywać, wyzywa się od idiotów w wersji łagodniejszej, a od zdrajców w mniej łagodnej; dziennikarzy o innych poglądach chce się rozstrzeliwać lub zamykać zamiast uznać ich prawo do korzystania z wolności słowa; wysadza się popularną gazetę na "aferze trotylowej", a następnie rozwala redakcję poczytnego tygodnika, żeby na rynku zrobić miejsce dla własnego, po czym ma się pretensje o zwolnienie z pracy; demokratycznie wybrane władze, jakie by one były, jednak legalne, oskarża o zdradę stanu i obcą agenturę... i tak dalej, i tak dalej...
No więc jeżeli tak właśnie się postępuje, to czemu po każdych wyborach jest się zdumionym, że się ich nie wygrało? Przecież po prostu się należało, a tu znowu niespodzianka.
Oczywiście, wszystko można wytłumaczyć - to wina reżimu, który swoją propagandą znowu ogłupił te nieszczęsne lemingi. A właścicielom prawdziwej legitymacji do rządzenia ograniczył swobody obywatelskie, wolność słowa i niemal pozamykał. Wyznawcy to i tak kupią, każda przegrana przekuta zostanie w sukces, a w każdym razie tak twierdzić będą propagandyści. Wystarczy bowiem myślenie życzeniowe, a wszelkie przeszkody zostaną zmiecione z powierzchni ziemi. Co nie zmienia faktu, że każde niepowodzenie jest określane zdumiewającym i niebywałym.
I jakoś nie znajduje się nikt, kto spojrzy za znikającymi w oddali resztkami zdrowego rozsądku. Prorok to jaki czy co?
