Demokracja to nie tylko wolne wybory, ale również respektowanie prawa, równość wobec prawa, trójpodział władz. Wczoraj w Sejmie okazało się, że prawo znów nie obowiązuje.

REKLAMA
Zmarły niedawno sędzia amerykańskiego Sądu Najwyższego Antonin Scalia mawiał, że nawet w republice bananowej można napisać i uchwalić jakąś kartę praw, ale to jeszcze nie czyni państwa demokratycznym. Państwo jest demokratyczne wówczas, gdy istnieją i działają mechanizmy kontroli władzy oraz równowagi poszczególnych władz (ustawodawczej, wykonawczej, sądowniczej).
Wczoraj mieliśmy w Sejmie kolejny przykład tego, że coraz bliżej nam do republiki bananowej niż do demokracji „z krwi i kości”. Oto bowiem posłanka zagłosowała na cztery ręce, a poseł i Marszałek Senior, za którego głosowała, nie dopatrzył się w tym nic nagannego, ponieważ oddany głos był zgodny z jego wolą. To tak jakbym poszedł głosować w wyborach i dostał dwie karty do głosowania, bo mój wybór będzie zgodny z wolą mojego kolegi, ale on nie może wziąć udziału w głosowaniu. Absurd i naruszenie fundamentalnych zasad demokracji. Więcej – Kornel Morawicki tłumaczy, że być może doszło do naruszenia prawa, ale nie zasad moralnych i etyki, którą on wyznaje. Marszałek Senior nie pierwszy raz stwierdził, że dla niego jego prawo moralne i etyka ma pierwszeństwo przed obowiązującym prawem stanowionym. Słowem – stawia się on ponad prawem. I tego samego dnia, w którym dawny lider Solidarności Walczącej „upoważnił” koleżankę do głosowania w jego imieniu, dostaje on zaproszenie do klubu parlamentarnego partii rządzącej. PiS potwierdza tym samym, że mamy w Polsce równych i równiejszych. Prawo i Sprawiedliwość pokazuje, że obowiązujące prawo nie jest najważniejsze, a już na pewno nie jest ważniejsze od „dobrej zmiany”.
Wczorajsze zdarzenia wpisują się w rolę jaką prezes przypisał parlamentowi do odegrania w realiach rządzenia. Czyli maszynki do głosowania. Listka figowego dla coraz bardziej autorytarnych zapędów partii rządzącej. Areny, gdzie opozycja może pokrzyczeć (choć i tak w ograniczonym zakresie), ale nie mieć na nic żadnego wpływu. Nieważne jak i jakim kosztem – to co chce partia rządząca, a raczej jej szef, ma zostać przegłosowane. Choćby głosowaniem na cztery ręce.
Gdzie zatem jesteśmy? Quo vadis? Tam gdzie demokratyczne państwo prawa szanujące trójpodział równoważnych i wzajemnie kontrolujących się władz ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, czy bardziej tam gdzie partia rządząca jest „przewodnią siłą narodu w budowie dobrej zmiany”, która podporządkowuje sobie parlamenty (maszynki do głosowania), rządy i prezydentów (marionetki w rękach partyjnych liderów) i nie szanuje niezawisłości sędziów oraz niezależności sądów (np. nie publikuje ich wyroków)? Odpowiedź nasuwa się sama.