Mamy tutaj sekcje obu klasycznych składów, ale tym, w czym postrzegam wartość dodaną albumu, są bardziej korzenny niż na katalogowych płytach blues, kumple oraz… grunge.

REKLAMA
*
Poprzedni album trylogii, People, Hell and Angels (2013), nie uwiódł mnie ani w chwili wydania, ani teraz, gdy jego słuchanie połączyłem z intensywną chwilami lekturą ostatniej części, wydanym w tym roku krążkiem Both Sides of the Sky. Najstarsze nagranie publikacji datowane jest na 28 stycznia 1968, a ostatnie na 3 lutego 1970 roku. Mamy więc sekcje obu klasycznych składów, Redding – Mitchell oraz Cox – Miles, ale tym, w czym postrzegam wartość dodaną albumu, są bardziej korzenny niż na katalogowych płytach blues, kumple oraz… grunge.
Jest to wszystko, co znane i oczywiste, rozliczne patenty gitarowe, matowy wokal, zagrywki wcześniej lub później zastosowane w utworach pomieszczonych na czterech wydanych za życia Hendriksa albumach. Ozdobą całości są natomiast kawałki, w których pojawiają się inni muzycy. Na przykład Things I Used To Do Guitar Slima, gdzie na drugiej gitarze gra Johnny Winter czy Georgia Blues z Lonniem Youngbloodem na saksofonie i wokalu. Najbardziej jednak wzruszają mnie dwa utwory ze śpiewającym i grającym na organach Stephenem Stillsem (tym od Crosby, Stills, Nash, a czasem nawet Young) – znakomity, stonesowsko zaczynający się $20 Fine oraz cover numeru Joni Mitchell, Woodstock, gdzie prym wiodą klawisze, zaś JH chwycił za bas.
Ale to nie wyczerpuje moich bardzo pozytywnych odczuć. Radary uszne podskakują z wrażenia przy siostrzanym wobec Voodoo Chile Hear My Train A Comin’ ze znakomitą partią gitary, mistrzowską, popisową i daleką od popisywactwa, które dekadę później zaczęło się rozlewać wśród posiadaczy elektrycznych wioseł. Ten kawałek natychmiast wymościł sobie miejsce wśród moich szczególnie ukochanych numerów JH.
No i wreszcie: jeśli komuś zdaje się, że grunge pojawił się z końcem lat 80., powinien posłuchać dwóch utworów. Właśnie wymienionego Hear My Train A Comin', bo poza wszystkimi wymienionymi wyżej zaletami, brzmi on tak, że jeśli by podstawić zamiast Hendriksa wokal Eddiego Veddera, otrzymujemy wczesny, znakomity Pearl Jam. Oraz Send My Love To Linda: powszechnie wiadomo, że liczba nut jest skończona i z każdym rokiem coraz trudniej o całkiem nową ich kombinację, przy utworze znajduje się też adnotacja w książeczce, że numer nie był wcześniej publikowany, ale.. Może Cobainowi i jego kolegom ten numer się po prostu przyśnił?
(Jimi Hendrix, Both Sides of the Sky, 2018)
P.S. Oryginału Send My Love To Linda niestety w YT nie znalazłem.