W politycznym centrum mamy wzmocnienie Tuska Bieńkowską i osłabienie Kaczyńskiego Macierewiczem. Liderzy PO i PiS kręcą kolejny odcinek serialu „Wojna domowa", a w tle rozgrywa się „największa w historii III RP afera korupcyjna”. Zero merytoryki. Brak wizji. POPiS ma się dobrze.

REKLAMA
Debata Tuska i Kaczyńskiego prowadzona za pośrednictwem mediów sprowadza się do pyskówki przywódców „plemion”. Kaczyński obarcza premiera tym, że jest „ojcem polskiej biedy”. Tusk wchodzi natomiast w najwygodniejsze dla niego buty, czyli przypomina, że Platforma rządzi po to, by nie rządził PiS. Jest w tym regularnie wspomagany przez szewca Kaczyńskiego, który właśnie obrał na swojego zastępce Macierewicza – proroka religii smoleńskiej. Tajemnicą Poliszynela jest, że gdy Macierewicz odkrywa kolejne tajemnice smoleńskiej zbrodni, Platformie momentalnie rośnie. Więc, pewnie jej urośnie. Dodatkowo, premier rekonstruuje rząd. Dokonuje zmiany wizerunkowej, wymienia zgrane karty – obciążonych zarzutami (Nowak), niudolnych (Mucha) lub zmęczonych (Rostowski) i oczekujących brukselskiej synekury (Boni, Kudrycka) ministrów na „świeżaków” (Szczurek) lub partyjnych zauszników (Biernat). Zmianie twarzy nie towarzyszy żadna zmiana jakościowa, merytoryczna, programowa. Nie ma konkretów. Najlepszym tego dowodem sobotnie przemówienie na Kongresie PO, w którym premier pogroził politykom partii rządzącej, przypomniał o tym o czym doskonale już wiemy, tj. że mamy „furę” unijnej kasy do wydania i, że – rzecz jasna – nikt tego nie zrobi lepiej niż PO oraz podziękował odchodzącym z rządu ministrom. I tyle. Słowem, jesteśmy fajni, bo – w domyśle – PiS jest niefajny. Tym bardziej, że ten Macierewicz...
Jest też premierowski as z rękawa – bezpartyjna wicepremier Elżbieta Bieńkowska. Ławka kadrowa PO jest krótka, o czym boleśnie przkonał się Donald Tusk poszukując następcy Jacka Rostowskiego. Do demontażu systemu emerytalnego i niekonstytucyjnego wywłaszczenia składek zgromadzonych w OFE ręki nie chciał przyłożyć komisarz Lewandowski (po przyjęciu nowej perspektywy budżetowej nie ma za bardzo już nic do roboty w Brukseli) ani żaden topowy bankowiec i ekonomista.
Wyborcy są znużeni. Mniej chętnie przyjmują argument, że „jak nie my to kto?”. Męczy wojna z PiS-em. Zaczeli dostrzegać słabość partyjengo rządu, która przekłada się na brak reform i słabe zarządzanie edukacją, służbą zdrowia, sądownictwem, wojskiem, służbami. Stąd premier zwrócił się zapewne do ministry Bieńkowskiej w te słowa: „Elka, musisz!”. Tak więc, premier świadomy, że gawiedź, w tym ta partyjna zaniepokojona malejącym poparciem PO, może nie kupić po raz kolejny bajki o nowym przyspieszeniu stawia na lubianą, dobrze ocenianą minister rozwoju regionalnego. Urzędniczkę, która nie jest członkiem Platformy Obywatelskiej. Bieńkowska gdziebądź mówi, że nie jest politykiem, nie uprawia polityki, ona zarządza wydawaniem pieniędzy. W randze wicepremiera będzie zarządzać super-resortem. Wizerunkowo ma być natomiast listkiem figowym dla wstydliwie słabego rządu. Polacy bowiem coraz bardziej mają dość PO i nie wystarcza argument restytucji IV RP. Bieńkowska przykrywa słabość obecnego rządu. Zobaczymy na jak długo.