O autorze
Mariusz Grygierczyk - tekst

Codzienne, namiętne słuchanie muzyki jest jak pełna uporu, lecz pozbawiona jakiejkolwiek nadziei chęć wypicia oceanu łyżką.

Wcześniejsze teksty znajdą Państwo pod adresem www.blognroll.blox.pl

Maciej Trzepałka - rysunki

Rysuję - dla prasy, ilustracje tekstów (zdarzają się książki, wiele z nich dla dzieci), żarty, historyjki, felietony obrazkowe i krótkie komiksy. Biorę udział w konkursach i, bywa, dostaję nagrody i wyróżnienia. Lubię humor abstrakcyjny, stronię od polityki, a bohaterami moich rysunków często są zwierzęta. Galeria rysunków

Billy Cobham w Katowicach

Billy Cobham, jedna z legend jazzu, ze szczególnym uwzględnieniem fusion i jazz-rocka, współpracownik Milesa Davisa, współzałożyciel – razem z Johnem McLaughlinem – Mahavishnu Orchestra, zagrał w piątkowy wieczór w katowickim NOSPR-ze. Był to podobno pierwszy w jego karierze wspólny występ z orkiestrą.


Koncert podzielony był na dwie części – i właśnie w pierwszej kwartet Cobhama zagrał wespół z orkiestrą symfoniczną NOSPR dowodzoną przez Alexandra Humalę. Ponieważ najwięcej do powiedzenia miała tutaj sekcja instrumentów dętych, można stwierdzić, że na naszych oczach dokonało się przeistoczenie orkiestry symfonicznej w big-band (opracowaniem materiału na orkiestrę zajął się Karol Ślusarski).

I powiem od razu, z największym szacunkiem dla kunsztu muzycznego, duże zespoły to nie jest to, co lubię w jazzie najbardziej. Podobnie jak w przypadku rocka, mam wątpliwości, czy takie aranżacje, choć stanowiące bez wątpienia nową jakość, są jednocześnie wartością dodaną. Mnie te pięćdziesiąt minut nie do końca przekonało, tym bardziej że pograli sobie może Cobham i drugi czarnoskóry członek zespołu, Michael Mondesir na basie, ale orkiestracje dokonały się kosztem gitary Jeana-Marie Ecaya i klawiszy Steve'a Hamiltona.

Ostrzyłem więc sobie zęby na część drugą, na bliższe oryginału wykonania klasycznych pozycji repertuarowych. I wszystko byłoby wreszcie w porządku, gdyby nie fakt, iż trwało to zaledwie pół godziny, a mistrz nie dał się namówić na bis. Osiemdziesiąt – łącznie – minut pozostawiło spory niedosyt. Tym bardziej, że cała reszta była w największym porządku.




Forma lidera bez zarzutu, kilka solówek nie pozostawiało wątpliwości, że mamy do czynienia z jednym z najwybitniejszych perkusistów na świecie. Żadnych przejawów artystycznego narcyzmu, imponujące kilka minut na cztery pałeczki, a poza tym raczej, co nieproste w przypadku bębnów i talerzy, granie wręcz liryczne, delikatne, nie zaś epatowanie szybkością ruchów rąk i stóp.

Basista był taką szarą eminencją na scenie. Elektryczny to jazz, więc funkujące napędzanie rytmu było świetnie czytelne nawet przy orkiestrze. Gitara Ecaya w rozkroku między jazzem i rockiem, z paroma brawurowymi partiami solowymi, no i charakterystyczne dla takiego grania sprzed około czterech dekad klawisze.

Dwa dni wcześniej skład występował w Krakowie, grając cały koncert w czteroosobowym zestawieniu. Może uczestnicy tamtego koncertu poczuli się bardziej dopieszczeni, w Katowicach brakło przynajmniej kwadransa.

(Billy Cobham Band & NOSPR, 18 marca 2016)

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu