Pierwszą turę wygrał Kukiz. Rockman stał się liderem ROKowej formacji, czyli Ruchu Oburzonych Kukiza. Prezydent Komorowski z nikłymi szansami na reelekcje odbiera naukę, że nie wygrywa się wyborów zanim się do nich przystąpi.
REKLAMA
Nieważne JOW-y. Pal sześć poglądy piosenkarza, których po prostu na wiele tematów brak (czego się zresztą nie wstydzi). Jak śpiewał jego kolega po fachu Kazik Staszewski, można zaśpiewać o Kukizie: „Nie prawica, nie liberał, ani żaden faszysta”. Paweł Kukiz to po prostu Oburzony. A raczej twarz, lider, frontman polskich oburzonych. Pewnie we wrocławskim sztabie już trwają pracę nad budową rockowej formacji. Może się nazywać ROK – Ruch Oburzonych Kukiza.
W południowej Europie Oburzeni to lewica. Podemos w Hiszpanii, Syriza w Grecji. Grupują antysystemowych młodych, prekariuszy, dawną skrajną lewicę, związkowców. Przedstawiają jasną ofertę programową – socjalistyczną, równościową, etatystyczną. W Polsce tak się nie stało. W Polsce lewica nie potrafiła jak dotąd zagospodarować Oburzonych. W Polsce udało się to właśnie charyzmatycznemu rockmanowi. Paweł Kukiz pociągnął za sobą wkurzonych na partie, na układy i kliki, na nierówności, na hydrę urzędniczą (to znów Kazik), na falę emigracji, na platformerską ciepłą wodę w kranie, na teorie Macierewicza, na PSL-owskie mikropaństwa, zawiedzionych Palikotem, a niekiedy nawet Korwinem. Wkurzeni, zmieleni (to nazwa niedawnego stowarzyszenia Kukiza), oburzeni.
Porażka prezydenta Komorowskiego(bo za taką trzeba uważać zjazd z 65% do 32%) pokazuje, że nie można robić kampanii wyborczej od niechcenia. Na zasadzie: mi się należy, bo badania pokazują, że mam wysokie zaufanie społeczne. W polityce nikomu nic się nie należy. Po prawie dekadzie straszenia PiSem to już nie działa. Zaproponowany przez sztab prezydenta podział na Polskę racjonalną i Polskę radykalną był miałki i nieprzekonujący. Walenie na odlew w wiecznie uśmiechniętego Dudę mogło tylko pogorszyć sytuację. Wszystko przemawiało za Komorowskim: sytuacja geopolityczna, kalendarz, rywale z drugiego partyjnego szeregu, wsparcie mediów głównego nurtu, dobre notowania Platformy Obywatelskiej. Ale, żeby wygrywać po pierwsze, trzeba chcieć. Chciał bardzo Duda i chciał bardzo Kukiz (żeby promować JOW-y). Prezydentowi się nie chciało, bo w swym dobrym samopoczuciu, wręcz bucie, uznał, że zwycięstwo ma w kieszeni.
Po pierwszej turze szanse na reelekcje dla prezydenta są nikłe. Zadziała bowiem scenariusz sprzed dziesięciu lat, kiedy to głosy trzeciego w stawce Andrzeja Leppera (15%) przeszły w większej części na Lecha Kaczyńskiego. Dlatego pomimo, że Donald Tusk wygrał w pierwszej turze, nie mógł wygrać wyborów, ponieważ głosy Leppera przeszły na Kaczyńskiego. Obecnie, mało prawdopodobne, żeby antysystemowi wyborcy Kukiza za dwa tygodnie poparli elitarnego prezydenta Komorowskiego. Elektorat Kukiza zdecyduje o tym, kto wygra wybory prezydenckie. Piosenkarz, który mówi, że chce rozpędzić i PO i PiS, raczej nie wskaże kogo popiera, ale już zadeklarował, że na pewno nie chce by głosować na Komorowskiego. Większa część kukizowców odda głos na Dudę, co przesądzi o wyniku. Prezydent płaci wysoką cenę na dobre samopoczucie i błędy kampanii.
