Plakat kinowy "Samsara"
Plakat kinowy "Samsara" filmweb.pl

15 października 2012 roku warszawska Sala Kongresowa stała się miejscem niezwykłego wydarzenia: długo wyczekiwanego przez rzesze fanów koncertu Dead Can Dance. Z racji tego, że nie mogłem uczestniczyć w tym czarującym misterium z prozaicznego powodu niezakupienia biletu na czas postanowiłem choć w niewielkim stopniu zrekompensować to sobie idąc w dniu polskiej premiery na "Samsara", kontynuację "Baraki" (1992), do którego muzykę skomponowała m.in. Lisa Gerrard, czyli połowa duetu Dead Can Dance.

REKLAMA
W języku tybetańskim słowo "samsara" oznacza nieustającą wędrówkę, niekończący się cykl narodzin i śmierci, samoczynny proces kreacji, destrukcji i odrodzenia. Pięć długich lat zajęło filmowcom nakręcenie tej wizualnie olśniewającej kontynuacji "Baraki", odwiedzili łącznie 25 krajów. Premiera "Samsary" miała miejsce we wrześniu 2011 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto, natomiast w sierpniu 2012 roku film trafił do globalnej dystrybucji.
Kontemplacyjna "Samsara" wizualnie zachwyca. Reżyser Ron Fricke ("Baraka") zabiera nas w czarującą i niekiedy szokującą podróż w różne zakątki świata od Kambodży i Etiopii po Chiny i Stany Zjednoczone. Klasztor buddyjski na wulkanicznej iglicy Taung Kalat w Birmie. Lawa z hawajskiego wulkanu Kilauea tocząca bezustanną walkę z oceanicznym żywiołem. Przerażające zgliszcza i ruiny pozostawione w Nowym Orleanie przez huragan Katrina. Majestatyczne posągi bóstw na zboczu wulkanu Nemrut Dagi w Turcji. Klub ze striptizem w Bangkoku. Rzadko dożywający 40-tki zbieracze siarki w kraterze jawajskiego wulkanu Ijen. Burdż Chalifa, najwyższy na świecie budynek znajdujący się w Dubaju. Tysiące pielgrzymów widzianych z lotu ptaka, coraz szczelniej otaczających Kaaba w Mekkce, miejscu narodzin proroka Mahometa. Wijący się na wszystkie strony i pulsujący mechanicznym życiem krwiobieg autostrad w Los Angeles, obserwowany zarówno za dnia, jak i w blasku nocnej metropolii. Wszystkie te genialnie skomponowane ujęcia mają służyć zaakcentowaniu motywu życia i śmierci, ciągłości i nieciągłości. Mechaniczna praca setek rąk w chińskich fabrykach, masowe zabijanie kurczaków przez przypominające traktor urządzenie, tysiące samochodów przemierzających w te i we wte pajęczą sieć autostrad w Los Angeles zestawione zostają ze smaganymi przez wiatr afrykańskimi wydmami Sahary, slumsami Brazylii i niekończącymi się połaciami gnijących wysypisk śmieci.
logo
Kadr z filmu Samsara - Nemrut Dagi (Turcja) inspiroo.net
Zaskakuje szokujący performance artysty, który siedząc za korporacyjnym biurkiem oblepia sobie twarz modeliną, po czym chwyta za mały pędzelek i rozsmarowuje na sobie czerwoną i czarną farbę. Czyni to z coraz bardziej szaleńczym wigorem, obsypując sobie twarz (maskę z modeliny) pyłem, wciskając w nią ołówki, itd. Kontekst tej sceny polega na błyskotliwym akcie kreacji, tak jak to czynią tybetańscy mnisi tworząc piaskowe dzieło sztuki, rozkołysane tancerki z Bali czy japońska gejsza roniąca pojedynczą łzę. Co znamienne, artystą tym jest francuski malarz i rzeźbiarz Olivier de Sagazan, nakręcony w trakcie trwającego zazwyczaj 10-15 minut pokazu tzw. 'Transfiguracji'.
logo
Kadr z filmu "Samsara" - Birma inspiroo.net
"Samsara" jest pozbawiona fabuły, aktorów, dialogów. Uświadamia widzom, że na Ziemi są wciąż miejsca dziewicze, cuda natury nietknięte przez cywilizację, która rozrasta się w szybkim tempie konsumując więcej i więcej. Świat wokół robi się coraz bardziej stechnicyzowany, stajemy się coraz bardziej uzależnieni od maszyn. W Chinach słabo opłacani pracownicy taśmowo montują części komputerów, w Stanach elektroniczne gadżety sprzedają się w ogromnych ilościach na wyprzedażach, wreszcie w Brazylii zbieracze odpadów ryzykują życiem i zdrowiem poszukując części już skonsumowanych, wyrzuconych przez poprzednich posiadaczy. Ciało kobiety, świątynia mającego przyjść na świat życia zostaje skontrastowane z masowo wytwarzanymi w Japonii plastikowymi seks-manekinami. Perfekcyjnie zachowane zwłoki dwuletniej dziewczynki Rosalii Lombardo, zmarłej w 1920 roku na pneumonię, przechowywane w szklanej trumnie na Sycylii obrazują pozytywny wizerunek śmierci, podobnie jak dziwaczny pogrzeb mężczyzny chowanego w trumnie w kształcie strzelby. Kalejdoskopowi urzekających sekwencji towarzyszy atmosferyczna ścieżka dźwiękowa Michaela Stearnsa, Marcello De Francisci oraz Lisy Gerrard (Dead Can Dance).
Reasumując, "Samsara" Rona Fricke'a to wizualna medytacja najwyższej próby, bogata w zdumiewające detale i niesłychanie żywe kolory, stymulująca umysł i skłaniająca do refleksji na długo po seansie.
Na deser pokaz 'Transfiguracji' w wykonaniu Oliviera de Sagazana.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?