Trudno o gorszą reputację niż ta, którą w połowie lat 70. mieli członkowie Lynyrd Skynyrd. Prasa amerykańska niemal bez przerwy rozpisywała się o skandalach i awanturach z udziałem krewkich muzyków.

REKLAMA
*
Deborah Jo "JoJo" Billingsley zmarła po ciężkiej chorobie 24 czerwca 2010 roku, w wieku zaledwie pięćdziesięciu ośmiu lat. Czy nierówną walką z nowotworem Stwórca wyrównał rachunek z 1977 roku za jej ocalenie, po którym nie tylko muzycznie odeszła w zdecydowanie bardziej konfesyjne klimaty?
Trudno o
gorszą reputację
niż ta, którą w połowie lat 70. mieli członkowie Lynyrd Skynyrd. Prasa amerykańska niemal bez przerwy rozpisywała się o skandalach i awanturach z udziałem krewkich muzyków. Skutkiem niehigienicznego, delikatnie mówiąc, trybu życia były między innymi wypadki samochodowe Allena Collinsa i Gary'ego Rossingtona w 1976 roku, które znacząco spowolniły pracę nad piątym albumem studyjnym. Stały się natomiast inspiracją do napisania utworu That Smell.
Począwszy od debiutanckiego krążka w 1973 roku, zespół wydawał kolejne płyty w odstępach krótszych niż roczne. Choć oczywiście nie można zapominać, że po drodze, we wrześniu 1976 roku, ukazał się koncertowy, podwójny album One More From The Road, tym razem na nowy materiał przyszło czekać ponad dwadzieścia miesięcy - Street Survivors ukazał się 17 października 1977 roku. Na okładce widzimy siedmiu członków grupy stojących w ogniu i dymie płonącej ulicy i kamienic po obu jej stronach - siedmiu kowbojów z drugiej połowy XX wieku, co prawda bez rewolwerów u pasa, ale w pewnych siebie pozach, zdających się mówić: "No i co takiego możecie nam zrobić?".
Krążek pojawia się w sklepach, ale wszystko to dzieje się w biegu - zespól przygotowuje się do swojej największej trasy koncertowej, w listopadzie ma spełnić się
największe marzenie frontmana,
Ronniego Van Zandta - występ w Madison Square Garden.
18 października, na dwa dni przed koncertem w Greenville Memorial Auditorium w Południowej Karolinie, JoJo Billingsley, jedna z The Honkettes (jak nazywał chórzystki wokalista), ma sen: widzi w nim katastrofę, w której uczestniczą członkowie kapeli. Opowiada o tym kolegom i próbuje odwieść ich od zaplanowanej podróży. Ci jednak tylko ją wyśmiewają. JoJo, jako jedyna, nie rusza w drogę.
Po koncercie 20 października ekipa odlatuje do Baton Rouge w Luizjanie, gdzie LS mają zagrać następnego wieczoru. Samolot ma uszkodzony silnik. Paliwa nie starcza, by dolecieć do celu, i piloci próbują wylądować w zalesionym terenie niedaleko Gillsburga w stanie Mississippi. Niestety, zetknięcie z ziemią kończy się rozbiciem samolotu. Ginie kilka osób, wśród nich Ronnie Van Zandt oraz rodzeństwo Steve i Cassie Gainesowie, a pozostali pasażerowie odnoszą poważne obrażenia.
Jak to bywa w takich okolicznościach,
świeżo wydana płyta
sprzedaje się znakomicie, docierając do piątego miejsca na liście "Billboardu" i okrywając się podwójną platyną. Nie milkną też dyskusje na temat "proroczej" okładki. Na prośbę Teresy Gaines, wdowy po gitarzyście grupy, wytwórnia MCA Records wycofuje tę oryginalną ze sprzedaży i zastępuje ją inną: z fotografią muzyków z tej samej sesji zdjęciowej, ale na czarnym tle. Powrót do oryginalnego projektu graficznego następuje dopiero po trzydziestu latach, przy okazji kompaktowej, rozszerzonej edycji krążka.
logo
Jeśli komuś nie dość znaków i symboli, należy dodać jeszcze, że ostatni utwór umieszczony na analogowej płycie zatytułowany został Ain't No Good Life.
*
5 września 1978 roku ukazuje się Skynyrd's First and... Last, album zawierający nagrania z 1971 i 1972 roku. Dziewięć lat później, w 1987 roku dochodzi do trwałego
reaktywowania kapeli,
a przy mikrofonie staje Johnny Van Zandt, brat Ronniego. Obecnie jedynym, który gra w LS od samego początku, czyli od roku 1964, jest... Gary Rossington. Dziś w składzie znajdują się panowie o swojsko brzmiących nazwiskach: Mark Matejka na gitarze i Peter Pisarczyk na klawiszach. Ale abyśmy nie zapomnieli o rebelianckich korzeniach, jest też grający na basie Johnny Colt.
W maju bieżącego roku, w ramach europejskiego tournee, Lynyrd Skynyrd po raz pierwszy zawitali do Polski i wystąpili na warszawskim Torwarze. Dali świetny koncert - i ciągle trudno mi pogodzić się z faktem, że dla garstki tylko fanów.