Prawica zawłaszczyła Święto Niepodległości. Marsz Niepodległości narodowców, obchody prezydenckie, smoleńskie uroczystości PiS-u. Gdzie jest lewica?

REKLAMA
Nie łudźmy się. Nie ma szans na wspólne świętowanie Dnia Niepodległości. Kaczyński i Macierewicz nie stanie w jednym szeregu z Tuskiem i Sikorskim by świętować przywrócenie polskiej państwowości. Przecież prezes Kaczyński otwarcie twierdzi, że Polska nie jest w pełni niepodległa. Nacjonaliści nie pójdą w jednym marszu z lewicowcami. Te środowiska mogą znaleźć się w jednym miejscu tylko rozdzielone szpalerem oddziałów prewencji. Kultura polityczna jest na dnie, napięcie pomiędzy środowiskami, partiami jest w zenicie.
11 listopada najgłośniejsi są „prawdziwi” patrioci spod znaku Ruchu Narodowego. Nacjonalistyczny Marsz Niepodległości, który koncentruje rokrocznie aktywność narodowców skupia uwagę mediów, angażuje Policję (szczególnie po rozróbach z 2011 roku). Osobno „świętuje” Jarosław Kaczyński i PiS ogniskując uroczystości wokół smoleńskich trumien. Dla tego środowiska Dzień Niepodległości jest okazją do przypomnienia, że żyjemy w państwie tylko pozornie niezależnym, czego najlepszym dowodem jest skutecznie przeprowadzony zamach na jedynego niezawisłego prezydenta. Lech Kaczyński poległ bowiem za wolność naszą i waszą (np. Gruzinów). Prezydent Komorowski organizuje natomiast przyjazne obchody w narracji pojednawczej i w wersji „light”. Taki konserwatyzm z ludzką twarzą. Jednakże bez żadnej głębii i przemyślanej refleksji historycznej.
O lewicy w tych dniach nie słychać. Nie może się przebić. Dlaczego? Czy ludzie lewicy nie brali czynnego udziału w odzyskaniu przez Polskę niepodległości? Czy walka narodowo-wyzwoleńcza to tylko domena i zasługa prawicy, narodowych demokratów (endecji)? Oczywiście nie! Elementarzem polskiej historii jest spór Polskiej Partii Socjalistycznej i Narodowej Demokracji o drogę do odzyskania niepodległości, a następnie o kształt II Rzeczpospolitej. Powstała w 1892 roku PPS i później jej większościowa Frakcja Rewolucyjna na cel swojej działalności obrała „niepodległą rzeczpospolitą demokartyczną” oraz „obalenie (…) niewoli politycznej i zdobycie władzy dla proletatariatu”. Podczas I wojny światowej PPS jednoznacznie opowiedziała się za budową Polski jako niezależnej republiki demokratycznej i socjaliści czynnie uczestniczyli w walce zbrojnej. Na czele pierwszego niepodległego rządu stanął socjalista Ignacy Daszyński, którego kontynuacją był ludowy rząd Moraczewskiego. W pierwszych miesiącach II Rzeczpospolitej Roman Dmowski kierował polską delegacją na paryskiej konferencji pokojowej, podczas gdy w kraju marszałek Piłsudski realizował politykę faktów dokonanych. Efektem tej współpracy była Polska w granicach z międzywojnia. Bez socjalistów (jak i endeków) nie byłoby II Rzeczpospolitej.
Jest zatem legenda. Opowieść prawicowa i lewicowa. Jednakże tylko prawica potrafi eksploatować swoją legendę, kreować narrację patriotyczną, postawić się w roli jedynych spadkobierców idei niepodległościowej. Następcy endecji, Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego skoncentrowali się przy tym na organizacji obchodów 11-go listopada. Marsz Niepodległości jest największy, bacznie obserwowany i komentowany.
Lewica skapitulowała. A przecież dysponuje podstawami do stworzenia własnej opowieści niepodległościowej z młodym Piłsudskim i romantycznymi socjalistami walczącymi o wolność i równość oraz tworzeniem pierwszych zrębów polskiej państwowści. Całość narracji patriotycznej zawłaszczyła prawica. Szkoda, bo lewicowa opowieść jest ciekawa, autentyczna i piękna. Obecnie w niezasłużonej defensywie.