Głosy. Wrzaski. Płacz. Wspólne recytowanie. Magiel. Bank. Procenty. Zyski (a nawet ich brak). Odmóżdżenie. Fikcyjne poczucie wspólnoty. I na końcu wielka samotność (wcale nie fikcyjna).
REKLAMA
To wszystko można znaleźć w sztuce "Kupieckie kontrakty" w Teatrze Dramatycznym.
Kakofonia dźwięków układa się w spójną melodię: lament oszukanych i zawiedzionych. Cel pal. Trafiona zatopiona: oczywiście, że pomyślałam o moich kredytach. I o tym, jak długo będę je jeszcze spłacać. I jakie są drogie. I - że choć nie nabrałam się na atrakcyjne oferty bankowe, dodatkowe karty i inne pseudo-intratne finansowe frykasy, to i tak jestem częścią wielkiej machiny jak marionetka rządzonej prawami rynku. Czy tego chcę czy nie.
Brrrr. Gęsia skórka i znakomita Katarzyna Figura: cyniczna, szczera, przeszywająco dramatyczna w Dramatycznym.
"Kupieckie kontrakty" Elfriede Jelinek/reżyseria Paweł Miśkiewicz
