
13 grudnia 2012 roku w poznańskim klubie Blue Note odbył się koncert trójmiejskiego zespołu Blindead - czołowego reprezentanta rodzimego progresywnego doom metalu/post-rocka. Skład formacji zasilił basista Matteo Bassoli - wcześniej pogrywający we włoskim post-hardcorowym At the Soundawn. Jako support wystąpił młody i obiecujący rodzimy band God's Own Prototype.
REKLAMA
God's Own Prototype zawiązał się w 2010 roku - początkowo w składzie trzech muzyków, potem zaczęli grać w czwórkę. Ich występ w Blue Note bardzo miło mnie zaskoczył. Trójmiejski kwartet łączy w swojej instrumentalnej twórczości wpływy post-rocka, sludge doom metalu, ambientu i post-metalu. Brzmienie ciężkie, monumentalne, wprawiające słuchaczy w trans, aranżacje dopracowane i ciekawe. God's Own Prototype doczekał się póki co wydania jednej EP-ki "Fall Apart, Every Time You Feel Like..." (2012), której można posłuchać tutaj:
Formacja Blindead jest mi znana od lipca 2006 roku, kiedy to w Thrash'em All ukazała się nakładem Empire Records ich pierwsza płyta "Devouring Weakness", która ogromnie przypadła mi do gustu. Potem przyszły dwa koncerty, w tym ten drugi w październiku 2011 roku, kiedy to Blindead wystąpił przed Behemoth w ramach Phoenix Rising Tour. Występ trójmiejskiego składu w Blue Note był zatem trzecią okazją do zobaczenia ich on-stage, której naturalnie nie mogłem przepuścić. Dodam jeszcze, że wydane odpowiednio w latach 2007 i 2010 płyty "Autoscopia/ Murder in Phazes" oraz „Affliction XXVII II MMIX” (poruszający koncept album o autystycznej dziewczynce) należą niewątpliwie do czołówki wydawnictw rodzimego post/doom metalu.
Blindead na żywo to eksplozja emocji i gitarowego ciężaru. Długie, niekiedy przytłaczająco ciężkie i hipnotyczne kompozycje przesycone nastrojowymi elektronicznymi pasażami. Osadzona w sludge doom metalowym zębie schizofreniczna i rozstrzelona stylistycznie miazga, która wprawia w trans i w fascynujący sposób... przeraża. To sugestywne dźwięki walki z samym sobą, samotności, odrzucenia, niezrozumienia i cierpienia. Ów intensywny deszcz emocji dało się odczuć w trakcie trwającego niespełna 90 minut koncertu zespołu w Blue Note. W zachwyt wprawiały mnie poszarpane partie gitarowe Havoca (ex-Behemoth) i Marka Zielińskiego, wielobarwne wokale Nicka Wolverine'a lawirujące pomiędzy szeptem, delikatnym śpiewem i potężnym growlem oraz klimatyczne sample i klawiszowe pejzaże Bartosza Hervy'ego. Muzyka Blindead wymyka się prostym i jednoznacznym klasyfikacjom: jest obecnie (za sprawą świetnego "Affliction XXVII II MMIX") nieco łatwiej przyswajalna niż na wcześniejszych wydawnictwach grupy, ale nadal pozostaje wędrówką poprzez najmroczniejsze zakamarki ludzkiej psychiki. Jestem niezmiernie ciekaw kolejnego albumu gdyńskiej ekipy, którego premiera jest przewidziana na 2013 rok.
Reasumując, mocny, intensywny, hipnotyczny koncert. Publika słuchająca muzyki w Blindead w skupieniu, chłonąca emocje płynące ze sceny. Dość powiedzieć, że przyglądałem się przez chwilę nieznajomej obok mnie, która przez cały koncert tańczyła jak w transie. I tak sobie pomyślałem: kurczę, tak właśnie trzeba odbierać muzykę!
