Donald Tusk szefem Rady Europejskiej. To jego wielki sukces osobisty, docenienie roli Polski w Europie i szansa dla Unii na zyskanie nowego impetu. W Polsce Kierownik pozostanie Kierownikiem.
REKLAMA
Jestem szczęśliwy, że się myliłem. Początkiem sierpnia wymieniałem bowiem argumenty, które przemawiały za tym, że Donald Tusk nie zostanie przewodniczącym Rady Europejskiej. Za brytyjską prasą podawałem, że premier Wielkiej Brytanii sprzeciwia się kandydaturze Tuska, kanclerz Niemiec bardziej stawia Helle Thorning-Schmidt z Danii, a w układzie, w którym przewodniczącym Komisji Europejskiej jest chadek, na czele Rady Europejskiej raczej stanie socjalista (najpewniej socjalistka), zaś szefem unijnej dyplomacji ktoś z frakcji Europejskiej Partii Ludowej (np. Platformy Obywatelskiej). Ponadto argumentem przeciwko premierowi Polski była jego słaba znajomość języków obcych oraz strach unijnych przywódców wobec zbyt twardej postawy Tuska względem Rosji. To wskazywało na duet Helle Thorning-Schmidt (Przewodnicząca RE) i Radosław Sikorski (Wysoki Przedstawiciel Unii ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa). Od tego czasu wiele się zmieniło. Przede wszystkim Cameron opowiedział się za Tuskiem. Jak bardzo było to ważne dało się poznać przy pierwszym wystąpieniu Donalda Tuska po wyborze, w którym jako jeden z celów postawił on sobie utrzymanie Brytanii w UE. Przy poparciu Angeli Merkel i neutralności Francji, sprawa była – można powiedzieć – załatwiona. Nie bez znaczenia zapewne była również sytuacja na wschodzie Ukrainy. Putin przekroczył kolejny Rubikon i „jawnie” wysłał rosyjskie wojska do walki z ukraińskimi siłami rządowymi.
I stało się. Polski premier został przewodniczącym Rady Europejskiej.
To gigantyczny sukces osobisty Donalda Tuska. Przebył on drogę od opozycjonisty w latach osiemdziesiątych, twórcy pierwszej (i ostatniej) polskiej partii neoliberalnej, przegranego w wyborach o przywództwo w Unii Wolności, współtwórcy Platformy Obywatelskiej, który wyciął konkurencje i zdobył w tej partii władzę absolutną. Tusk poniósł klęskę w wyborach w 2005 roku, by po dwóch latach odnaleźć patent na poparcie Polaków (anty-PiS) i od 2007 rządzić nieprzerwanie Polską. Premier od siedmiu lat, który wcześniej nie sprawował żadnego ważnego urzędu (był jedynie wicemarszałkiem Senatu). Biografia bogata, a i jeszcze daleka od zakończenia. Wszak Tusk po wypełnieniu kadencji tzw. Prezydenta Unii, będzie mógł wyglądać sukcesu w polskich wyborach prezydenckich w 2020 roku. Wiadomo przecież, że kariera międzynarodowa, którą wizerunkowo trudno zepsuć, dodaje prestiżu, splendoru i w konsekwencji wyborczego poparcia. W warunkach młodej polskiej demokracji to kariera bez precedensu.
To wielki sukces Polski. Przewodniczący Rady Europejskiej nie ma wielkich kompetencji. Jego prerogatywy skupiają się wokół organizowania i przewodniczenia unijnym szczytom, kierowania negocjacjami pomiędzy europejskimi przywódcami, wraz z szefem unijnej dyplomacji reprezentowania UE na zewnątrz. Jest to jednak stanowisko bardzo prestiżowe (nie bez powodu głowa Rady Europejskiej w nomenklaturze odrzuconej w referendach we Francji i Holandii Konstytucji Europejskiej nazywana była Prezydentem UE). Wybór premiera z Polski na ten eksponowany urząd jest sygnałem, że Polska jest w Unii Europejskiej zakorzeniona, doceniona i ważna. W dziesięć lat po przystąpieniu Polski do Unii proeuropejska polityka polskich rządów po 1989 roku (z umiarkowanym ochłodzeniem w latach 2005 – 2007) oraz proeuropejskie nastawienie polskiego społeczeństwa przynosi efekt.
To może być sukces Unii. Europa stoi w obliczu kryzysu wewnętrznego i zewnętrznego. Impet integracji został zahamowany, a w Europie zyskują popularność partię otwarcie antyunijne. Na obrzeżach Unii toczy się wojna, a Zachód znalazł się w stanie nowej zimnej wojny z Rosją. Postawienie na kandydata z euroentuzjastycznej Polski może wzmocnić Unię od wewnątrz. Tusk w tandemie z Junckerem (szefem Komisji) i przy wsparciu Schulza (szef Parlamentu) mogą skutecznie oddziaływać w sprawie wzmocnienia unijnych struktur i rozszerzenia platform integracji (np. podatki, wspólna armia). Tusk – jako człowiek z kraju cieszącego się członkostwem w UE relatywnie od niedawna – jest świadom wartości i potęgi tego projektu. Wie, że Unia zapewnia Europejczykom dobrobyt i pokój. Ma świeże spojrzenie. Perspektywy tej niekiedy brakuje „starym” Europejczykom, którzy zgnuśnieli i zapomnieli jak wygląda Europa bez UE. Natomiast polityce zagranicznej (szczególnie w relacjach z Rosją) Tusk może nadać pewnej hardości i zdecydowania. W obecnej sytuacji geopolitycznej tego Europie bezwzględnie trzeba. Tak, żeby nie zarzucać jej – jak aktywistka Euromajdanu – że jest stara, ślepa i głucha. Europie trzeba charyzmatycznego leadershipu, tożsamości, nowych pomysłów, świeżego impetu. Tusk ma szansę przejść do historii jak np. Jaques Delors – przewodniczący Komisji Europejskiej w latach 1985 – 1995, architekt Traktatu z Maastricht ustanawiającego UE.
W Platformie mówi się na Tuska per Kierownik. I pewnie kierownik pozostanie kierownikiem. Nadal będzie szefem Platformy Obywatelskiej, ponieważ premier przez lata tworzył partię wodzowską, silne osobowości wycinał (Olechowski, Piskorski, Gilowska, Rokita, Schetyna), otaczał się dworem, a nie doradcami i współpracownikami, nie szukał delfina. Osierocona Platforma pod naporem frakcyjnych walk, konfliktów interesów runęłaby jak domek z kart. A PO to ukochane dziecko Donalda Tuska. Na pewno nie porzuci je na pastwę losu.
I stało się. Polski premier został przewodniczącym Rady Europejskiej.
To gigantyczny sukces osobisty Donalda Tuska. Przebył on drogę od opozycjonisty w latach osiemdziesiątych, twórcy pierwszej (i ostatniej) polskiej partii neoliberalnej, przegranego w wyborach o przywództwo w Unii Wolności, współtwórcy Platformy Obywatelskiej, który wyciął konkurencje i zdobył w tej partii władzę absolutną. Tusk poniósł klęskę w wyborach w 2005 roku, by po dwóch latach odnaleźć patent na poparcie Polaków (anty-PiS) i od 2007 rządzić nieprzerwanie Polską. Premier od siedmiu lat, który wcześniej nie sprawował żadnego ważnego urzędu (był jedynie wicemarszałkiem Senatu). Biografia bogata, a i jeszcze daleka od zakończenia. Wszak Tusk po wypełnieniu kadencji tzw. Prezydenta Unii, będzie mógł wyglądać sukcesu w polskich wyborach prezydenckich w 2020 roku. Wiadomo przecież, że kariera międzynarodowa, którą wizerunkowo trudno zepsuć, dodaje prestiżu, splendoru i w konsekwencji wyborczego poparcia. W warunkach młodej polskiej demokracji to kariera bez precedensu.
To wielki sukces Polski. Przewodniczący Rady Europejskiej nie ma wielkich kompetencji. Jego prerogatywy skupiają się wokół organizowania i przewodniczenia unijnym szczytom, kierowania negocjacjami pomiędzy europejskimi przywódcami, wraz z szefem unijnej dyplomacji reprezentowania UE na zewnątrz. Jest to jednak stanowisko bardzo prestiżowe (nie bez powodu głowa Rady Europejskiej w nomenklaturze odrzuconej w referendach we Francji i Holandii Konstytucji Europejskiej nazywana była Prezydentem UE). Wybór premiera z Polski na ten eksponowany urząd jest sygnałem, że Polska jest w Unii Europejskiej zakorzeniona, doceniona i ważna. W dziesięć lat po przystąpieniu Polski do Unii proeuropejska polityka polskich rządów po 1989 roku (z umiarkowanym ochłodzeniem w latach 2005 – 2007) oraz proeuropejskie nastawienie polskiego społeczeństwa przynosi efekt.
To może być sukces Unii. Europa stoi w obliczu kryzysu wewnętrznego i zewnętrznego. Impet integracji został zahamowany, a w Europie zyskują popularność partię otwarcie antyunijne. Na obrzeżach Unii toczy się wojna, a Zachód znalazł się w stanie nowej zimnej wojny z Rosją. Postawienie na kandydata z euroentuzjastycznej Polski może wzmocnić Unię od wewnątrz. Tusk w tandemie z Junckerem (szefem Komisji) i przy wsparciu Schulza (szef Parlamentu) mogą skutecznie oddziaływać w sprawie wzmocnienia unijnych struktur i rozszerzenia platform integracji (np. podatki, wspólna armia). Tusk – jako człowiek z kraju cieszącego się członkostwem w UE relatywnie od niedawna – jest świadom wartości i potęgi tego projektu. Wie, że Unia zapewnia Europejczykom dobrobyt i pokój. Ma świeże spojrzenie. Perspektywy tej niekiedy brakuje „starym” Europejczykom, którzy zgnuśnieli i zapomnieli jak wygląda Europa bez UE. Natomiast polityce zagranicznej (szczególnie w relacjach z Rosją) Tusk może nadać pewnej hardości i zdecydowania. W obecnej sytuacji geopolitycznej tego Europie bezwzględnie trzeba. Tak, żeby nie zarzucać jej – jak aktywistka Euromajdanu – że jest stara, ślepa i głucha. Europie trzeba charyzmatycznego leadershipu, tożsamości, nowych pomysłów, świeżego impetu. Tusk ma szansę przejść do historii jak np. Jaques Delors – przewodniczący Komisji Europejskiej w latach 1985 – 1995, architekt Traktatu z Maastricht ustanawiającego UE.
W Platformie mówi się na Tuska per Kierownik. I pewnie kierownik pozostanie kierownikiem. Nadal będzie szefem Platformy Obywatelskiej, ponieważ premier przez lata tworzył partię wodzowską, silne osobowości wycinał (Olechowski, Piskorski, Gilowska, Rokita, Schetyna), otaczał się dworem, a nie doradcami i współpracownikami, nie szukał delfina. Osierocona Platforma pod naporem frakcyjnych walk, konfliktów interesów runęłaby jak domek z kart. A PO to ukochane dziecko Donalda Tuska. Na pewno nie porzuci je na pastwę losu.
