Dziś gra WOŚP. Poseł Żalek nie zasypia gruszek w popiele i na tych łamach zastanawia się, czy to nie „karykatura dobroczynności”, która przybrała formę „telewizyjno-jarmarcznego show”. Dla takich jak on Orkiestra pozostanie „lewacka”, teraz to pewnie i nawet „genderowa” impreza. A Polacy – niezależnie od poglądów – i tak zrobią swoje.

REKLAMA
Argumenty przeciw Orkiestrze to te, co zawsze od 22 lat – przerost formy nad treścią, bo w ocenie krytyków rozrywkowa forma przytłacza charytatywny cel i zbyt duży jest odsetek wydatków na promocję akcji. Poseł Żalek wylicza, że z zeszłorocznej zbiórki 39 milionów złotych wydano na działania dobroczynne, zaś na promocję 8 milionów złotych. Jednakże poseł dodaje, że wsparcie mediów dla Orkiestry jest warte kolejne kilkadziesiąt milionów, co – w opinii Żalka – należy zaliczyć w poczet wydatków promocyjnych. Istne argumentum ad absurdum. Przecież ten koszt nie ponosi fundacja Owsiaka, a media, które karmią się relacjonowaniem takich eventów. Telewizja, radio, prasa, portale internetowe nie sponsorują WOŚP. Media – rzecz jasna „lewicowo-liberalne”, czy też „mainstreamowe” (nie wiem, co bardziej obraźliwe w opinii prawicy) - promują wysiłki Owsiaka i tysięcy wolontariuszy oraz reklamują dobroczynność milionów Polaków. Nie robią tego jednak z dobroczynnych pobudek, ale dlatego, że to gorący temat. To się po prostu świetnie ogląda. Ludzie chcą widzieć rozmach akcji i poświęcenie rodaków. Cieszymy się, że w Polsce ma miejsce akcja charytatywna bez precedensu na całym świecie. Media nam to służebnie przedstawiają – taka ich rola. Proste! Nie ma tu jakiegoś ukrytego „dealu” mediów i Owsiaka. Jest normalna, codzienna praca dziennikarzy, którzy pokazują charyzmę Owsiaka, niesamowitą machinę organizacyjną przez niego stworzoną oraz dobroczynność Polaków.
Oprócz oczywistego efektu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w postaci zebranych milionów złotych na zakup sprzętu medycznego, jest coś jeszcze: kapitał społeczny. Rokrocznie w drugą niedzielę stycznia wolontariusze i darczyńcy stanowią zadowoloną z siebie jedność. Z jednej strony, tysiące wolontariuszy jednoczy się w charytatywnym celu. Z drugiej strony, miliony Polaków jednoczy się w tym ogólnonarodowym akcie dobroczynnym. Towarzyszy temu mnóstwo uśmiechu, szczerych emocji, łez szczęścia obdarowanych, porywów serca darczyńców. Jest też dobra zabawa – koncerty, miejskie imprezy, zawody, licytacje, światełko do nieba. Niektórzy czynią z tego zarzut, jakby charytatywność musiała się wiązać z jakimś umartwianiem i czystym poświęceniem. Nie musi. Okazuje się, że dobroczynność może być wesoła i jednoczyć ludzi. Sprawność przedsięwzięcia zapewnia machina organizacyjna z człowiekiem – orkiestrą na czele. W Polsce mamy deficyt społeczeństwa obywatelskiego. Niewielu Polaków aktywizuje się w stowarzyszeniach, organizacjach pozarządowych, niespecjalnie angażuje się w lokalne, sąsiedzkie akcje. Większość nie głosuje w wyborach, szczególnie samorządowych. Nieczęsto tworzymy wspólnotę sąsiedzką, lokalną lub narodową, która jednoczy się w określonym celu. Historia pokazuje, że potrafimy się „uwspólnotowić” przy trumnach lub w celu odparcia zagrożenia (wojny, powstania). Tego dnia okazuje się, że potrafimy też aktywizować się w pozytywnym i nieekstremalnym celu oraz, że drzemie w nas potrzeba wspólnych dobrych emocji. Trzeba je rozbudzić. Udaje się to Owsiakowi i jego Orkiestrze. Dziś kapitału społecznego jest u nas najwięcej na świecie. I ani poseł Żalek z posłanką Pawłowicz, ani redaktor Warzecha, czy Ojciec Dyrektor nam tego nie odbierze.