W dniach 18-19 maja przetoczyła się przez nasz kraj trasa The Great Mass Over Europe, na której zagrały symfoniczno black metalowy Carach Angren, włoski Fleshgod Apocalypse oraz weterani greckiej sceny metalowej - grecki Septic Flesh. Ciężkich brzmień nigdy nie za mało, zatem wskazane było pojawić się 18 maja w warszawskiej Progresji i doświadczyć zwartej dawki symfoniczno-metalowego terroru na żywo.

REKLAMA
Na występ greckiego Descending (melodyjny death metal) spóźniłem się, więc nie pozostaje mi nic innego, niż wstrzymać się od opisu ich koncertu. Jako drugi wystąpił Carach Angren - istniejąca od 2004 roku holenderska formacja grająca symfoniczny black metal. Szczerze mówiąc nigdy nie przepadałem za tym odłamem black metalu, gdyż kojarzył mi się z muzyką napuszoną, pompatyczną i częstokroć pretensjonalną plus zazwyczaj mało ekstremalną. Ale na Carach Angren warto zwrócić uwagę, gdyż ich muzyka łamie bariery. I jest niekonwencjonalna. Po pierwsze, warstwa liryczna dotycząca opowieści o duchach i tragedii z czasów II wojny światowej. Po drugie, enigmatyczna i zdumiewająco mroczna mikstura szybkich, dysharmonijnych riffów oraz melodyjnych, symfonicznych pasaży. Po trzecie, zróżnicowane tempa: raz szybkie, pełne furii i wściekłości, innym razem wolne, niemal doom metalowe, pogrzebowe. Wreszcie zwrócić warto uwagę na dywersyfikację wokalną Seregora: od wściekłego black metalowego skrzeku do melodyjnych zaśpiewów i złowieszczych szeptów. Holenderskie trio miałem okazję widzieć po raz pierwszy na żywo i jestem zaintrygowany zaprezentowaną przez nich nieco teatralną, acz fascynującą symfonią brutalności.
logo
Carach Angren Małgorzata Czech Jagosz
Włoski Fleshgod Apocalypse znałem z wydanej w 2011 roku przez Nuclear Blast płyty "Agony". Zafrapował mnie zaprezentowany przez nich konglomerat bombastycznej orkiestracji, klasycznych wpływów oraz bezkompromisowej death metalowej brutalności. Koncertowo Włosi sprawdzili się doskonale, o czym świadczył potężny młyn pod sceną. Furia i niezwykła intensywność muzyki Fleshgod Apocalypse naprawdę robi wrażenie. Wyróżnić trzeba dwóch muzyków włoskiego kwintetu: dysponującego pełnym mocy czystym wokalem Paolo Rossi oraz znakomitego pałkera Francesco Paoli, którego opętańcza gra na perkusji w pełni zasługuje na uznanie - po prostu miażdżąca ściana blastów. Poza tym mocny i soczysty growling gitarzysty Tommaso Riccardi, ciekawe aranżacje oraz kilka subtelnych detali i smaczków. Konfrontacja na żywo z muzyką Fleshgod Apocalypse sprawiła mi dużo frajdy.
logo
Fleshgod Apocalypse Małgorzata Czech Jagosz
Większość zgromadzonych w Progesji miłośników ciężkich symfonicznych brzmień z niecierpliwością wyczekiwała na koncert greckiego Septic Flesh - istniejącego od 23 lat symfoniczno death metalowego monstrum z Aten. Weterani greckiej sceny metalowej (osiem długograjów na koncie) nie zawiedli i dali wspaniały, pełen dostojeństwa i bombastycznej brutalności występ skupiając się jednak na utworach obecnych na trzech ostatnich wydawnictwach zespołu: płytach "Sumerian Daemons" (2003), "Communion" (2008) oraz "The Great Mass" (2011). Nie pamiętam już w tej chwili dokładnej kolejności set-listy, ale z pierwszej z wymienionych powyżej płyt zagrali wspaniałe "Virtues of the Beast" i "Unbeliever", z "Communion" poleciały numer tytułowy, "Lovecraft's Death", "We, the Gods", "Persepolis" oraz zadedykowany Adamowi Nergalowi Darskiemu i polskiej publiczności, zagrany na bis kapitalny "Anubis", natomiast z ostatniego albumu wybrzmiał otwierający numer "The Vampire from Nazareth", "A Great Mass of Death", "Oceans of Grey" oraz "Five Pointed Star". Czyli same perełki. Muzykę Septic Flesh trudno jest jednoznacznie sklasyfikować, gdyż ona stanowi niszę samą w sobie. Zespół charyzmatycznego wokalisty Spirosa nigdy nie przestał poszukiwać inkorporując do death metalowego rdzenia wpływy klasyczne, żeńskie soprany czy orkiestralne aranżacje. Obok Rotting Christ to obecnie najbardziej znacząca nazwa helleńskiej sceny metalowej.
logo
Septic Flesh / Spiros Małgorzata Czech Jagosz

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?