Frankowicze narzekają, że skoro państwo dopłaca do górników, to do ich kredytu też powinno. Złotówkowicze mówią, że państwo nie może pomagać frankowiczom, bo ci płacili niższe raty i teraz muszą swoje odpokutować. W Polsce nie ma społeczeństwa. Jest zbiorowość, która jest wspólnotą tylko, gdy piłkarze wygrają z Niemcami, albo Adam (Kamil) daleko poleci.

REKLAMA
Bogaci twierdzą, że biedni są leniwi. Biedni myślą, że bogaci to złodzieje. Przedsiębiorcy uważają, że państwo (ZUS, skarbówka) to aparat represji. Urzędnicy domniemają, że przedsiębiorcy oszukują. Dla pracodawców, pracownicy nadużywają ich zaufania, a pracownicy myślą, że są wyzyskiwani. Studenci mówią, że profesorowie ich nie uczą, a profesorowie, że studenci nic nie umieją. Politycy nie słuchają wyborców, a wyborcy nie chodzą na wybory. Itede, itepe.
Taki mamy ład społeczny. Zbiorowisko indywidualistów. Anarchizacja relacji z państwem, gdzie umowa społeczna nie jest dobrowolnym kontraktem. Jest przymusem. Wyobcowanie ze wspólnot niepołączonych interesem doraźnym. Brak wzajemnego zaufania między jednostkami i do innych grup społecznych. Deficyty empatii i solidarności.
Kapitał społeczny mamy tylko w nazwach fundacji, stowarzyszeń i unijnych projektów. To nie tak, że deficyt społeczeństwa obywatelskiego jest powszechny. W Skandynawii chcą wyższych podatków, żeby było więcej do redystrybucji. We Włoszech większość pracowników należy do związków zawodowych i jak trzeba pielęgniarki walczą o interesy nauczycieli i na odwrót. W Belgii wszyscy chodzą na wybory. W Niemczech pracownicy ochoczo składają się na wysokie emerytury seniorów.
Dlatego, gdy kilkuset tysiącom kredytobiorców przyszło zapłacić sporo wyższe raty, od polityków usłyszeli - że im nic do tego, od ekonomistów - że „kredyt trzeba brać w walucie, w której się zarabia”, a od sąsiadów - że ja mam w złotówce.
Tacy jesteśmy – z perspektywą widzenia na długość własnego nosa. I z bardzo krótką pamięcią. Politykom trzeba zatem przypomnieć, że przez dwadzieścia lat nie zrobili nic w kwestii polityki mieszkaniowej i całemu pokoleniu nie pozostało nic innego, jak ryzykowne zadłużanie się na parędziesiąt lat denominowane w obcej walucie. Politycy byli za to wielce ukontentowani, że rzesze frankowiczów napędza gospodarkę - kupuje co raz droższe mieszkania, a później meble (Polska jest potęgą w ich produkcji), AGD (Polska jest potęgą w ich montażu), RTV (Polska produkuje podzespoły) etc. „Zielona wyspa” – mówili. Dzięki komu? Polityków nicnierobieniu? Ekonomistom i bankowcom przypomnieć trzeba, że uwielbiali frankowy produkt. Nawet przy niewysokiej marży, dzięki wynalazkowi o nazwie „spread” to była maszynka do zarabiania. Zarządy większości banków śrubowały plany sprzedażowe frankowych kredytów hipotecznych, doradcy namawiali klientów na „szwajcara”. A sąsiad złotówkowicz? Może go było stać na bezpieczny kredyt mieszkaniowy w rodzimej walucie, a frankowiczowi starczyło zdolności kredytowej tylko na CHF.
Więcej empatii! Więcej solidarności! Od tego, że Państwo zadba o górników, którzy od matury pracowali tylko na szychcie, w Twojej branży mniejszych zarobków nie będzie. Od tego, że Państwo zainterweniuje w kwestii kredytów hipotecznych we franku, Twój złotowy nie podrożeje. Od tego, że dwóch gejów będzie w związku partnerskim, Twoje małżeństwo się nie rozpadnie. Od tego, że ktoś doczeka się dziecka dzięki metodzie in vitro, Twoje dziecko się nie pochoruje.
Może też będziesz – czego Ci nie życzę - kiedyś potrzebować „państwowej interwencji”. Życzmy sobie, żeby państwo nigdy nie musiało nam pomagać, interweniować w nasze sprawy, żebyśmy dożyli w dostatku i spokoju późnej starości „bez państwa”. Ale nie wszystkim to się uda. Wówczas nie chcesz usłyszeć jedno z polskich powiedzonek: „jak sobie pościeliłeś, tak się wyśpisz”, „wypij piwo, którego naważyłeś”, „każdy sobie rzepkę skrobie” albo po prostu: „radź sobie sam”.