Festiwal EURO 2012 trwa w najlepsze, zbliżając się do Wielkiego Finału. Mistrzostwa Europy zrodziły wielu nowy bohaterów: w Polsce wychwalanego pod niebo Tytonia. Wielu, z uznaną lub prawie uznaną marką, spadło z piedestału: w naszym kraju wie coś o tym Szczęsny, podważamy umiejętności Błaszczykowskiego. Równolegle do EURO 2012 trwają pojedynki na innych stadionach. Na nich jeździ się tylko w lewo, dosiadając żużlowych motocykli. Tomasz Gollob, bodaj najlepszy żużlowiec w historii „czarnego sportu” w Polsce, zdobywając w 2010 roku mistrzostwo świata – był noszony na rękach. Dzisiaj, kiedy gorzej mu się wiedzie – otrzymuje salwy gwizdów na stadionach. Los sportowca, wprowadza na Olimp, a potem bezlitośnie rzuca w otchłań negacji. Bez pardonu i zrozumienia dla włożonej pracy
Tomasz Gollob też podnosił się, jak „Feniks z popiołów” po życiowych zakrętach poza torem. Kontuzjach, „przygodzie z hazardem”, oszustwie w biznesach i w końcu rodzinnych perypetiach zakończonych rozwodem. Dał potem radę, ciesząc publikę. Dziś, jeszcze bardziej tej publiki potrzebując. Nie, szowinistycznej bez krytyki. Ale też i nie takiej, która zionie jadem.
Stało się więc, Polacy odpadli z EURO 2012. Stało się jednak dużo więcej – stworzyliśmy piękną przestrzeń: przyjazne miejsca do kibicowania dla fanów niepełnosprawnych, gości z innych państw. Humorystyczny i z dystansem kontekst stworzyli też w piłkarskiej bazie Czechów, na boisku treningowym Śląska Wrocław… dziennikarze. Odbywając wielki rewanż, w którym reprezentacja polskich żurnalistów uległa 0:3. Z dystansem też zgodziłem się sędziować ten pojedynek – ciesząc się z wspólnego, międzynarodowego spotkania.Tekst linka
