O autorze
Mariusz Grygierczyk - tekst

Codzienne, namiętne słuchanie muzyki jest jak pełna uporu, lecz pozbawiona jakiejkolwiek nadziei chęć wypicia oceanu łyżką.

Wcześniejsze teksty znajdą Państwo pod adresem www.blognroll.blox.pl

Maciej Trzepałka - rysunki

Rysuję - dla prasy, ilustracje tekstów (zdarzają się książki, wiele z nich dla dzieci), żarty, historyjki, felietony obrazkowe i krótkie komiksy. Biorę udział w konkursach i, bywa, dostaję nagrody i wyróżnienia. Lubię humor abstrakcyjny, stronię od polityki, a bohaterami moich rysunków często są zwierzęta. Galeria rysunków

Pretendent Kukiz - facet po pięćdziesiątce z małym Hakiem

Dzisiaj dzień, gdy w ten lub inny sposób przychodzi nam wypełniać swój obywatelski obowiązek. Bodaj w Belgii jest tak, że jeśli ktoś dwa razy z rzędu nie pójdzie do urn wyborczych, traci prawo do głosowania na dziesięć lat. Postuluję niniejszym, by wprowadzić ten przepis u nas. Już widzę te protesty słusznie oburzonych: "Co, oni znów chcą mi coś zabrać? O, takiego!". W ten sposób osiągnięto by szczytny cel, czyli bardzo wysoką frekwencję.


Chcąc coś skrobnąć o miejscach, gdzie muzyka, a raczej muzycy, i polityka wchodzą w nieco bliższe relacje, a nie mając zamiaru narazić się na zarzuty o naruszenie ciszy wyborczej, publikuję (hm) ten wpis po 21.00.


*
W historii dokonała się swoista wolta, gdy chodzi o zabieranie głosu w sprawach publicznych. Kiedyś wypowiadały się o nich elity. W dawnej naszej literaturze roi się od takich wierszy czy dzieł o większych rozmiarach. Słuchano Reja, Kochanowskiego, Frycza-Modrzewskiego, wolno było księżom, i to nie tylko plebanom, Zabłockiemu czy Krasickiemu, biskupowi zresztą.


Ostatni raz, gdy artystów na wielką skalę dopuszczono do mikrofonów i łamów gazet, to był rok 1989. "Jesteśmy wreszcie we własnym domu. Nie stój, nie czekaj...". Już wcześniej literatów władza ludowa goniła do pióra: mają się zajmować swoim, a nie wpychać palce w politykę, o której nie mają bladego pojęcia. W III RP niewiele się w tej materii zmieniło - ogół nieufnie przyjmuje wystąpienia reżyserów, pisarzy czy muzyków w kwestiach państwa i narodu. Przecież oni nie są specjalistami w tej dziedzinie, od tego są politycy - działacze partyjni, radni, posłowie, ministrowie i prezydenci.


Na byle stanowisko - kto choć raz aplikował, składał CV i list motywacyjny, ten wie - wymagają lat praktyki, specjalistycznego wykształcenia, biegłej znajomości języków obcych i obsługi komputera. Nawet by zostać konserwatorem powierzchni płaskich (dawniej: sprzątaczką/sprzątaczem), trzeba zwykle wylegitymować się doświadczeniem zawodowym. Tymczasem by zostać prezydentem kraju - niemałego, zwłaszcza w europejskiej skali - wystarczy skończyć powszechniaka (prawda, jeszcze ośmioklasowego, to już coś) i być, nie obrażając nikogo, bezrobotnym. Za to członkiem - podobno jakiejś partii. To są kwalifikacje do najwyższego urzędu RP, których nie podważa póki co żadna ordynacja wyborcza i żaden skład PKW.

*
Ale miało być o muzykach, a ściślej jednym muzyku - i polityce. Nie o Dylanie, nie o Bono, który kończy dziś pięćdziesiąt pięć lat. Jello Biafra, lider Dead Kennedys, który w 1979 roku w wyborach na burmistrza San Francisco otrzymał cztery procent głosów, też musi poczekać na inną okazję (choć jego pomysł, by polityków i biznesmenów przebrać za klaunów, nie wydaje się całkiem "od czapy" - Stańczyka).

Jako nastolatek miał haka na dorosły świat. Miał zespół Hak, który nawet otrzymał nagrodę na festiwalu w Jarocinie w 1983 roku. Nie tylko po latach, ale już wtedy wydawał się kopią Lady Pank. Największy przebój to Ołowiane głowy:

Przekupione słowem w przepaść mkną
Ocierając się o krzyk (...)
O, o, ołowiane głowy
Ich nie pokryje rdza (...)
Z dna milczenia waszych kroków stuk
Z dna milczenia przysięgi żar (...)

Wymyśleni, pozdrowieni dmią
By w umyśle moich zmian
Ciągną, dręczą, zabierają nam
Tam, gdzie znika moje ja

Pewnie jeden kandydat Paweł Kukiz wie, o co chodzi - zwłaszcza w ostatnich czterech wersach. Ale rymy, choć niezbyt dokładne, są.



Lecz to właśnie tam, w Jarocinie w 1983 roku, on i gitarzysta Haka Jarosław Lach poznają Igora Czerniawskiego. I tak urzeczywistnia się na ludzkim gruncie przyjaźń polsko-radziecka: powstaje Aya RL (Aya Red Love). Oj, narozrabiał wtedy ten skład w rodzimym rocku - i to nieźle. Na tle mniej lub bardziej rozbrykanych grup gitarowych, kapel bluesowych, epigonów art rocka oraz kiczowatego elektropopu spod znaku Kapitana Nemo i, nie bójmy się tego, Kombi wyróżniali się bardzo.



Klawisze - tak, jak najbardziej, ale użyte zupełnie inaczej (gdzieś tam kłania się 4 AD, ale to tylko część prawdy), świetna gitara i bardzo interesujący frontman, do tego znakomita na owe czasy produkcja: to wszystko robiło wielkie wrażenie. Może nie od samego początku - nagrania dla radia, Oczy i Jazz, choć zwróciły uwagę wszystkich, brzmią skromnie w porównaniu z utworami zarejestrowanymi na tzw. czerwoną płytę. Koszmarna muzycznie Skóra, infantylnie zaśpiewana, stała się największym przebojem grupy. Pamiętam, że dopiero Tadeusz Sławek, późniejszy rektor Uniwersytetu Śląskiego, uświadomił - nie tylko mi - że to bodaj pierwszy polski rockowy tekst o tolerancji. I to oddać trzeba tej pieśni, której trio świadomie nie umieściło na krążku. Świadomie, bo nie o sukces komercyjny chodziło.

Teksty zawarte na płycie może nie porażały walorami literackimi, ale nieźle wpisywały się w stylistykę lat 80., a więc czas mizerii po stanie wojennym, kiedy mało kto wierzył, że upadek starego systemu nastąpi - i to tak szybko.

Ulica

Opowiem Wam
O mojej ulicy:

Na mojej ulicy
Nikogo nie dziwi człowiek (...)
Na mojej ulicy
Nie mieszka już Chrystus
A Szatan się z niej wyprowadził
Na mojej ulicy
Gra chłód kamienicy
Chłód wciąż mniej żywych tkanek...

Ściana

Od ludzi dumnych, kruchych jak sława, Ty oddzielaj nas
Od nienawiści, idei Marsa, Ty oddzielaj nas
Będziemy wzmacniać i przesuwać Cię tak, byś naprzód szła
I podeprzemy Cię swoją siłą, gdy będziesz się chwiać
A kiedy, kiedy przyjdzie już czas, my zburzymy Cię
I zbudujemy przepiękny pałac, on jest naszym snem

Dziś można by się wyzłośliwiać: czyżby Kukiz już wtedy miał na myśli pałac prezydencki? Wiadomo jednak, że był to ciągle czas Komitetu Centralnego i towarzysza I sekretarza.

A ja się ukrywam

Znaleźli mnie gdy leżałem bez sił
Nie wierzą mi, że jestem zdrów - mylą z kimś
Mówią: On! Tak - to on! Tak to on! Tak to on się ukrywał!
Chory Pan jest? - Jestem zdrów jak łza! -
Adres i wiek podać szybciutko nam

Księżycowy krok

Budzę się przy blasku ostrych barw
Głuchnę w wielkim huku słusznych salw
Dławię się słowami - których wstyd
Modlę się do bożków obcych mi

Utwór zatytułowany Polska, choć niebezpiecznie pompatyczny, na szczęście pozostał dziełem instrumentalnym.



Niestety, po debiucie fonograficznym w 1985 roku było już tylko gorzej. Zmiany personalne sprawiły, że dopiero po czterech latach ukazał się drugi album, tzw. niebieski. Ale popularnością nie zbliżył się nawet do poprzednika. W 1990 roku odeszli Kukiz i Romanowski (gitarzysta), wrócił Lach - i Aya stała się instrumentalnym duetem. Konia z rzędem temu, kto zna trzy kolejne krążki. W 1998 roku Czerniawski definitywnie rozwiązał formację.

Czerwony album pozostaje jedną z najważniejszych polskich płyt lat 80. Pierwszym i ostatnim momentem, gdy muzyczne działania Pawła Kukiza żywo mnie interesowały. Na przaśność i ludyczność Piersi, tak samo jak paru innych podobnych kapel, pozostałem zupełnie obojętny. Z prostego powodu: że mieszanie kabaretu z rockiem jest w moim odczuciu zupełnie niestrawne.

*
Co zaś do politycznych aspiracji - nie Kukiz pierwszy, nie ostatni. Staram się oddzielać człowieka (każdego) i jego, większe lub mniejsze, dzieło. Jakieś tam przemyślenia nie tylko w tej sprawie zachowam dla siebie, bo z meritum, czyli blogiem muzycznym, nie mają wiele wspólnego.

I już zupełnie na koniec jedna refleksja. Ubolewam nad klasą, a raczej - najczęściej - jej brakiem wśród przedstawicieli klasy politycznej. W ostatni poniedziałek odbył się pogrzeb wielkiego człowieka, który był także wielkim politykiem, Władysława Bartoszewskiego. Ostatniego, którego postrzegam jako wielką postać, jako autorytet - kogoś o twardym kręgosłupie, przede wszystkim moralnym.

Dawno, dawno temu wieszcz Adam napisał słowa, które stanowczo zbyt często przypominają mi się, gdy patrzę na to, co się dzieje:

Gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą,
I twarze lud bawiące na końcu lud znudzą.
Ręce za lud walczące sam lud poobcina.
Imion miłych ludowi lud pozapomina.
Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.