PAP/EPA

Za nami niecodzienny 14. etap Tour de France... Niecałe 40 kilometrów przed metą zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy. Spora grupa kolarzy z peletonu miała problemy z oponami, które musiały być zmienione, czasem nawet kilka razy. Triumfator TdF z przed roku, Cadel Evans (obecnie 4. pozycja) przebił oponę aż trzykrotnie. Sprawcą zamieszania jest kibic, który uraczył kolarzy gwoźdźmi.

REKLAMA
Peleton kończy podjazd na stromy szczyt Mur de Peguere i zaraz zacznie szybki zjazd. Gdzieś na przedzie dużej grupy jedzie Cadel Evans, który walczy o obronienie tytułu mistrza Wielkiej Pętli. To miała być jego szansa na ucieczkę. Jednak Australijczyk jeżdżący dla BMC w pewnym momencie staje i zdejmuje tylne koło. Liczy, że szybko złapie kolegę z drużyny, który odda mu swoją niezbędną część dla roweru. Gdy już taki nadjeżdża, to okazuje się, że również musi wymienić koło. Dopiero drugi wyłapany „teammate” miał sprawne oba koła i jedno mógł oddać. W końcu nadjeżdża także wóz techniczny, który udzielił pomocy pozostałym dwóm kolarzom BMC.
Evans rusza do przodu, ale nie na długo. Chyba nawet się dobrze nie rozpędził, bowiem chwilę później potrzebna jest kolejna zmiana założonego przed chwilą koła. Drużynowi mechanicy tak mocno starają się pomóc swojemu kolarzowi, że jeden z nich wpada do rowu i nie może z niego wyjść.
W między czasie peleton, któremu przewodził Bradley Wiggins, lider TdF zdecydował się zachować naprawdę Fair Play i dość znacząco zwolnił, aby poszkodowani mieli okazję dogonić główną grupę kolarzy 14. etapu. Nieprzyzwoicie zachował się tylko jeden z reprezentantów Team Europcar, który uciekł z peletonu – chyba nie spodobało mu się dżentelmeńskie zachowanie pozostałych.
Przebitych opon było bardzo dużo i wszyscy się zastanawiali dlaczego. Komentatorzy Eurosportu mówili o innej nawierzchni dróg w Pirenejach. Trzeba jednak pamiętać, że zespołowi technicy zawsze są przygotowani na takie warunki, więc ta opcja wydawała się niezbyt realna.
Później przeprowadzono wywiad z dyrektorem wyścigu, Jeanem-Francois Pescheux, który poinformował, że prawdopodobnie coś zostało wrzucone na trasę wyścigu. Zastrzegł jednocześnie o podaniu bardziej szczegółowych informacji po pewnym czasie i zdaje się, że po analizie sytuacji stwierdzono, że jeden lub dwóch kibiców wyrzuciło na drogę gwoździe.
Z informacji podanych przez Pescheuxa wynika, że przebiciu uległo około 30 opon. Tezę tę szybko potwierdziły telewizyjne nagrania, które pokazywały oponę motocyklu jadącego razem z kolarzami i z wbitymi gwoźdźmi. Głupie zachowanie kibiców doprowadziło wielu kolarzy do czasowych strat, które ostatecznie mimo wszystko zostały odrobione. Aczkolwiek chyba nie trzeba mówić jak może się skończyć dla kolarza złapanie „gumy” przy dużej prędkości… Zdaje się, że gwoździe przyczyniły się właśnie do wypadku Kiserlovskiego z Astany, który złamał obojczyk i wycofał się z tegorocznego Tour de France.
Zwycięzcą tego, jak się okazało niebezpiecznego etapu został Luis Leon Sanchez z grupy Rabobank. Hiszpan jechał w pięcioosobowej „grupie Sagana”, ale na kilka kilometrów przed metą zdecydował się na pojedynczą akcję i samotnie dojechał do mety.
Tego roku na Wielkiej Pętli były już rozrzucone gwoździe na drodze, a także race wycelowane w kolarza. Czy kibiców stać jeszcze na coś tak głupiego? Miejmy nadzieję, że nikt się o tym nie przekona.
Do końca TdF pozostało 7 dni i 6. etapów. Liderem jest Brytyjczyk Wiggins. Sylwester Szmyd z Liquigasu znajduje się na 60. lokacie z ponad godzinną stratą.