
"Isole"/ "Wyspy" (2011), reżyseria: Stefano Chiantini, obsada: Asia Argento, Ivan Franek, Giorgio Colanelli, Anna Ferruzzo, czas: 92 minuty
REKLAMA
Zawsze fascynowały mnie samotne wysepki w pobliżu lądu lub tysiące kilometrów od niego, zamieszkiwane przez zamknięte społeczności, których spokojna egzystencja biegnie z rytmem wyznaczanym przez szelest morskich fal rozbijających się o skały. Młody włoski reżyser Stefano Chiantini osadził akcję dramatu "Isole" na wyspach wchodzących w skład archipelagu Tremiti, będących częścią Parku Narodowego Gargano.
Znajdujące się na Adriatyku wyspy Tremiti w trakcie reżimu Benito Mussoliniego służyły jako miejsce zesłania dla niewygodnych więźniów politycznych oraz homoseksualistów. W skład aktywnego sejsmicznie archipelagu wchodzi 5 wysp: szczycąca się obecnością malowniczej piaszczystej plaży San Domingo, która przyciąga gros rozleniwionych turystów, San Nicola, na której mieszka większość populacji archipelagu, oraz trzy mniejsze wysepki, siłą rzeczy niezamieszkane: Capraia, Cretaccio i Pianosa. Na San Nicola znajduje się wiekowy monaster, w którym pogrzebano mnicha imieniem Nicolò. Według legendy, ilekroć ktoś nierozważny próbował zmienić mu miejsce pochówku, wokół wyspy powstawał rozszalały sztorm, który uniemożliwiał nawigację i wzbudzał w mężnych sercach zgubny cień trwogi.
Nielegalny emigrant z Europy Wschodniej, Ivan (Ivan Franek) ma palący problem ze znalezieniem pracy. Cokolwiek zarobi na czarno i odstąpi podstarzałemu ojcu, ten drugi przepuści na hazard i gry. Pewnego dnia, szukając dorywczego zajęcia jako murarz, Ivan udaje się na pobliską wyspę. Robotę znajduje, ale wynagrodzenia nie dostaje; ba, grupa ksenofobicznych miejscowych bije go i poniża. Pozbawiony środków do powrotu na stały ląd Ivan otrzymuje pomoc od Martiny (Asia Argento), ekscentrycznej i niemej kobiety, uważanej przez mieszkańców wyspy za nieszkodliwą wariatkę. Martinę jako sierotę wziął na wychowanie Don Enzo (Giorgio Colangeli), zniedołężniały i marudny ksiądz po zawale. Ivan dostaje u tej dwójki nocleg pod warunkiem stania się 'użytecznym'. Od razu zaczyna pomagać w rozmaitych obowiązkach domowych. Ze złością przygląda się temu siostra kapłana, Wilma (Anna Ferruzzo), która wraz ze swoim mężem potajemnie dybie na skrawek lądu, na którym Don Enzo hoduje pszczoły. Pomiędzy Ivanem, a izolującą się od świata Martiną z czasem rodzi się subtelne uczucie...
Jakże miło zobaczyć Asię Argento w roli tak odmiennej od jej zwyczajowego repertuaru agresywnych i pewnych siebie femmes fatale. Córka legendarnego włoskiego maestro horroru Dario Argento radzi sobie znakomicie z wcieleniem się w nieśmiałą, walczącą z osobistymi demonami introwertyczkę. Wychowałem się na wysmakowanych wizualnie horrorach/filmach giallo jej ojca (OT: moja ukochana triada filmowa spod ręki Dario to "Suspiria", "Inferno" i "Phenomena"), toteż ze zdwojoną uwagą śledzę aktorskie losy córy mistrza stylizowanej makabry. Zresztą cała pierwszoplanowa obsada zapada w pamięć, zwłaszcza ciepła postać Ivana, którego zagrał czeski aktor Ivan Franek. Film jest spokojny, niespieszny, wysublimowany - fale obmywają skaliste wybrzeże niczym ukradkiem ronione łzy, a słodycz miodu przeciekająca przez palce nadaje historii słodko-gorzkiego posmaku.
Film obejrzałem w stołecznym kinie Muranów w ramach Cinema Italia Oggi. Dwa kciuki w górę.
