Szokujący jest atak ateisty Marcina Mellera na ateistę Jana Hartmana. Tego samego Hartmana, który woła, że wierzący i niewierzący winni być jednakowo traktowani, a ateistom nie wolno nikogo „ateizować”. Dla redaktora Mellera jest to błazenada i „obciachowe pajacowanie” szkodliwego dla ateistów ich „samozwańczego prezesa”. Polityczne obsesje przysłoniły Marcinowi Mellerowi ogląd sytuacji.
REKLAMA
Szanowny Panie Redaktorze,
Nie staję tu w obronie prof. Hartmana, który jednakowoż jest dla mnie wzorem inteligenckiej charyzmy.
Nie staję tu w obronie tak bardzo pogardzanej przez Pana partii Palikota – Twojego Ruchu, której cele są mi bliskie.
Nie staję wreszcie w obronie ateistów, ponieważ się za takiego nie uważam, bo dla mnie to postawa przemyślana i ugruntowana, a ja – choć wątpię i niedowierzam – do takiej głębokiej refleksji jeszcze nie dojrzałem.
Chcę stanąć w obronie faktów i uczciwego przekazu.
Czytając bowiem Pana felieton w Newsweeku „Chrońcie ateizm przed Hartmanem!” oniemiałem ze zdziwienia. Podmiotem kąsania uczynił Pan przecież Jana Hartmana, którego nazywa Pan „zachwyconym własnym ponuractwem świeckim Savanarolą z Krakowa” i ubolewając nad „klątwą padłą” na tytuły naukowe porównuje go do „smoleńskiego komanda”. Atak ten jest reakcją na opisane w „Polityce” Dni Ateizmu, w ramach których Hartman wcielił się w rolę ściętego w XVII wieku Kazimierz Łyszczyńskiego i w tym samym numerze pisze, że ateiści „mają prawo do manifestowania własnej tożsamości (…), poczucia własnej racji i słuszności moralnej”. W tym samym miejscu prof. Hartman woła, że wierzący i niewierzący winni być równi, a ateistom nie wolno nikogo „ateizować”. Trudno o bardziej dosłowną demonstrację idei laickiego państwa. Postulatu – wydawać by się mogło – Panu bliskiego. Hartman apeluje o jednakie traktowanie wierzących i niewierzących. W Pana ocenie profesor błaznuje i robi z ateistów „obciachowych pajaców”. Dostrzega w nim „opętanego oszołoma, zatrutego własną żółcią i obsesjami”. Ten atak zdumiewa. To nie jest nawet odwracanie kota ogonem. Zarzucanie etykowi Hartmanowi, że jako „samozwańczy prezes polskiego ateizmu” jest szkodliwy dla ateistów, bo robi z nich pośmiewisko, jest aberracją
Pytam więc, gdzie to obciachowe pajacowanie? Gdzie pośmiewisko? Gdzie antyreligijna obsesja? Czy to ta forma inscenizacji egzekucji Łyszczyńskiego była tak artystycznie i estetycznie nie do zniesienia, że przywiodła do refleksji o błazenadzie? Nie sądze. Histeryczna wręcz odpowiedź na felieton Hartmana (a może bardziej okładkę „Polityki” z nim w roli siedemnastowiecznego bluźniercy Łyszczyńskiego) jest raczej wyrazem głębokich uprzedzeń do środowiska politycznego, które profesor firmuje. Pana niechęć (felieton zbliża wręcz do nienawiści) do Palikota niech nie przysłania opisywanych faktów i wydawanych sądów.
Panie Redaktorze, ma Pan pełne prawo wyrażać poglądy, swoje niechęci wobec partii, ich liderów. Jednak przeprowadzony przez Pana osąd nie znajduje oparcia w faktach. Profesor nie jest pajacem, jego kolejne apele o jednakowe traktowanie nie są błazenadą i wyrazem antyreligijnej obsesji, zaś udział w Dniach Ateizmu na pewno nie zaszkodził polskim ateistom, którzy wszak go do tej roli wybrali. Nie wiem również co Pana zaprowadziło do wniosku, że Hartman i spółka narzucają się ze swoim światopoglądem. Chyba, że jest Pan zdania, że ateiści powinni ukrywać się ze swoją niewiarą.
z wyrazami głębokiego szacunku,
Bartłomiej Ciążyński
