Choć minione wybory samorządowe zapamiętane zostaną głównie przez pryzmat „leśnych dziadków” z PKW, oskarżeń o fałszerstwa i wypaczenie wyniku oraz książeczki premiującej PSL, to są też bardzo pożyteczne dla społeczeństwa obywatelskiego i demokracji w ogóle efekty tej elekcji.
REKLAMA
Miasta dla ludzi
Od dekady miasta – szczególnie te największe – otrzymują spore pieniądze z unijnych funduszy strukturalnych. By pozyskać środki europejskie gminy ogromnie się zadłużają, bo – jak wiadomo – żeby unijny pieniądz na inwestycje dostać trzeba część dorzucić z własnej kasy. Z tych funduszów włodarze zbudowali nowe drogi, hale sportowe, stadiony (choćby te na Euro2012), filharmonie, aquaparki, lotniska etc. Dzięki strumieniowi pieniędzy rządzenie miastem było „łatwe, lekkie i przyjemne”, bo można było sobie pozwolić na poczynienie efektownych inwestycji, a następnie przekuć to w wizerunkowy sukces. Mieszkaniec był trochę tłem dla swojego miasta, dla propagandy sukcesu Wrocławia, Poznania, Warszawy itd.
Od dekady miasta – szczególnie te największe – otrzymują spore pieniądze z unijnych funduszy strukturalnych. By pozyskać środki europejskie gminy ogromnie się zadłużają, bo – jak wiadomo – żeby unijny pieniądz na inwestycje dostać trzeba część dorzucić z własnej kasy. Z tych funduszów włodarze zbudowali nowe drogi, hale sportowe, stadiony (choćby te na Euro2012), filharmonie, aquaparki, lotniska etc. Dzięki strumieniowi pieniędzy rządzenie miastem było „łatwe, lekkie i przyjemne”, bo można było sobie pozwolić na poczynienie efektownych inwestycji, a następnie przekuć to w wizerunkowy sukces. Mieszkaniec był trochę tłem dla swojego miasta, dla propagandy sukcesu Wrocławia, Poznania, Warszawy itd.
Zapomniano o inwestycjach w infrastrukturę miejskich osiedli, terenów zielonych, mniej efektownych obiektów sportowo-rekreacyjnych, osiedlowych instytucjach kultury (np. biblioteki). Prezydenci zapomnieli o budowie instytucji, a nie tylko obiektów. Zapomnieli, że miasto to nie tylko centrum, że trzeba tworzyć warunki do dobrego życia na jego osiedlach. Te wybory to nastawienie zmieniły. By móc myśleć o elekcji lub reelekcji kandydaci musieli deklarować, obiecywać, że nadchodzi czas inwestycji w transport zbiorowy, infrastrukturę osiedlową, parki, że będą BLIŻEJ (tym hasłem zalepił Rafał Dutkiewicz Wrocław przed drugą turą) ludzi. Kandydaci zabiegali o poparcie rowerzystów, których projekty masowo wygrywają w konkursach budżetów obywatelskich i stali się ważną grupą nacisku (lobby). A propos budżetów obywatelskich, to już trend nieodwracalny i prezydenci miast – mimo wcześniejszej niechęci do dzielenia się komunalnym groszem – zostali zmuszeni przez wyborców do okazania sympatii idei budżetów partycypacyjnych. Mieszkańcy przestali godzić się na funkcjonowanie w betonowych pustyniach rzadko, wolno i niewygodnie skomunikowanych z „kolorowym” centrum. Jest więc zmiana w oczekiwaniach mieszkańców wobec miasta (tzw. miastopogląd), a co za tym idzie wobec swoich gospodarzy. Politycy musieli temu wyjść naprzeciw. Obiecali przewartościowanie priorytetów inwestycyjnych. Dobrze. Czy się wywiążą? Zobaczymy.
Kapitał społeczny
Ruchy miejskie wprowadziły do ratusza nowego prezydenta Gorzowa Wielkopolskiego. Pośrednio zdecydowały o wyborze nowego prezydenta Poznania, bo Jacek Jaśkowiak jeszcze w 2010 r. był kandydatem komitetu My Poznaniacy, a dopiero w zeszłym roku zapisał się do PO, która wystawiła go do rywalizacji z Ryszardem Grobelnym. Być może ruchy miejskie nie osiągnęły w metropoliach oszałamiającego sukcesu na skalę ogólnopolską, ale – co jest ich zasługą - wprowadziły do debaty publicznej tematy, które zdominowały miejskie kampanie wyborcze. Postulaty dotyczące m. in. zrównoważonego transportu, dostępu do usług komunalnych, „decentralizacji” metropolii, uporządkowania miejskiej przestrzeni (np. ograniczenie reklam) najpierw wdarły się do publicznego dyskursu, a następnie zostały przez wielu kandydatów – również tych partyjnych - zagospodarowane i wykorzystane. Miejscy aktywiści zdefiniowali nowe miejskie potrzeby. Okazało się, że hipsterzy i starzy lokalni aktywiści mogą kreować metropolitalną przestrzeń najpierw poprzez tworzenie projektów w ramach budżetów partycypacyjnych, następnie przez oddziaływanie na samorządy, a ostatecznie bez recepcji ich pomysłów ani Dutkiewicz, ani Majchrowski, ani Gronkiewicz-Waltz nie wygraliby prezydentury. Trudno o bardziej wyrazisty przykład kapitału społecznego, którego przecież w Polsce mamy taki deficyt.
Ruchy miejskie wprowadziły do ratusza nowego prezydenta Gorzowa Wielkopolskiego. Pośrednio zdecydowały o wyborze nowego prezydenta Poznania, bo Jacek Jaśkowiak jeszcze w 2010 r. był kandydatem komitetu My Poznaniacy, a dopiero w zeszłym roku zapisał się do PO, która wystawiła go do rywalizacji z Ryszardem Grobelnym. Być może ruchy miejskie nie osiągnęły w metropoliach oszałamiającego sukcesu na skalę ogólnopolską, ale – co jest ich zasługą - wprowadziły do debaty publicznej tematy, które zdominowały miejskie kampanie wyborcze. Postulaty dotyczące m. in. zrównoważonego transportu, dostępu do usług komunalnych, „decentralizacji” metropolii, uporządkowania miejskiej przestrzeni (np. ograniczenie reklam) najpierw wdarły się do publicznego dyskursu, a następnie zostały przez wielu kandydatów – również tych partyjnych - zagospodarowane i wykorzystane. Miejscy aktywiści zdefiniowali nowe miejskie potrzeby. Okazało się, że hipsterzy i starzy lokalni aktywiści mogą kreować metropolitalną przestrzeń najpierw poprzez tworzenie projektów w ramach budżetów partycypacyjnych, następnie przez oddziaływanie na samorządy, a ostatecznie bez recepcji ich pomysłów ani Dutkiewicz, ani Majchrowski, ani Gronkiewicz-Waltz nie wygraliby prezydentury. Trudno o bardziej wyrazisty przykład kapitału społecznego, którego przecież w Polsce mamy taki deficyt.
Zmierzch miejskich despotów
Włodarze polskich miast i gmin rządzą od lat. Wielu objęło władzę jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, a od 2002 roku (pierwsze wybory bezpośrednie wójtów/burmistrzów/prezydentów) wygrywali w cuglach. To się zmieniło. Widać duży spadek poparcia dla popularnych prezydentów miast. Oprócz Łodzi żaden z urzędujących prezydentów sześciu największych polskich miast nie wygrał wyborów w pierwszej turze. Rządzącemu Poznaniem od 16 lat Ryszardowi Grobelnemu nie udało się to również w drugiej turze. Kreowany na premiera lub co najmniej ministra lider prezydentów polskich miast Rafał Dutkiewicz musiał konkurować w dogrywce z jedną z radnych miejskich z PiS. W 2010 roku Dutkiewicz zdobył 140 tys. głosów. Teraz 89 tys. Wygrał niewielką przewagą głosów z szerzej nieznaną Mirosławą Stachowiak-Różecką. Smak zwycięstwa miał więc posmak goryczy, bo wielka popularność została roztrwoniona i w razie braku poprawy nie ma opcji na zwycięstwo za cztery lata. Może mieć to swoje dobre skutki. Po pierwsze, trzeba się będzie po prostu mocno starać, żeby zyskać poparcie wyborców. Oznaczać to może konieczność realizacji wyborczych obietnic (jak policzył portal gazetawroclawska.pl Dutkiewicz złożył ich sto).
Włodarze polskich miast i gmin rządzą od lat. Wielu objęło władzę jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, a od 2002 roku (pierwsze wybory bezpośrednie wójtów/burmistrzów/prezydentów) wygrywali w cuglach. To się zmieniło. Widać duży spadek poparcia dla popularnych prezydentów miast. Oprócz Łodzi żaden z urzędujących prezydentów sześciu największych polskich miast nie wygrał wyborów w pierwszej turze. Rządzącemu Poznaniem od 16 lat Ryszardowi Grobelnemu nie udało się to również w drugiej turze. Kreowany na premiera lub co najmniej ministra lider prezydentów polskich miast Rafał Dutkiewicz musiał konkurować w dogrywce z jedną z radnych miejskich z PiS. W 2010 roku Dutkiewicz zdobył 140 tys. głosów. Teraz 89 tys. Wygrał niewielką przewagą głosów z szerzej nieznaną Mirosławą Stachowiak-Różecką. Smak zwycięstwa miał więc posmak goryczy, bo wielka popularność została roztrwoniona i w razie braku poprawy nie ma opcji na zwycięstwo za cztery lata. Może mieć to swoje dobre skutki. Po pierwsze, trzeba się będzie po prostu mocno starać, żeby zyskać poparcie wyborców. Oznaczać to może konieczność realizacji wyborczych obietnic (jak policzył portal gazetawroclawska.pl Dutkiewicz złożył ich sto).
Gdyby prezydenci, burmistrzowie i wójtowie znów bezkonkurencyjnie wygrywali ogromną przewagą nad kontrkandydatami -determinacji tej mogło by zabraknąć. Po drugie, skoro mandat do sprawowania władzy nie jest już tak jednoznaczny jest szansa, że nowi-starzy włodarze powściągnął się w zawłaszczaniu władzy i kreowaniu regionalnych układów polityczno-towarzysko-biznesowych. Tworzenie w magistratach i spółkach komunalnych synekur dla „swoich”, gminne zlecenia dla wujków, szwagrów i innych swojaków to rak na samorządności. Po tych wyborach wydaje się, że mieszkańcy i lokalne media są bardziej krytyczni. Będą baczniej obserwować poczynania lokalnej władzy i odważniej wytykać jej despotyzm i błędy. Zresztą problem despotii lokalnych włodarzy został dostrzeżony jeszcze przed wyborami. Większość Polaków zgadza się na ograniczenie liczby kadencji sprawowanych przez wójtów/burmistrzów/prezydentów.
Święto demokracji miało swoje poważne problemy tej jesieni. Ale jak zawsze, warto było.
