Polak i Czech - dwa bratanki. Ostatnie metry półfinałowego biegu na 800 m.  Adam Kszczot bez najmniejszych problemów poradził sobie w biegu półfinałowym, pewnie awansując do finału.
Polak i Czech - dwa bratanki. Ostatnie metry półfinałowego biegu na 800 m. Adam Kszczot bez najmniejszych problemów poradził sobie w biegu półfinałowym, pewnie awansując do finału. iaaf.org

Już dzisiaj o godzinie 15:20 w Stambule, odbędzie się finał Halowych Mistrzostw Świata w biegu na 800 m. W finale zobaczymy fenomenalnego reprezentanta Polski, Adama Kszczota.

REKLAMA
Polak jest murowanym kandydatem do medalu. Kszczot w tegorocznych startach pod dachem radzi sobie znakomicie, dzierżąc najepszy wynik na listach światowych. Sport rządzi się jednak swoimi prawami i nie ma pewniaków. Może zdarzyć się dosłownie wszystko.
Doskonale przekonał się o tym Marcin Lewandowski, który na ostatnim okrążeniu we wczorajszym biegu półfinałowym, wywrócił się i stracił szanse na medal. Upadek Marcina nie był spowodowany jego gapiostwem czy brakiem koncentracji. Biegnący przed nim Kenijczyk Lalang zabiegł mu drogę, przy okazji zahaczając kolcem o jego nogę... W jednej chwili marzenia o medalu runęły niczym domek z kart. Na nic zdała się świetna forma mistrza Europy z Barcelony. Jak napisał na oficjalnym fanpage Marcina Lewandowskiego jego brat-trener Tomasz, wniesienie protestu również niczego by nie zmieniło. Lewandowski Team jednak od samego początku powtarza, że sezon halowy jest tylko jednym z wielu przystanków w drodze na Igrzyska Olimpijskie w Londynie.
"Niestety, taki jest sport... Czasem nieprzewidywalny. Ale dla mnie to nic nie zmienia. Jeszcze bardziej zaciskam zęby i dalej robię swoje, bo cel jest tylko jeden...LONDYN!" - czytamy na oficjalnym fanpage Marcina Lewandowskiego.
Porażka ma gorzki smak, kiedy wiesz, że możesz przenosić góry, a sytuacje na które nie masz wpływu, przekreślają Twoje szanse na realizację marzeń. Sport to piękno i brutalność w jednym. Miejmy nadzieję, że w przypadku Adama obejdzie się bez przygód...
W finale zobaczymy czterech zawodników z Europy, jednego Amerykanina i Etiopczyka. Ogromną niespodzianką jest brak jakiegokolwiek Kenijczyka w stawce najlepszych. Adam spośród całej finałowej szóstki legitymuje się najlepszym rekordem życiowym. Tuż za nim w tej klasyfikacji plasuje się Etiopczyk Mohammed Aman, który z pewnością będzie najgroźniejszym rywalem Polaka. Reszta zawodników teoretycznie nie powinna się liczyć w bitwie o krążek z najcenniejszego kruszcu. Wszelkie statystyki przemawiają za Adamem, a on sam twierdzi, że jest w znakomitej dyspozycji.
Dwa lata temu Adam Kszczot wywalczył brązowy medal na imprezie tej samej rangi w Dausze. Równo po dwóch latach staje przed ogromną szansą na poprawienie tego wyniku. Oby dzisiejsze popołudnie zapisało piękną kartę w historii polskiego sportu...