
Krwawa strzelanina w klubie ze striptizem oraz belgijskie podziemie hormonalne. Dwa kolejne filmy za mną.
REKLAMA
"Jackpot"/ "Arme Riddere" (2011), reżyseria: Magnus Martens, obsada: Kyre Hellum, Henrik Mestad, Marie Blokhus, Mads Ousdal.
Oscar Svendsen (Kyre Hellum) ma pecha. Zostaje odkryty z naładowaną spluwą w dłoni pod zwłokami tłustej striptizerki w obskurnym norweskim klubie ze striptizem. Blisko niego policja odnajduje osiem podziurawionych kulami ciał. Sprawą zajmuje się ekscentryczny detektyw Solør (Henrik Mestad), który przesłuchuje Oscara. Wygląda na to, że w sklepie doszło do krwawej masakry w trakcie nieudanego napadu czy wzajemnych porachunków. Z opowieści Oskara wynika, że on i trójka jego współpracowników (byłych kryminalistów) z fabryki choinek wzięli udział w futbolowym zakładzie, który dał im wygraną 1.7 miliona koron do podziału. Ano właśnie do podziału...
Krwawa i groteskowa komedia kryminalna, w której czuć echa twórczości Quentina Tarantino, Guya Richie, Danny'ego Boyle'a i braci Coen, zwłaszcza "Fargo" (1996). Film stanowi adaptację historii kryminalnej Jo Nesbø (już drugą po ubiegłorocznym thrillerze "Headhunters") i utrzymaną tym razem w bardziej jowialnym, humorystycznym tonie. Początkowo Oscar, klucz do rozwiązania zagadki, prezentuje się jako sympatyczny frajer, który obraca się w niewłaściwym towarzystwie, lecz z czasem wychodzą na jaw bardziej mroczne okoliczności towarzyszące jego postaci. To on jest opowiadającym, detektyw go słucha, a wraz z detektywem słuchamy go my szukając w jego opowieści nowych wątków, nieścisłości, ukrytych motywacji. Pomimo że "Jackpot" obficie operuje slapstickiem kilka scen jest zaiste makabrycznych: ćwiartowanie zwłok siekierą począwszy od szyi, które skutkuje gejzerami krwi, pozbywanie się ciał w maszynie do obróbki drewna (ukłon w stronę "Fargo" braci Coen), części zwłok porzucane świniom na pożarcie czy pistolet na gwoździe jako narzędzie zbrodni. Norweski eskapizm najwyższej próby.
"Bullhead" /"Rundskop"/ "Byczek" (2011), reżyseria: Michael R. Roskam, obsada: Matthias Schoenaerts, Jeroen Perceval, Jeanne Dandoy, Barbara Sarafian.
Jacky Vanmarsenille (Matthias Schoenaerts) to bestia w męskiej skórze, 30-letni mężczyzna, który na skutek straszliwego okaleczenia seksualnego w dzieciństwie pompuje w siebie nielegalne hormony (zwłaszcza testosteron) tak jak robi to zwierzętom na rodzinnej farmie w Belgii. Jacky lawiruje na krawędzi eksplozji przemocy, dyszy gniewem i nienawiścią i jest gotowy w każdej chwili zetrzeć na miazgę każdego, kto stanie mu na drodze. I choć rodzinna farma Vanmarsenille to jedynie drobna płotka w podziemnym świecie korupcji i nielegalnego obrotu hormonami pewien bogaty flamandzki handlowiec wołowiną pragnie wynegocjować układ z Jacky'm wysyłając do niego kogoś, kto ma związek z tragiczną tajemnicą dziecięcej przeszłości, która zaważyła na dalszym życiu i rozwoju Jacky'ego...
Mroczny i wstrząsający thriller kryminalny z fenomenalną rolą Matthiasa Schoenaertsa. Jego postać początkowo jawi się jako pozbawiony skrupułów brutal, ale wraz z rozwojem akcji, gdy ujawniane są traumatyczne wydarzenia z czasów dzieciństwa Jacky'ego ten drastycznie okaleczony mężczyzna zaczyna wzbudzać ździebko sympatii. "Bullhead" to zasadniczo uniwersalna historia osobistej tragedii człowieka, swoistego antybohatera, który usiłuje zaakceptować samego siebie oczekując tej akceptacji także od otoczenia. Jego złamany, okaleczony maskulinizm przywodzi na myśl Roberta De Niro we "Wściekłym byku" (1977) Martina Scorsese. W filmie nie brakuje scen odrażającej przemocy, lecz stanowią one jedynie dodatek do smutnej i przygnębiającej historii o perfidnych kłamstwach i manipulacji.
