Co za dzień...
REKLAMA
-Dzień dobry, chciałabym zlikwidować MasterCard.
Bardzo Uprzejmy Pan Urzędnik w Banku (BUPUwB):Oczywiście, a mogę zapytać, dlaczego?
Ja: Oczywiście. Nie używam jej od dwóch lat, więc bez sensu płacić tylko za to, że noszę ją w portfelu.
BUPUwB gdzieś dzwoni, informuje, że "likwidacja", po czym u jego boku zjawia się Bardzo Uprzejma Pani z Banku (BUPzB): Proszę ze mną - mówi.
Siedzę przy stanowisku BUPzB: Czy mogę zapytać, dlaczego chce Pani zlikwidować kartę?
Ja: Oczywiście, nie korzystam z niej.
BUPzB wykonuje telefon i przekazuje mi słuchawkę.
Po drugiej stronie odzywa się Wzorowy Urzędnik Bankowy (WUB): Witam Panią bardzo serdecznie, słyszałem, że chce Pani zlikwidować kartę, czy mógłbym zapytać, dlaczego?
Ja: Tak, nie używam jej.
WUB: Pozwolę sobie zauważyć, że zbliżają się wakacje...
Ja: Pozwolę sobie zauważyć, że wciąż nie będę używała tej karty, bo nie robię tego od dwóch lat.
WUB: A gdybym zaproponował Pani zwolnienie z opłat za kartę?
Ja: Nie, dziękuję.
WUB: A gdybym zaproponował Pani 2% zwrotu na kartę za zakupy dokonane w centrach handlowych oraz 3% za tankowanie paliwa na stacjach benzynowych.
Ja: Nie, dziękuję, nie jestem zainteresowana 2% zwrotem za zakupy dokonane w centrach handlowych, ponieważ nie robię tam zakupów.
WUB: A gdybym zaproponował Pani dwie karty zamiast jednej? To znaczy pozostawienie karty Master oraz dodatkową kartę w innym systemie. Jeśli podróżuje Pani za granicę, jeden system może nie zadziałać, wtedy może Pani skorzystać z drugiej karty.
Ja: Czy naprawdę sądzi Pan, ze po to chcę zlikwidować jedna kartę, żeby w zamian dostać dwie?
WUB: A gdybym...
Ja: A gdybym przekonała Pana, że decyzję o likwidacji karty podjęłam w pełni sił umysłowych?
WUB: W takim razie pozostaje mi podziękować Pani za korzystanie z naszych usług i polecić się na przyszłość, gdyby chciała Pani aktywować kartę. Ma Pani moj numer telefonu?
Ja: Nie i dziękuje, nie potrzebuję.
Dwie godziny pózniej...
-Pani Beata Sadowska? - głos w słuchawce.
Ja: Tak, kto dzwoni?
-Krajowy Urząd Meldunkowy, skończył się pani meldunek.
Ja: Z tego, co wiem, meldunek się nie kończy.
-A jednak! Jest pani w błędzie, zmieniała pani adres zamieszkania, kiedy?
Ja: Nie pamiętam, kilka lat temu.
-To ja mam pamiętać?! Mam zgadywać?!
Ja: Czy po pierwsze, mogłaby pani być grzeczna, a po drugie - powiedzieć, co mam zrobić?
-Musi sie pani zgłosić ze starym dowodem...
Ja: Stary zabierają, kiedy wyrabia się nowy i akurat pani powinna o tym wiedzieć.
-No to mamy kłopot! Musi się pani teraz zgłosić do Krajowego Urzędu Meldunkowego z osobą zaufania publicznego, najlepiej dzielnicowym.
Ja: No dobra, z jakiego radia pani dzwoni?
Radio Zet!
Dzień świra? Po przygodach w banku, dałam się nabrać! I chwilę mi zajęło, zanim zrozumiałam, że nie cały świat to WUB!
