"Będę rżnąć drzewo siekierą dla krzepy. Codziennie", "będę robić to co lubię, "zacznę biegać" itd... Postanowienia noworoczne to fikcja i każdy tej fikcji doświadcza co roku. Udaje się nielicznym. Jednak to Ci nieliczni, którzy wdrażają swoje postanowienia nie co roku, ale codziennie, rozdają karty w wielkim świecie...

REKLAMA
Postanowiłem porozmawiać na ten temat z absolwentem wydziału psychologii i komunikacji na Simon Fraser University w Vancouver, autorem fanpage "Głowa Rządzi" Grzegorzem Więcławem.
Mateusz Jasiński: - Pierwszy stycznia - dzień miliarda postanowień, które w większości nigdy się nie spełnią. "Wyjątkowa" data?
Grzegorz Więcław: - Pierwszy stycznia to tak naprawdę... zupełnie losowa data.
Losowa?
Losowa...
Ale działa na wyobraźnię.
Tak, bo na naszą wyobraźnię najbardziej działają te „okrągłe” liczby. Te, które właśnie sprawiają, że coś się kończy, a coś innego zaczyna.
Pamiętny sylwester w 1999 roku, nowa epoka...
Oto nagle, w przeciągu jednej nocy wszystko się zmieniło! Czy aby na pewno? Idąc podobnym tokiem rozumowania, dla wielu dwudziesta piąta rocznica ślubu będzie przecież dużo ważniejsza od tej dwudziestej czwartej czy dwudziestej szóstej. Bo jest „okrągła”.
Dlaczego w ogóle ludzie przywiązują się do dat?
Bo to daje poczucie, że coś porządkujemy w swoim życiu na tyle, że stajemy się panami własnego czasu. Jednak takim myśleniem możemy zrobić coś dokładnie odwrotnego.
To znaczy?
Zamiast podporządkować sobie czas, stajemy się jego niewolnikami. Szczególnie jeśli wpadniemy w niebezpieczną obsesję wprowadzania jakichkolwiek zmian w swoim życiu jedynie „od początku”. Wtedy, aby zacząć cokolwiek nowego poranek będzie lepszy od popołudnia, poniedziałek bardziej odpowiedni od środy, pierwszy dzień miesiąca wcale nie zrówna się z dwudziestym pierwszym, no a pierwszy stycznia każdego roku to już w ogóle najlepszy moment na to, żeby całkowicie odmienić swoje życie.
Czyli nonsens?
Kompletny! Przypomina mi się Marek Kondrat w kultowej roli Adasia Miałczyńskiego z „Dnia Świra”, który był w stanie zacząć pracę jedynie o pełnej godzinie. Miał na tym punkcie taką obsesję, że w jednej ze scen w filmie specjalnie przestawił zegarek tak, aby w spokoju wreszcie mógł zacząć to co miał do zrobienia. Adaś Miałczyński to oczywiście karykatura, ale wielu z nas w mniejszym lub większym stopniu może się z nim utożsamić, choćby w kwestii postanowienia noworocznego.
Bez znaczenia zatem, kiedy zacznę realizować swoje postanowienie?
Czas jest na tyle subiektywny, że nie ma znaczenia czy zaczniemy coś o pełnej godzinie, w poniedziałek, pierwszego dnia miesiąca czy roku.
A Ty przykładasz wagę do upływającego czasu?
Staram się nie. Każda – powtarzam każda – upływająca chwila jest okazją do tego, aby zmienić swoje życie na lepsze. Aby dążyć do realizacji swoim marzeń. Aby stawać się takim człowiekiem jakim chce się być.
Powiało mi tutaj mądrością Paulo Coelho.
Bo w prostocie tkwi geniusz. Naprawdę.
Czyli im szybciej zacznę z tymi postanowieniami, tym lepiej?
Zależy jak MOCNO Ci zależy na zmianach. Jeśli to nie jest puste gadanie, zacznij od teraz. Tak, teraz. To znaczy najlepiej zaraz po skończeniu rozmowy ze mną.
Czy możemy powiedzieć, że „postanowienie noworoczne” to frazes? Utytłany w piachu kotlet schabowy?
To jest frazes i bardzo go nie lubię. Postanowienia są raczej życzeniami żywcem wyjętymi z listów do świętego Mikołaja. Ustalane są „na odwal się”. Natomiast epitet „noworoczny” jest dla mnie raczej wyświechtany i niewiele warty. Pamiętajmy: czas jest pojęciem subiektywnym. Nie ma żadnej różnicy czy postanowimy coś na pierwszego stycznia czy na dwudziestego pierwszego grudnia. Zgadza się, to dzisiaj!. Kluczem jest rozpoczęcie realizacji tego co chcemy osiągnąć od tego właśnie dnia. Bez ociągania się i odkładania na jutro albo na Nowy Rok.
Co to znaczy na „odwal się”
Bez konkretów. Bez zaangażowania. Bez planu realizacji. Na stronie internetowej www.postanowienianoworoczne.pl Polacy dzielą się swoimi noworocznymi postanowieniami na rok 2013. Niestety ze smutkiem stwierdzam, że rzeczywiście jest to raczej ranking mikołajkowych życzeń, a nie konkretnych celów.
logo
Grzegorz Więcław
Grzegorz Więcław – jest absolwentem wydziału psychologii i komunikacji na Simon Fraser University w Vancouver. Obecnie kontynuuje studia z psychologii sportu i aktywności fizycznej w ramach europejskiego programu studiów magisterskich na uniwersytetach w Jyväskylä (Finlandia) i Lipsku (Niemcy). Na swoim koncie ma współpracę z akademiami siatkarskimi i koszykarskimi oraz publikacje na łamach "Biegania", "Magazynu Trenera" i "TreningBiegacza.p". Regularnie prowadzi też autorskiego bloga pt. „Głowa Rządzi” na temat psychologii sportu: http://emsep.blogspot.com/
Jest jakiś wspólny mianownik tych wszystkich wątłych postanowień?
Głównie przewijają się takie hasła jak: być szczęśliwym, zacząć ćwiczyć, ograniczyć słodycze, być lepiej zorganizowaną, schudnąć, żyć pełnią życia. Wszystkie wyżej wymienione postanowienia to fatalnie sformułowanee cele, którym daję bardzo małe szanse realizacji.
Jakie są najczęściej wymieniane postanowienia, z którymi się spotykasz?
Odchudzanie i podjęcie aktywności fizycznej. To szlachetne postanowienia, które pochłaniają dane osoby na cały styczeń, czasem nawet luty i marzec, ale potem i tak wszystko wraca do dawnej normy. Czyli o postanowieniu noworocznym ani śladu. Już po kilku tygodniach ze swoich postanowień noworocznych rezygnuje ponad 80% ankietowanych (wg. badań przeprowadzonych przez U.S. Center for Disease Control and Prevention w 2011 roku - przyp autora).
Dlaczego postanowienia noworoczne nie działają?
Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze przykładamy zbyt wiele wagi do samej daty. Jeszcze raz powtarzam, że pierwszy stycznia to taki sam dzień jak każdy inny. Owszem niektórzy budzą się dużo później, z większym niż zwykle bólem brzucha czy głowy. Jednak obiektywnie rzecz biorąc nic się nie zmienia. Dzień jak każdy inny. Ale nie! Wielu z nas wydaje się, że to jest właśnie ten magiczny dzień, w którym cokolwiek sobie postanowimy spełni się na pewno. Ba! Spełni się bez większego wysiłku z naszej strony.
I to niestety tak nie działa...
A to jest drugą przyczyną, dla której postanowienia noworoczne często przegrywają z codzienną rzeczywistością. Są źle sformułowane. To marzenia lub życzenia, nie cele. Czytając postanowienia noworoczne na forach internetowych dochodzę do wniosku, że ludzie naprawdę nie mają zielonego pojęcia w jaki sposób ustalać i realizować swoje cele. Jak zamieniać marzenia w rzeczywistość.
No dobra, to co mam zrobić?
Od ustalenia celów. Trzeba jednak zrobić to z głową. Na początek proponuję rzetelne zastanowienie się nad swoimi priorytetami w nadchodzącym roku. Taka refleksja jest niesamowicie istotna, gdyż każdy z nas ma ograniczony czas do naszej dyspozycji. Po prostu nie możemy zająć się wszystkim na raz. Gdy już znasz swoje priorytety – w bieganiu, w pracy czy w życiu osobistym – zamień je w konkretne cele. Potem realizuj je z nastawieniem nie tylko na wynik, ale także proces. Ciesz się osiągniętymi celami, ale też drogą samą w sobie.
Doskonale zdaję sobie sprawę, jak wielką umiejętnością jest mądre ustalanie priorytetów, ale od czego zacząć?
Od papieru.

Papieru?
Zegnij kartkę papieru A4 na pół. Potem jeszcze raz na pół.
Mam to! Udało się! Co dalej?
Kartka podzielona jest teraz na cztery części. Wypisz w nich słowa klucze do czterech najważniejszych dla Ciebie celów na rok 2013. Oczywiście mogą to być cele związane z życiem zawodowym albo osobistym.
logo
Co potem?
Uważnie przyjrzyj się Twoim celom. Zadecyduj, który z nich jest najmniej ważny i wydrzyj tę ćwiartkę. Wiem, że może to być bardzo trudne zadanie. Przecież te cztery cele są dla Ciebie najważniejsze w 2013! Ustalanie priorytetów to jednak kwestia wyboru - teraz musisz zrezygnować z jednego z nich.
logo
A co jeśli wszystkie są dla mnie równie ważne?
Wtedy zostają Ci trzy cele... :) Znowu przyjrzyj się im uważnie i zadecyduj, z którego z tym razem zrezygnujesz. Jeśli zadanie stało się jeszcze trudniejsze, to bardzo dobrze. Przechodzisz właśnie proces ustalania priorytetów. W pewnym sensie odpowiadasz sobie na pytanie: "co jest dla mnie w tym roku najważniejsze?"
logo
Takie proste, a takie odkrywcze!
Prawda? Masz teraz przed sobą dwa najważniejsze cele. Przeszły one przez sito restrykcyjnej selekcji. Jeśli rzeczywiście włożyłeś w to ćwiczenie trochę czasu i dałeś sobie szansę na refleksję, to możesz uznać te dwa cele za swoje priorytety na rok 2013. Jeśli znalazły się wśród nich cele biegowe to świetnie. Jeśli jednak uznałeś, że są w tym roku ważniejsze rzeczy, niż bieganie, ale z biegania wcale nie zamierzasz rezygnować, to proponuję powtórzenie ćwiczenia z celami stricte biegowymi.
logo
I to już koniec?!
Jeśli jesteś zadowolony z otrzymanego wyniku, to możemy się zabrać do pracy nad dwoma ustalonymi priorytetami.
Czekam na kolejne wytyczne...
W wolnym miejscu na każdym z dwóch skrawków papieru, musisz napisać i ustalić: czas, czyli okres albo termin realizacji celu. Może to być konkretna data albo przedział czasowy. Następnie przechodzisz do pierwszego kroku ku realizacji, czyli co musisz zrobić najpierw (najlepiej zaraz), żeby dać sobie i innym sygnał, że przystępujesz do realizacji tego celu.
Co tak naprawdę daje ustalenie priorytetów?
Mając ustalone priorytety wiesz na czym się skupisz w najbliższych tygodniach i miesiącach. Teraz możesz przystąpić do szczegółowego ustalania planu, które pozwoli Ci na realizację tych celów. Naprzykład poprzez dobranie i zaangażowanie w plan treningowy na pobicie życiówki na 10km.
Kończąc rozmowę, postanawiam sobie, że do jutra, zamiast 165 centymetrów wzrostu, obudzę się jako dryblas. 190 cm to mój cel. Dobrze?
Doskonale. W takim razie zapamiętaj o najważniejszym - nie zaczynaj rosnąć od jutra. Zacznij dzisiaj. Wdrażaj swoje postanowienie noworoczne od dzisiaj. Tak od dzisiaj, czyli od 21 grudnia 2012. Pomyśl nad tym. Bezsensem jest czekać te dodatkowe jedenaście dni na 1 stycznia 2013... Rośnij od teraz!