Przy okazji niedawnego, XVII Konkursu Chopinowskiego znów odżyły odwieczne spory między akademikami, zwolennikami „czystości” formy, oraz tymi, którzy – też już od bardzo dawna przecież – twierdzą, że tak naprawdę nie wiemy, jak grał sam Chopin.

REKLAMA
*
Czy w sztuce może jeszcze pojawić się coś całkowicie nowego? Jakaś zupełnie nowa jakość, coś, czego świat dotąd nie oglądał i nie słyszał?
Przy okazji niedawnego, XVII Konkursu Chopinowskiego znów odżyły odwieczne spory między akademikami, zwolennikami „czystości” formy, oraz tymi, którzy – też już od bardzo dawna przecież – twierdzą, że tak naprawdę nie wiemy, jak grał sam Chopin.
Barok przeciw renesansowi, pozytywizm przeciwko romantyzmowi, ekspresjonizm w opozycji do impresjonizmu? Coś, co po czasie wymyślono w uniwersyteckich katedrach na potrzeby opisania tej czy innej dziedziny sztuki w większych lub mniejszych sekwencjach czasu, zupełnie nijak się ma do życia i bezustannego w nim mieszania się wszystkiego ze wszystkim. Mamy co prawda prekursorów i epigonów, ale wyznaczanie cezur czasowych jest sprawą czysto umowną.
Jako nastolatek ubolewałem nad przemijającą modą mini, dziś mamy wszystko: mini, midi i maxi, mamy spodnie-rurki i bardzo szerokie nogawki, czego oko zapragnie. Nie ma jednego, jedynie obowiązującego trendu – i chwała Najwyższemu albo stylistom za tę różnorodność.
W muzyce jest podobnie: trudno o odkrywcze wartości w muzyce tzw. poważnej, w jazzie czy rocku. Czasy wyraźnego separowania się jednych od drugich mamy dawno za sobą, przeminęło poczucie wyższości filharmoników nad niesubordynowanymi jazzmanami, a tych z kolei nad rockowymi w większości analfabetami, gdy chodzi o znajomość zapisu nutowego. Jazz i rock zaczęły się mieszać jeszcze w latach 60., zaś moda na występy grup rockowych z orkiestrami nastała w latach 90. (choć Concerto For a Group and Orchestra Deep Purple to rok 1970), a gwiazdy scen operowych zaczęły wtedy ochoczo występować wraz z gwiazdorami wokalistyki rockowej. Mniejsza o karykaturalne częstokroć efekty mieszania odległych stylistyk, chodzi o to, że nikt o zdrowych zmysłach już nie udaje, że nie ma innych światów artystycznych poza tym uprawianym przez niego.