O autorze
Cały czas lubię szukać nowych i ciekawych zajęć, w których mogę się spełniać. Obecnie zgłębiam tajniki coachingu oraz doradztwa, a zajmuję się marketingiem. Mam wiele ciekawych zainteresowań, począwszy od sportu, motoryzacji, a kończąc na kinie czy muzyce. Kiedy "dawno temu" zajmowałem się sportem elektronicznym, miałem okazję publikować swoje teksty na łamach onet.pl, Gry-OnLine.pl, czy gamecorner.pl i wielu, wielu innych.

Poznaj Esport: Jakub Paluch opowiada o finale Mistrzostw Świata

Polacy chwilę po zwycięstwie w wielkim finale ESWC 2007.
Polacy chwilę po zwycięstwie w wielkim finale ESWC 2007.
8 lipca 2007 roku, miejsce: Expo Porte de Versailles, Paryż, finały Electronic Sports World Cup. Oczy kilkutysięcznego tłumu wypełniającego każdy zakątek ogromnej hali skierowane są ku scenie, na której gracze PGS Gaming i NoA rywalizują ze sobą o mistrzostwo świata i 40,000 dolarów. A wśród nich Filip "Neo" Kubski, najlepszy gracz Counter-Strike'a w historii. To on, jak się później okaże, doprowadzi swój zespół na najwyższy stopień podium. Teraz każdy może się przekonać co czuł i jak myślał w meczu, który uważany jest za najlepszy pojedynek CS.



Dzisiaj na natemat rozpoczynamy cykl pt. "Poznaj Esport", dzięki któremu każdy będzie mógł się przekonać dlaczego sport elektroniczny fascynuje tyle osób i dlaczego powinniśmy traktować to jako zwykły sport. Wszystkie zamieszczane prace są autorstwa Jakuba Palucha.


Kim jest Jakub Paluch? JoeBlack, to jedna z najbarwniejszych postaci polskiej sceny e-sportowej. Obecnie każdy menedżer może zazdrościć mu jego wiedzy, umiejętności i doświadczenia. W przeszłości był w zarządzie PGS Gasming, najlepszej polskiej organizacji jaka kiedykolwiek istniała i należała m. in. do elitarnego grona G7 Teams zrzeszającego zaledwie kilka najlepszych oraz najbogatszych klub z całego świata. Przez wiele lat zajmował się e-sportem, a dziś jest aplikantem adwokackim.


Wszystkie jego prace, które będą tutaj publikowane zostały napisane w 2009 roku i będą nieco odbiegały od obecnego stanu, ale to nie zmienia faktu, że stanowią one bardzo duże kompendium wiedzy dla osób nieznających tematyki sportów elektronicznych.

Oto co przed przeczytaniem pierwszego tekstu ma do powiedzenia Jakub Paluch: Nie chciałbym aby ktokolwiek z czytelników zaopatrywał się na powyższy tekst jako zorganizowany „atak” na formę, kompozycję i wszelkie zawiłości języka polskiego– nazwijmy to po prostu opowiastką. W 2009 roku kiedy zostałem poproszony o napisanie rozdziału do książki o e-commerce, zastanawiałem się jak „zobrazować” zagadnienie sportów elektronicznych. Postawiłem na taką, a nie inną formę przekazu wstępu do tekstu, który w efekcie popełniłem, czy udaną to już Państwo sami ocenicie. Pragnę dodać, że wtedy naprawdę garstka ludzi w Polsce wiedziała „z czym to się je”. Chciałem najlepiej jak potrafiłem oddać emocje, które towarzyszyły mi przez wiele lat pracy w PGS Gaming i z bohaterami niniejszej opowiastki. Jeśli pamięć mnie nie myli cały tekst dedykowałem wszystkim, którzy przez lata tworzyli naszą drużynę.


Cały tekst powstał we współpracy z graczami biorącymi udział w tym spotkaniu.
------------------------------------------------------

Każdy z nich był w wielkich emocjach. W tych emocjach była wielka motywacja jak i zwykły strach przed walką. Tak naprawdę każdy z nich reagował inaczej. Wyciszenie, spokój, koncentracja myśli, tego im teraz było trzeba. Po wielu latach treningów i wyrzeczeń w końcu im się udało, udało im się zajść tak daleko – finały Mistrzostw Świata w Counter Strike’a. Jeszcze są w szatni. Kuba stał otulony biało-czerwoną flagą, jego dziarski uśmiech jak zawsze gościł na twarzy. W pewien sposób uspokajało to pozostałych. Razem z Wiktorem coś jeszcze ustalali między sobą i dawali ostatnie wytyczne reszcie. Łukasz jak zwykle starał się nie dać po sobie poznać zdenerwowania i rozluźniał atmosferę rozmową i bojowymi okrzykami. Mariusz uważnie słuchał ostatnich wskazówek, by jak najdokładniej skorzystać z nich w nadchodzących minutach. Wszyscy razem i każdy z osobna wiedzieli, że nie chcą zawieść. Wielka determinacja by wreszcie spełniły się marzenia była kluczem do wygrania tego meczu. Cała drużyna była przygotowana do odebrania złotego pucharu oraz 40 000 dolarów.

Filip Kubski jednak nie o tym teraz myślał. Stał z boku drużyny i za wszelką cenę próbował odciąć się od wrzawy jaka dobiegała zza ściany. Włączył swoją ulubioną muzykę by tylko nie słyszeć tłumu, by jeszcze przez chwile móc tylko pozostać ze sobą i wyczyścić umysł. Wiedział, że dzisiaj stoczy walkę nie tylko z pięcioma przeciwnikami, ale z sobą samym. Nie było już nikogo, komu musiałby cokolwiek udowadniać, że potrafi, że może sprostać każdemu zadaniu.

Pewnie większość ludzi myślałaby teraz o wygranej, o nagrodach, o sławie, o autografach , jednak nie Filip. Kalkulował co musi zrobić za chwilę, wraz z przyjaciółmi zwyciężyć ten jeden jedyny mecz. Cały drżał na myśl o nadchodzącej rywalizacji i satysfakcji z już dobrze zagranego turnieju. Ktoś zapukał w drzwi. Członek ekipy technicznej po angielsku poinformował, że za minutę wchodzą na scenę. Teraz już wiedzieli, że za moment staną do walki o tytuł najlepszych na globie, serca pompowały adrenalinę. “Z szacunkiem, ale bez respektu” – wykrzyknął, któryś z kolegów. Przed Filipem szedł Kuba, któremu na ramionach opadała flaga Polski – flaga, której barwy dostrzeże cały świat. W pewien sposób rozpierała ich duma, że reprezentują swój kraj. Z głośników dało się słyszeć: ONE AND ONLY: NEOOOOOOO!!!!!!!!!!!. Wszedł na podwyższenie, a światło go poraziło. Tłum wrzeszczał, aparaty błyszczały. Tego jeszcze w życiu nie przeżył – Paryż, pięć tysięcy ludzi na widowni, a oni skandowali ich imiona.

Filip w dalszym ciągu słuchał muzyki, bo tylko tak może jednocześnie uspokoić się i nie myśleć o tym co go otacza. Żadnych refleksji, żadnych myśli o dalszej przyszłości. Został tylko on i wygrana, a pomiędzy nimi pięciu doskonale przygotowanych zawodników. Rozpoczęła się rozgrzewka. Widownia zwrócona do sceny i uraczona trzema wielkimi telebimami – prawdziwe show. Po chwili sędziowie dali znać, że mogą zaczynać spotkanie. Filip założył słuchawki, które były podłączone bezpośrednio do komputera, specjalnie wygłuszone urządzenia. Tym samym pomiędzy nim, a światem zewnętrznym została ustanowiona bariera.”Odliczanie dobiegło końca, drużyny ruszyły do boju” – zaryczeli komentatorzy! Twarz Filipa oświetlał monitor, publiczność odeszła w zapomnienie, jeszcze tylko chwilę przeszkadzały kamery w tle, jednak kiedy zobaczył przeciwników – tylko to się liczyło. Wybiegło dwóch, ale usłyszał: „Filip po Twojej prawej!” Zareagował odruchem i powalił przeciwnika, który wyskoczył znienacka. Nie zdążył zobaczyć czy dowiedzieć się co się stało z resztą bo już było po sprawie. Publiczność nie wytrzymała napięcia i krzyczała tak mocno, że nawet słuchawki nie mogły tego powstrzymać. Wszyscy poderwali się z miejsc: „Są nasi, jedziemy Panowie!!!” – deprymowali przeciwników na całego. Początek poszedł idealnie po ich myśli.

Mecz trwał, drużyny zdobywały punkty. Filip dawał z siebie wszystko, wiedział że jeśli coś się nie uda to może winić tylko siebie. Zbliżało się zakończenie, obecnie wynik był remisowy. Drużyna Filipa znajdowała się w obronie. Wyposażyli się w niezbędny ekwipunek, broń, granaty wybuchowe oraz dymne, sprzęt do rozbrajania bomby oraz kamizelki kuloodporne. W słuchawkach jedynym odgłosem były poruszające się postacie i przeładowywanie karabinów. „Dwóch za mną na „A”, Filip i Kuba na „B”. Cały czas dawać info” – spokojnie zarządził kapitan drużyny i szybkim krokiem ruszyli w kierunku „trupa”, jak nazwali jeden z budynków na tej mapie. Filip i Kuba obstawili B. „Lecą granaty na B, wchodzą!” – krzyknął Filip – „Nie to jednak tylko ściema!, nie zmieniamy ustawienia” Cisza zalała całą mapę, którą przerwał krzyk Kuby – „Snajper, snajper! – przesuńcie obronę, bo mamy dziurę”.

Filip tylko rzucił okiem, wiedział już, że zostali tylko w czterech. „Granat!” – lapidarnie poinformował Mariusz, który szczęśliwe wyeliminował jednego z przeciwników. „Obstawiam dywany” – zameldował Łukasz – „idą od drugiej”. Łukasz przybliżył widok, wycelował swoim karabinem snajpera i nacisnął przycisk, chwile przed tym tylko zatańczył palcami po podkładce. Padł jeden celny strzał i dosięgnął przeciwnika, tym samym zostało już tylko trzech wrogów. Zarówno dwie rundy zostały im do wygranej jak i przegranej. Martwe sekundy gry, ale już za moment rozpoczęła się strzelanina, dla publiczności trwało to wieki. Wrogowie wpadli z pełnym impetem, co kompletnie pokrzyżowało im plan – „Wchodzą od dywanów” – darł się Łukasz – „padłem, padłem! Od dywanów wchodzi dwóch, jeden pewnie od tyłu, Filip wracaj!” Kilka strzałów później i Wiktor z Mariuszem już nie brali udziału w grze – „Filip w Tobie nadzieja, jesteś sam na trzech, ale jeden jest bardzo obity”. Publiczność zawrzała, ten mecz się dla nich skończył. Tego nie dało się wygrać. „Filip nie przejmuj się!!! Dasz radę” – w ramach pocieszenia powiedział jeden z kolegów po reakcji kibiców. Mało przekonująco. Filip się nie przejmował, wiedział natomiast, że jego kompan podłamał się na porażkę.

Ruszył do boju, po latach tylko w takich chwilach czuł jeszcze jakieś emocje. Serce łomotało mu tak mocno, że z ledwością słyszał własne kroki. W głowie kołatała mu przewodnia myśl – „Jeden idzie od tyłu, muszę być tam pierwszy”. Niewiele się zastanawiając zmierzył w kierunku miejsca, które wcześniejszą informacją wskazali mu koledzy. Bardzo szczegółowo odtwarzał sobie cała mapę we własnym umyśle. Zgodnie z czasem jaki minął, przeciwnik powinien być w tym miejscu. Filip wyskoczył zza rogu i nie pomylił się nawet o centymetr. Poruszył zamaszyście myszką, by wycelować bardzo dokładnie i strzelił. Przez słuchawki usłyszał: Headshot! Publiczność dała się ponieść emocjom, w końcu ta runda była nie do wygrania.

Filip zaczął się skradać w kierunku „dywanów”, niestety jego oponenci właśnie podłożyli bombę. Od tego momentu zegar zaczął tykać. Gdy dostrzegł kolejnego przeciwnika zostało mu dwadzieścia sekund, jednak w dalszym ciągu nie mógł przewidzieć gdzie skrył się ostatni. Dwadzieścia sekund, podłożona bomba – „gdzie on jest?” – zastanawiał się Filip – „ten zachowuje się jakoś dziwnie”. „Nie mogę czekać, ale atak również będzie nierozsądny”. Jednak to przeciwnik postanowił dobrać się do niego – „Skoro jest tak agresywny, musi chronić kolegę za tymi skrzynkami przy bombie” – przekalkulował. Wszystko zdarzyło się błyskawicznie i dał ponieść się instynktowi. Powalił przeciwnika jednym strzałem. – „Headshot!” – zawtórowała widownia. Dopadł do skrzynek, tylko lekko się odchylił i oddał bezmyślny strzał, nawet nie wiedząc czy jego wróg tam jest – „Jeśli się pomyliłem to przegraliśmy” – spanikował przez jedną tysięczną sekundy.

Gdy w uszach rozległ się jakiś szum, a czwórka jego przyjaciół już przy nim była, wiedział, że wygrali. Rozbrajał ładunek, a publiczność odliczała: „trzy, dwa, jeden!” Był troszkę zamroczony, a flesze aparatów nie dawały już spokoju, wiedział że zostali najlepszym zespołem na globie. Doszło to do niego jednak po bardzo szybkiej kolejnej rundzie, gdy wraz z przyjaciółmi trzymał mistrzowski złoty puchar. Po latach wszyscy specjaliści Counter Strike wypowiadali się jednogłośnie – ten mecz był nie do wygrania.
------------------------------------------------------

Na koniec bardzo zachęcam do obejrzenia ponad 5-minutowego filmiku, który w skrócie pokazuje cały finał ESWC 2007. Naprawdę warto poświęcić chwilę i zobaczyć jakie emocje budzi rywalizacja e-sportowców.

Cykl "Poznaj Esport" prowadzi serwis strefaESPORTU.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Gry
Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0Franek Sterczewski zdradza plan na działanie w Sejmie. I opowiada, jak wyglądał "chrzest" w TVP
0 0Tak odpowiedziała na zaproszenie Dudy. Reakcja europosłanki PO zwróciła uwagę bułgarskiej prawniczki
Unum 0 0Nigdy nie mów nigdy. Weź sobie do serca wnioski z tego badania, bo życie pisze różne scenariusze
T-mobile 0 0Tomasz Raczek w serialu Netflixa? Oto dlaczego w tej plotce jest odrobina prawdy
0 0Przepis na prezydenta. To, co w kilka miesięcy zrobił Duda, powinno być lekcją dla opozycji
0 0Czarzasty ujawnia: będą poważne zmiany na Lewicy. "Rada krajowa SLD dała zielone światło"