Oklaskiwanie sejmowego wystąpienia premiera Tuska przez prezesa Kaczyńskiego to już przeszłość. Partie różnią się w ocenie jak reagować na ukraiński kryzys. Jest też pytanie: gdzie podążać w nowej scenerii geopolitycznej?

REKLAMA
Jest Realpolitik w wydaniu SLD. Wspierając europejskie aspiracje Ukraińców oraz podkreślając konieczność zachowania integralności terytorialnej Ukrainy, SLD nie pozwala jednocześnie zapomnieć o tym, że Polska kupuje rosyjski gaz i drży o polsko-rosyjską wymianę handlową. Sojusz pozostaje wstrzemięźliwy względem pohukiwania na Putina, jakby chciał złapać dwie sroki za ogon – z jednej strony pozostawać z komitywie z rosyjskimi towarzyszami odrywającymi właśnie Krym od Ukrainy, z drugiej zaś, zgodnie z trendem, wspierać ofiarę agresji.
Jest proeuropejska odpowiedź Twojego Ruchu, który w reakcji na zaistniałą sytuację stawia na zacieśnienie integracji europejskiej poprzez dalsze upodmiotowienie Unii. Dlatego TR chce większych uprawnień dla Unii Europejskiej z prezydentem na jej czele, szybkiego rozszerzenia strefy Euro o Polskę (w ocenie Palikota jedna waluta to środek polityki obronnościowej) oraz wspólnej europejskiej armii lub choćby wspólnotowego dowodzenia/zarządzania europejskimi siłami zbrojnymi.
Platforma Obywatelskiego, jak zwykle, chce zadowolić każdego. Premier mówi, że „trzeba działać racjonalnie, ale być twardym”. Daje to rezultaty, bo sama partia rządząca zyskuje w sondażach dzięki działaniom Radka Sikorskiego (wyborcom na pewno spodobało się twarde „you’ll all be dead”) i międzynarodowej aktywności Donalda Tuska, który po unijnym szczycie w Brukseli stwierdził, że udało się osiągnąć dużo więcej niż można się było spodziewać – w domyśle przekonałem europejskich przywódców do podjęcia stanowczych kroków wobec Rosji.
Na prawicy zgodnie z oczekiwaniami. W niedzielnej „Kawie na ławę” Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski sugerował wojskową mobilizacje – SP w walce o przekroczenie progu wyborczego skazana jest na radykalizm. Prawo i Sprawiedliwość eksploatuje rusofobie i przypomina chwalebną eskapadę Lecha Kaczyńskiego do Gruzji i jego przestrogi: „dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, później może i czas na mój kraj, na Polskę!”. Dla PiS jest to również okazja do forsowania tzw. polityki jagiellońskiej na Wschodzie, czyli koncepcji, wedle której Polska jako największe państwo Międzymorza, musi dać odpór imperialnym ambicjom Rosji i sięgnąć po przywództwo w Europie Środkowo-Wschodniej bez oglądania się na Berlin i inne europejskie stolice, za to przy wsparciu Waszyngtonu.
To są odmienne koncepcje na prowadzenie polityki zagranicznej w nowej rzeczywistości, gdzie jeden ze stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ burzy ład w stosunkach międzynarodowych. Nie mamy zarazem do czynienia z powrotem do czasów churchillowskiej Żelaznej Kurtyny przesuniętej nieco na Wschód, ponieważ to już nie jest ten sam świat, co przed 1989 rokiem. Nie ma dwubiegunowości, bo jest kilka potęg z ambicjami, które chcą być rozgrywającymi na arenie międzynarodowej (Chiny, Indie, Brazylia). USA zmierzają natomiast w kierunku izolacjonizmu sprzed I wojny światowej oraz upatrują swoich interesów nie w Europie, ale w obrębie Pacyfiku i na Bliskim Wschodzie. Polskie partie różnią się w swoich pomysłach na sojusze. Prawica tradycyjnie stawia na sojusz transatlantycki z Ameryką. Koncept błędny, ponieważ USA nie chcą już być „światowym policjantem” oraz gdzie indziej upatrują swoich interesów, co wymusza światowa gospodarka. Jeżeli Polska nie chce pozostać na peryferiach świata, ma tylko jedno wyjście – działać na rzecz federalizacji UE, po to, żeby stać się częścią liczącego się na świecie organizmu. Politycy różnią się również w ocenie potencjału Polski. SLD-owski Realpolitik to niedoszacowanie naszych możliwości, zaś prawicowe pomysły z budową „silnej i nowoczesnej” polskiej armii oraz tworzeniem strefy wpływów w obszarze od Bałtyku do Morza Czarnego to ich przeszacowanie. Polska gospodarka - pozostając w europejskiej strefie swobodnego przepływu towarów i kapitału – nie jest zależna od handlu z Rosją, a od eksportu gazu znacznie bardziej uzależniona jest putinowska Federacja (zresztą już teraz Gazprom sprzedaje nam gaz po najwyższych cenach w Europie). Z drugiej strony trzeba uświadomić sobie, że skutecznie oddziaływać na region możemy tylko jako liczący się partner w UE, a nie jakaś samodzielna przeciwwaga dla Rosji. Pozostaje nam zatem: kierunek Europa.