O autorze
Mariusz Grygierczyk - tekst

Codzienne, namiętne słuchanie muzyki jest jak pełna uporu, lecz pozbawiona jakiejkolwiek nadziei chęć wypicia oceanu łyżką.

Wcześniejsze teksty znajdą Państwo pod adresem www.blognroll.blox.pl

Maciej Trzepałka - rysunki

Rysuję - dla prasy, ilustracje tekstów (zdarzają się książki, wiele z nich dla dzieci), żarty, historyjki, felietony obrazkowe i krótkie komiksy. Biorę udział w konkursach i, bywa, dostaję nagrody i wyróżnienia. Lubię humor abstrakcyjny, stronię od polityki, a bohaterami moich rysunków często są zwierzęta. Galeria rysunków

Hip, hip - trip hop!

Ech, panowie, z kim byłoby nam tak źle jak z kobietami? Jak byśmy wytrzymywali wyłącznie we własnym gronie - każdy sam ze sobą i jeden facet ze wszystkimi innymi dookoła? Rock, choć wydaje się sprawą o wiele bardziej męską niż damską, także bez niewiast obyć się nie może. Na szczęście.


Brnę więc dalej w te heteroseksualne klimaty. Było już odrobinę o Talking Heads, o Sonic Youth i Pixies. Skoro za sprawą tych ostatnich, Amerykanów, przeniosłem się do Wielkiej Brytanii, to zostanę tam jeszcze na chwilę.


*
Jak to się wszystko w muzyce miesza - znów dopada mnie odkrywcza myśl. W powietrzu wisi grunge, najpiękniejsze z możliwych odrodzenie rokendrolowego łojenia, a jednocześnie całkiem poważny kawałek muzycznego tortu przeistacza się z grania syntezatorowego w komputerowe generowanie dźwięków. Cóż - przepraszam za jeszcze jeden truizm - definiowanie granic tego, co nazywamy muzyką, jest bardzo indywidualną sprawą. I w dodatku zmieniającą się z biegiem dni i lat.
Więc dziś chcę napisać parę zdań o humanistach w studiach nagraniowych. O humanistach, a nie bezdusznych technokratach o zupełnie scyfryzowanych już mózgach.

*
Bristol, koniec lat osiemdziesiątych i początek następnej dekady. Bardzo mi się podoba definicja trip hopu jako hip-hopu na kwasie. Podoba tym bardziej, że w swoim życiu nigdy nie przekroczyłem granicy polegającej na (parokrotnym) co prawda całkowitym, tym niemniej jakże pospolitym znieczuleniu się socrealistyczną gorzałką.
Termin trip hop pojawił się pierwszy raz przy okazji definiowania stylu


Massive Attack

i ich pierwszej płyty Blue Lines wydanej w 1991 roku.
Cóż, nie mogę przywołać z pamięci swoich dawnych wrażeń dotyczących tego grania, bo ich po prostu nie było. Domowa rewolucja polegająca na wstawieniu do jednego z pokojów od razu dwóch dziecięcych łóżek skutecznie wyłączyła mnie na pewien czas z chociażby prób nadążania za tym, co działo się w muzyce.

Po latach brzmią te kawałki zupełnie niegroźnie, a w wielu przypadkach po prostu znakomicie. Sklasyczniały. Ucho przywykło, a nawet - podobnie jak to ma miejsce z sinusoidą dotyczącą okresów literackich - już bez lęku przed nieznanym dosłuchuję się tropów z przeszłości - psychodelicznych klimatów anglosaskich czy industrialnych niemieckich. I oczywiście kontynuacji dokonań lat - wtedy - ostatnich: klimatów 4AD, powłóczystości Dead Can Dance czy Cocteau Twins.



Rytm nabijany jest komputerowo, a dawka hip-hopu jak najbardziej przyswajalna. Przede wszystkim jednak tyle w tym klasycznych harmonii, częstokroć po prostu pięknych melodii à la rock symfoniczny i do tego te naćpano-oniryczne wokale, tak męskie, jak i - zwłaszcza - damskie.

Dorobek MA nie jest duży - zaledwie pięć płyt z premierowym materiałem. Ale to bynajmniej nie zarzut. Mówiąc szczerze, tym łatwiej go ogarnąć.

Tricky

debiutował w MA, z którym nagrał dwa albumy. Na własny rachunek pracę rozpoczął w 1995 roku krążkiem Maxinquaye. Jest najpłodniejszy z wymienionej tutaj trójki wykonawców - w ubiegłym roku ukazała się jego dziesiąta płyta.



Portishead

to zespół założony w 1991 roku przez Geoffa Barrowa, wcześniej współpracownika MA i Tricky'ego. Z muzyką tej kapeli dane było mi zetknąć się już wcześniej - i dać uwieść. Zaledwie trzy studyjne płyty (Dummy,1994, Portishead, 1997 i, po reaktywowaniu, Third, 2008). Podobne skojarzenia jak te opisane wyżej i dużo moich jako słuchacza pozytywnych emocji. Oraz żal, że nie zobaczyłem zespołu na żywo w ubiegłym roku w Krakowie. Ale miał on miejsce dwa dni po warszawskim występie Paula McCartneya i... Może jeszcze kiedyś nadarzy się okazja.

Kobiety

i ich głosy stanowią niesłychanie istotny element tej triphopowej układanki. W wydaniu monogamicznym - Beth Gibbons w Portishead. Jako pierwsza w "haremie" - Martina Topley-Bird, obecna na kilku płytach Tricky'ego. Przede wszystkim jednak - poligamicznie. Gwiazda goni gwiazdę, jedna większa od drugiej, lista jest długa i robi wrażenie. Wśród współpracowników MA znajdują się m.in. Elizabeth Fraser i Sinead O'Connor. Z Trickym natomiast zaśpiewały Bjork, Neneh Cherry, Alison Moyet, PJ Harvey, Cyndi Lauper i Alanis Morissette. Do tego zestawu dopisują się jeszcze dwaj papryczkowi panowie: Anthony Kiedis i John Frusciante.

*
Nie jest to muzyka na całonocną balangę, może ewentualnie na jej - imprezy - dogorywanie nad ranem. Na pewno natomiast nadaje się do powolnego, na przykład wieczornego sączenia. Uzależnia, może wprowadzić w trans, ale aplikowana bez nadmiaru pozamuzycznych dodatków jest zupełnie niegroźna dla organizmu.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta