Największy w Polsce producent ubrań przenosi się na Cypr. Dlaczego nie? U nas biznes robi się ciężko i podatki są wysokie. Tak, ale czy LPP powstałoby i tak urosło, gdyby nie to, co dało jego właścicielom państwo polskie?

REKLAMA
Przyłączam się – jak wielu – do głosów oburzenia nad zamierzeniem największej polskiej spółki odzieżowej LPP S.A. przeniesienia firmy z Polski na Cypr. Jednocześnie wsłuchuję się w argumenty tego oburzenia nie podzielających, którzy w dużym skrócie i uproszczeniu mówią tak: w Polsce biznes robi się ciężko – wysokie podatki, duże koszty pracy, nieprzyjaźni urzędnicy, biurokracja, państwo nie wspiera rodzimych przedsiębiorców, a raczej rzuca im kłody pod nogi. Słowem zusy, fiskusy, hydra urzędnicza – to się po prostu tutaj nie opłaca. Dlatego nie ma co bojkotować ciuchów z metką Reserved, Cropp, House, które są i tak przecież produkowane głównie w Bangladeszu z tego powodu, że właściciele chcą zmniejszyć obciążenia podatkowe, a w konsekwencji maksymalizować zysk spółki i akcjonariuszy.
I tak, i nie. Z jednej strony świętym prawem przedsiębiorcy jest dążenie do zwiększenia zysku. Z drugiej strony państwo jakie by nie było – bardziej lub mniej pomocne w robieniu biznesu – umożliwiło jego rozpoczęcie, prowadzenie i rozwijanie. Przedsiębiorstwo oczywiście powstało nakładem sił i kapitału właścicieli, ale Ci właściciele najpewniej wykształcili się w polskich szkołach, zatrudniali szwaczki (zanim przenieśli produkcję do Azji), które nauczyły się fachu w polskich technikach, wozili towar po polskich drogach, a w razie kradzieży zgłaszali to polskiej policji. Ostatecznie zaś ubrania sprzedają – choć w chwili obecnej spółka posiada sklepy w 12 państwach – w większości polskim konsumentom, którzy kupują ich tym więcej, im lepiej ma się to państwo. Tak więc, bez państwa, tego biznesu by nie było. Oczywiście w zamian państwo na bieżąco pobierało daniny w postaci wspomnianych zusów-fiskusów. Jednakże w momencie, w którym przedsiębiorca taki układ z państwem zrywa (przenosi się do innego) wydaje się, że porzucona strona mogłaby otrzymać pewne zadośćuczynienie. Wszak państwo – mimo tych obciążeń, niekiedy stwarzanych przeszkód – zapewniło funkcjonowanie przedsięwzięcia. Teraz gdy sukces został osiągnięty, przedsiębiorca opuszcza macierz, rejestruje się gdzie indziej i tam będzie płacił podatki. Ma do tego pełne prawo. Jednakże usprawiedliwione wydaje się jego obciążenie – choćby jednorazowe – z tytułu zmiany miejsca opodatkowania. Tym bardziej byłoby to zasadne, gdyby przedsiębiorca wcześniej korzystał w Polsce z ulg podatkowych (np. działał w specjalnej strefie ekonomicznej). Wówczas w razie przeniesienia działalności z Polski powinien być zobowiązany do zwrotu kwot zaoszczędzonych z tytułu tych ulg. Dlatego, polecałbym naszym parlamentarzystom jeszcze raz pochylić się nad odrzuconym kilka miesięcy temu projektowi ustawy o tzw. podatku wyjścia autorstwa Ruchu Palikota (obecnie Twojego Ruchu).