Sposobem na uzdrowienie Prokuratury nie jest jej uzależnienie od rządu. Wręcz odwrotnie. Lekarstwem może być ustanowienie korpusu niezależnych prokuratorów.
REKLAMA
Prokuratura ma problemy. Ujawniane są skandaliczne decyzje procesowe, jak umorzenia/odmowy wszczęcia śledztw, które nigdy nie powinny zostać wydane (np. z tego powodu, że swastyka niekoniecznie jest symbolem faszyzmu, a raczej „azjatyckim symbolem szczęścia”), niewydolność postępowań i niekompetencja śledczych (jak przy sprawie Amber Gold), a na salach sądowych prokuratorzy prezentują niski poziom przygotowania i zaangażowania, pozostawiając kwestię przeprowadzenia postępowania dowodowego sędziom. Skoro zadaniem prokuratury jest strzeżenie praworządności i czuwanie na ściganiem przestępstw, Państwo ma kłopoty, bo patologia dotyczy instytucji, która w imieniu Państwa realizuje jego fundamentalny cel – chroni swoich obywateli przez bezprawiem i ściga tych, którzy bezprawia się dopuścili.
Źródła patologii upatrywać można już w samym sposobie mówienia o Prokuraturze, które jest zdeterminowane tym, jak została ona ustrojowo skonstruowana. Bo to Prokuratura prowadzi śledztwa, wnosi akty oskarżenia i ma za zadanie stać na straży porządku prawnego. Prokuratura, a nie prokuratorzy. Na czele każdej jednostki stoi jej szef (niczym szeryf) – Prokurator Rejonowy/Okręgowy/Apelacyjny/Generalny. Pozostali to prokuratorzy Prokuratury Rejonowej/Okręgowej/Apelacyjnej – podwładni szefa, obowiązani wykonywać jego polecenia, którzy występują (np. przed sądem) w jego imieniu. Już z opisywania działań Prokuratury wiemy, że prokurator jest sprowadzany do roli pracownika/funkcjonariusza instytucji, wykonawcy wytycznych przełożonego, reprezentanta swojego „pracodawcy”. Słowem, w obowiązujących realiach ustrojowych określona w art. 8 ust. 1 ustawy o prokuraturze niezależność prokuratorska jest teoretyczna i iluzoryczna, bo jednocześnie ograniczona koniecznością wykonywania zarządzeń, wytycznych i poleceń przełożonych. Poza podległością względem „szeryfa” szeregowy prokurator obowiązany jest podporządkować się wszelkim regulaminom i wytycznym „z góry”. Struktura Prokuratury jest bowiem pionowa, oparta na zasadzie podrzędności i posłuszeństwie. Prokurator jest w tej strukturze sprowadzony do roli urzędnika wykonującego pracę zadaną przez przełożonego. Przydana natomiast przepisami „niezależność” prokuratorów jest teoretyczna i można o niej mówić jedynie w cudzysłowie.
Prokurator ma więc szefa, który ma swojego szefa (w wyższej instancji), a tenże kolejnego, skończywszy na Prokuratorze Generalnym (struktura pionowa). Do niedawna stanowisko Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości piastowała jedna i ta sama osoba – polityk, członek Rady Ministrów, z przełożonym w osobie premiera. Prokuratura była więc podporządkowana i uzależniona od polityków, partii rządzącej. Powodowało to wywieranie przez polityków wpływu na prokuratorskie decyzje procesowe (zatrzymanie Barbary Blidy), obsadzanie stanowisk wedle politycznego klucza, nawet kreowanie przez rządzących ogólnej polityki karnej Prokuratury (zaostrzanie wnioskowanych kar w latach 2005-2007), czy kierowanie ścigania na przeciwników politycznych (afera gruntowa). W wersji mało subtelnej przybierało to formę tzw. prawa telefonicznego (pojęcie zaczerpnięte ze Związku Radzieckiego), kiedy to polityk telefonuje do wysokiego rangą prokuratora z „prośbą” załatwienia sprawy, tenże do niższego rangą, by ostatecznie telefon zadzwonił na biurku szeregowego prokuratora i w słuchawce usłyszał polecenie oczekiwanego „na górze” załatwienia. Patologia. Rozdzielenie zatem funkcji ministerialnej od Prokuratora Generalnego było posunięciem w dobrym kierunku. Postulat powrotu do starej reguły (rodem z czasów stalinowskich), w której główny prokurator jest członkiem rządu to wyraz chęci podporządkowania Prokuratury politykom ze wszystkimi tego skutkami jak wyżej, co nie stoi w zgodzie w formułą demokratycznego państwa prawa.
Reforma prokuratury powinna zostać pogłębiona w kierunku poszerzenia niezależności prokuratorów, a raczej nadania jej realnego kształtu. Niezależność idąca w parze z odpowiedzialnością za prowadzone sprawy. Gdyby bowiem prokurator odpowiadał za prowadzone sprawy, tak jak odpowiada przed klientem adwokat i radca prawny, prowadziłby swoje śledztwa z większym zaangażowaniem i pieczołowitością. Konsekwencją ustrojowej konstrukcji, w której prokurator jest jedynie reprezentantem Prokuratury jest możliwość prowadzenia przez wielu prokuratorów niejednocześnie jednej sprawy. Wygląda to tak, że jeden prokurator może wnieść do sądu akt oskarżenia, a dalej na każdej rozprawie może pojawiać się inny śledczy (obecność „jakiegokolwiek” prokuratora na rozprawie w sprawach karnych jest obowiązkowa). W rezultacie prokuratorzy niejednokrotnie nie znają sprawy (bo kto inny sporządził akt oskarżenia), są nieprzygotowani na rozprawach i bierni przy dowodach przeprowadzanych przed sądem (przesłuchania). Powinno być tak, że odpowiedzialny za swoją sprawę (i jej wynik) prokurator prowadzi postępowanie od początku do końca, tak jak sędzia, bez możliwości jego zastępowania. Dodatnio wpłynęło by to na zaangażowanie śledczych. Konieczne jest również inne podejście do statystyki załatwianych przez prokuratorów spraw. Obecnie, wobec tego, że prokuratorzy są rozliczani co pół roku, pod koniec czerwca i grudnia wydają oni nieproporcjonalnie wiele orzeczeń kończących postępowania (odmowy wszczęcia śledztwa, umorzenia, zamknięcie śledztwa i skierowanie do sądu aktu oskarżenia), co nie oznacza, że decyzje te są przemyślane, a postępowania dowodowe wyczerpująco przeprowadzone. Ich wydanie jest bowiem zdeterminowane faktem, że kończy się okres statystycznym.
Niezależnie od kwestii uniezależnienia prokuratorów od polityków, przełożonych, statystyki etc. koniecznym wydaje się pogłębianie ich specjalizacji. W jednostkach Prokuratury powinny znaleźć się szeregi prokuratorów – specjalistów od przestępstw gospodarczych, komputerowych, komunikacyjnych, seksualnych, przeciwko rodzinie. Wszak „jak ktoś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. Wydzielenie jedynie elity prokuratorów do prowadzenia śledztw w sprawach przestępczości zorganizowanej to zdecydowanie za mało.
Receptą na problemy Prokuratury jest budowa korpusu niezależnych i wyspecjalizowanych śledczych. Nie jest nią zaś podporządkowanie prokuratorów politykom, którzy mieliby dyrygować pracą organów ścigania, zapewne ze szczególnym uwzględnieniem własnych interesów.
