
Na Dakarze mówią: "Dakar to Dakar, tu wszystko może sie zdarzyć". Bo może. Nawet ostatniego dnia rajdu. Nawet wtedy, kiedy widać już podium na mecie. Tak było rok temu z Krzysztofem Hołowczycem. Walczył o najwyższą stawkę. Plany pokrzyżowała mała rurka. Nie miała prawa się zepsuć. A jednak... Tak było z najwyżej dotąd klasyfikowanym polskim motocyklistą na Dakarze, Kubą Przygońskim z Orlen Teamu. Jechał w czołówce. Z najlepszymi. Marzenia zniszczyła wielka dziura w silniku.
Mechanicy pracowali całą noc. Rano wiadomość: "Udało się! Jedziemy!". Radość skończyła się dokładnie w tym samym miejscu, w którym wczoraj. 10 km od biwaku. To samo, nie działa... Piotr Domownik i Jarek Kazberuk starają się zresetować komputer, ale uparta samochodowa elektronika ciągle pokazuje błąd. Udaje nam się w końcu dojechać na start w regulaminowym czasie, ale zaraz musimy wracać na biwak.
Przed mechanikami kolejna długa noc. Trzymajcie kciuki, żebyśmy jutro - ostatniego dnia rajdu - mieli jeszcze szansę powalczyć! W klasyfikacji wszystkich ciężarówek byliśmy w połowie stawki. W naszej kategorii T41, czyli ciężarówek fabrycznych, a nie prototypów: na trzecim miejscu! Oj, byłoby szkoda...
Na szczęście nasza druga załoga: Paweł Molgo i Ernest Górecki dzielnie radzą sobie w Mitsubishi Pajero. Uff!
