Cholernie się cieszę. Mówiłem, tłumaczyłem, opowiadałem i jest (to nie moja zasługa broń Boże, ale twórczości i determinacji artystki). Monika Kuszyńska, po udziale w popularnym programie w TVP 2, stanęła w szranki do konkursu piosenki „Superpremiery” w Opolu. Brawo. Nie w dedykowanym festiwalu dla „tych – na wózkach” lub „tych – niewidomych”, niepełnosprawnych. Dla wszystkich w końcu, w którym decydują widzowie. Uśmiech ma, wierzę w to mocno, mój Ziom w niebieskich kolorach – Maciek. Pewnie już z góry, zgadzając się, że nie potrzebujemy specjalnego festiwalu, wejścia „od zakrystii” do kina, czy wyalienowanego miejsca na stadionie na EURO 2012. Właściwego i realnego wsparcia – tak, litości – nigdy i za żadne skarby.
Nad łóżkiem, u Maćka wisiały szaliki. Zbierane przez przyjaciół i rodzinę, na co dzień wspierającą dwudziestoośmiolatka: brata Piotra, z przeuroczą Karolą i Rodziców z Bliskimi i rehabilitantem Sławkiem. Zawsze się wkurzałem – wracając do klubowych szalików, że jest Śląsk Wrocław, FC Barcelona i blisko setka innych, a ten żużlowy – Sparty Wrocław, gdzieś przykryty. Każdy ma swoje priorytety. U Macieja „numero uno” miała piłka nożna. Zdecydowanie przed nią była radość do życia, celebrowanie każdej chwili, czerpiąc zeń to, co najlepsze. Nie skupiając się na zbędnych i smutnych didaskaliach.
Uczyliśmy się więc wspólnie opowiadania świata. Tego, który przeżył, z tym który słucha. Często nie pozwalając do dokończenia ostatniego zdania, żeby „zjeść” jeszcze więcej wiedzy. Dziś brakuje słów, a przede wszystkim Człowieka. To, co pozostawił, to „karma na radość z najmniejszych spraw”. Ucząc się, dziękuję za najpiękniejsze spotkania. Wracając do uśmiechu – wiem, że gości na Macieja twarzy, kiedy patrzy na ewolucję wśród i dla w-skerów, zmianę perspektywy patrzenia.
http://www.youtube.com/watch?v=rtlB95ko1Mc
Mam więc przekonanie, że słoneczny uśmiech pojawił się na niebie, wyszło słońce. Za sprawą – a co tam – nepotyzmu. Dobrze mieć, dobre układy, a zdecydowanie mniej malkontenctwa bo „parę spraw” się udało.
