
Mieszkam na Pradze i mam wrażenie, że ktoś mnie oszukuje, bynajmniej nie żaden sąsiad czy okoliczny cwaniak. Sprawa jest delikatna i dobrze zaplanowana. I koniec końców nie chodzi tylko o Pragę.
REKLAMA
Czytałem ostatnio o interwencji Pani Prezydent w sprawie Cafe Kulturalna i tak sobie myślałem, jakie wymagania trzeba spełnić, żeby sobie na taką interwencję zasłużyć. Obserwuję jak płoną kolejne kamienice, jak wypowiada się umowy różnym stowarzyszeniom, jak rosną stawki najmu, jak zamykają się rzemieślnicy, świetlice socjoterapeutyczne, pracownie i galerie i zastanawiam się, czemu nikt w tej sprawie nie "chwyta za telefon". Gentryfikacja srentryfikacja, ludzie którzy długo byli sercem tej dzielnicy zaczynają uciekać.
Nie twierdzę, że Praga została zapomniana, co to to nie. Tu wychodzi cała perfidia. Zapomina się tylko organizacjach pozarządowych, kawiarniach, klubach, teatrach. Zapomina się o rodowitych mieszkańcach i zabytkowych budynkach. Tu lista zapominania się kończy. O biznesie się pamięta, w końcu na Pradze i dorobku ludzi, którzy Pragę taką jaka jeszcze parę lat temu była stworzyli, trzeba zarobić. Po cichu wyrastają kolejne apartamentowce, nowoczesne mieszkania, Lidle i inne sieciówki. Po cichu się nas pozbywają, jednocześnie na sztandarach wymalowując sobie nasze osiągnięcia. Nasze, nie ich.
Są też dobre dusze, jak Tomasz Kaliński i Ania Mamińska z Domu Kultury, czy Magdalena Hennig-Rosiecka i Barbara Dżugaj z Urzędu Dzielnicy, ludzie którzy od lat wspierają oddolne inicjatywy na Pradze. To niestety za mało. Brakuje pieniędzy i dobrej woli Ratusza, wszystko tłumaczy się kryzysem, kryzysem który nie przeszkadza w trwonieniu pieniędzy na bezsensowne inwestycje. Myślę, że nie tylko na Pradze ludzie sie zastanawiają, co się dzieje z tymi milionami z europejskich dofinansowań. Myślę, że nie tylko na Pradze, ludzie mają refleksję, że wiele z działań na które wydano miliony, dałoby się zrealizować za pół darmo, nie mówiąc już o tym, że duża część tych działań była totalnie zbędna. Pozwolę sobie nie wymieniać przykładów, bo zestawień 'zmarnowanych pieniędzy' napisano już wystarczająco.
Narzekamy na naszą demokrację, ale cały czas coś nas powstrzymuje przed skorzystaniem z jednego z jej podstawowych praw. W dalszym ciągu jest nam zbyt wygodnie, by powiedzieć głośno "stop, nie zgadzam się". Łatwo nas zmanipulować, jeszcze łatwiej przekupić. Czekamy, sam nie wiem na co, a nasze protesty w większości ograniczają się do komentarzy na forach internetowych. Może rzeczywiście nie jest jeszcze tak źle, by iść na barykady, ale też nie jest wystrczająco dobrze, by na wszystko przytakiwać.
Mam 23 lata, może mało jeszcze wiem o życiu i w pewnych sprawach wypowiadać się nie powinienem, ale muszę przyznać, że się boję, nie chce za naście lat obudzić się w Warszawie czując się jak bohater "My" Zamiatina (klasyczny przykład antyutopii, przedstawia państwo gdzie buduje się szklane domy, wybory nazywa się "dniem jednomyślności" a wyobraźnię uznaję się za najgorszą z chorób), czy drugiego odcinka mądrego serialu "Black Mirror", który wszystkim polecam, ku przestrodze.
