Jestem już doświadczonym zawodnikiem, szukam motywacji na każdy mecz, ale na derby to przychodzi samo.

REKLAMA
To mój debiut w roli komentatora i blogera. Będę chciał się dzielić z Wami swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami, pokazać piłkę nożną z innej strony.
Świeża sytuacja z tego tygodnia z Polonii: powinienem się cieszyć po meczu z Jagiellonią. Wygraliśmy wysoko (4:1) a jednak ta radość jest zmącona, bo w 34. minucie (zapamiętałem!) dostałem żółtą kartkę, która wykluczy mnie z gry w derbach. W meczu, o którym myślałem, rozgrywałem w głowie od kilku tygodni i na który się nastawiałem.
Jestem już doświadczonym zawodnikiem, szukam motywacji na każdy mecz, ale na derby to przychodzi samo. Możliwość pokonania Legii na ich własnym stadionie, w derbach... Udawało mi się to z Wisłą Kraków, ale chciałbym też tego dokonać z "Czarnymi Koszulami". To coś innego niż derby Krakowa, gdzie mamy do czynienia ze świętą wojną, wiadomo. Ale tutaj też się to czuje - to najważniejszy mecz sezonu.
Chcę Wam opowiedzieć w ten sposób, jak jedna sytuacja może zepsuć samopoczucie piłkarza po udanym meczu. Powinno być inaczej po takim zwycięstwie, ale po prostu - nie jest.
Najgorsza jest ta świadomość, kiedy dochodzi do Ciebie, jakie konsekwencje ma ta kartka. O tym myśli się od razu, na boisku, mimo, że mecz trwa.
A wiadomo: na trybunach mecz przeżywa się gorzej. Emocje zżerają, chce się wskoczyć, pomóc. Nie wyobrażam sobie jednak oglądania tego na spokojnie, przed telewizorem. Chcę być na stadionie, pomóc drużynie chociaż obecnością.
Chcemy wygrać - i po to jedziemy na Legię.