
Trudno sobie dziś w Polsce wyobrazić muzyka, którego koncert w ramach szóstej już edycji festiwalu RegioFun byłby bardziej à propos. Włodzimierz Pawlik to jedna z najważniejszych postaci polskiego jazzu ostatnich lat, a od momentu nominacji i potem przyznania nagrody Grammy za album "Night In Calisia" (nagrany przez trio wespół z Randym Breckerem i Filharmonią Kaliską) chyba najbardziej pożądana. Jego nazwisko na afiszu jest dziś wielkim magnesem przyciągającym wielu chętnych, by zobaczyć artystę na żywo.
REKLAMA
Jeśli mowa o pianistach jazzowych tworzących
muzykę filmową,
pamięć od razu przywołuje Krzysztofa Komedę. Tamta, wspaniale zapowiadająca się światowa kariera, została przedwcześnie przerwana na cztery dni przed trzydziestymi ósmymi urodzinami - 23 kwietnia 1969 roku. Dwaj ludzie z szafą, Do widzenia, do jutra i, przede wszystkim, Dziecko Rosemary Romana Polańskiego ze słynną Kołysanką to tylko trzy z długiej listy filmów zilustrowanych muzycznie przez Komedę. Lista Pawlika (rocznik 1958) także jest imponująca – i są na niej obrazy znajdujące się wśród tych najważniejszych w dwóch pierwszych dekadach XXI wieku, mające szanse wejść do kanonu filmu polskiego: Pora umierać Doroty Kędzierzawskiej czy Rewers Borysa Lankosza. Nie wolno zapomnieć także o muzyce do Straży nocnej Petera Greenawaya.
Kiedy pochylić się nad
składami trzyosobowymi,
nie sposób nie zestawiać propozycji Pawlika z innymi uznanymi rodzimymi formacjami – triem Marcina Wasilewskiego i RGG. I choć w każdym z przypadków tropy wiodą tyleż do ojczyzny jazzu, co do Skandynawii, to jednak ekspresja WPT jest zupełnie inna. MWT i RGG to raczej asceza, powściągliwość przechodząca czasem w dostojny chłód, natomiast u Pawlika – obok podobnych klimatów – nie brak też grania forte – mocnej, acz bardzo smakowitej, jazdy do przodu. Mimo to moje skojarzenia i tak pozostają po drugiej stronie Bałtyku - i muzyki tria E.S.T. nieodżałowanej pamięci Esbjörna Svenssona. Pawlik otwarcie przyznaje się do fascynacji bluesem, rock and rollem, muzyką Jimiego Hendriksa – trudno więc dziwić się, że echa tego są tak wyraźnie słyszalne w jego muzyce.
Na półtoragodzinny występ zespołu – obok lidera: na kontrabasie Paweł Pańta, a na bębnach Adam Zagórski (na płycie gra Cezary Konrad) - w katowickim Rialcie złożył się przede wszystkim materiał z ostatniego krążka –
America.
Nowego, zawierającego niepublikowane wcześniej utwory, ale jednocześnie podsumowującego trzydzieści lat działalności artysty na scenie.
Zaczęło się od znakomitego tytułowego numeru, który chyba wszystkich wybudził z jesiennego półsnu. A zaraz potem zrobiło się lirycznie, gdy zabrzmiał temat z Rewersu. Tych filmowych konotacji – jakże mogło być inaczej? - było więcej. Usłyszeliśmy także fragment muzyki z Wron, które były kinematograficzną inicjacją Pana Włodzimierza.
Z uroczej, z lekka „odjechanej”, ale zupełnie bez śladów mistrzowskiego zadęcia konferansjerki lidera dowiedzieliśmy się też między innymi, iż uwielbia on polskie kino z lat 50. i 60. - stąd obecność w zestawie (zarówno płyty, jak i koncertu) Blue Munk oraz Zezowatego tanga.
Wśród
muzycznych fascynacji,
do których przyznaje się pianista, nie zabrakło Chopina (Mazurek f-moll) i Paderewskiego (Nokturn B-dur). Usłyszeliśmy także opracowanie On Green Dolphin Street Bronisława Kapera, polskiego kompozytora, który skomponował muzykę do wielu filmów hollywoodzkich, laureata Oscara. Pawlik pochylił się też nad poezją, prezentując w Prego... Grazie... muzyczną ilustrację wiersza Jarosława Iwaszkiewicza.
Na zmianę z delikatniejszymi fragmentami mieliśmy zdecydowane podkręcanie tempa. Pawlik zresztą skomentował to przy okazji utworu Speed Limited – opowiedział, jak zdarza się, w trasie koncertowej i częstym niedoczasie, łamać ograniczenia prędkości – i potem toczyć rozmowy z drogówką. Całość, już na bis, zespół zakończył bardzo energetycznym wykonaniem tytułowej kompozycji z Night In Calisia.
Wielka to była frajda dla uszu - dziewięćdziesiąt minut bardzo smakowitego grania. A komu było mało, mógł nabyć po koncercie któryś z albumów artysty i zdobyć autograf. Ludzie bowiem nie zdążyli jeszcze opuścić sali, a Włodzimierz Pawlik już zameldował się przy stoliku i z uśmiechem podpisywał płyty.
(Włodek Pawlik Trio, Katowice, Rialto, 23 października 2015)
