To, co od 1970 roku robił Wojciech Bellon z kolegami, i co po jego śmierci do dziś jest przez trio kontynuowane, przynależy już do kanonu polskiej piosenki.

REKLAMA
*
W terminie „piosenka turystyczna” jest coś deprecjonującego. Z jednej strony jest w nim próba dookreślenia, nazwania tego, co robi ten czy inny wykonawca, z drugiej – niesie w sobie protekcjonalność tych, co spoglądają z wyższych szczytów. Turystyczna, a więc grana gdzieś na szlakach, przy ognisku, w schronisku, częstokroć na niestrojących gitarach, częstokroć przez ludzi ledwie znających kilka chwytów. A przecież to, co robił od 1970 roku Wojciech Bellon, a po jego śmierci do dziś kontynuowane jest przez Grażynę Kulawik, Wojciecha Jarocińskiego i Wacława Juszczyszyna, przynależy od dawna do
kanonu polskiej piosenki,
zaś teksty wymieniać należałoby w pierwszej kolejności, gdy mowa o rodzimej tzw. poezji śpiewanej.
Tekst linka
Wolna Grupa Bukowina nigdy nie stała się zespołem w pełni zawodowym. Być może pozwoliło to ocalić naturalność i bezpretensjonalność, szczerość i świeżość. Niemal pełna widownia katowickiego Centrum Kultury i pełen przekrój wiekowy słuchaczy niezbicie dowodzą, że ta muzyka żyje, jest słuchana i kochana przez ludzi – także tych urodzonych dużo później niż datowane są początki działalności zespołu.
Ubolewając nad nieobecnością chorego Jarocińskiego, co skutkowało brakiem w zestawie kilku wykonywanych przez niego jako głównego wokalistę numerów,
z rosnącą radością
wsłuchiwałem się w kolejne, dobrze znane mi pieśni. Są to bowiem odporne na upływ czasu piękne melodie i wciąż aktualne słowa. Jest w nich delikatność i subtelność, których wielokrotnie brakuje na przykład w repertuarze Pod Budą, gdzie czasem jest zbyt przaśnie i festiwalowo. W przypadku WGB szwankuje nieco aparat wykonawczy – Juszczyszyn nigdy nie był ani wybitnym gitarzystą, ani wokalistą i w piątkowy wieczór też zdarzyły mu się potknięcia, natomiast czysty głos Kulawik, akompaniament w postaci gitary, basu i instrumentów perkusyjnych należy zapisać po stronie plusów. Trudno sobie wyobrazić półtoragodzinny koncert z samymi tylko gitarami akustycznymi, tło zdecydowanie dodaje uroku całości. Doceniam oszczędne stosowanie przeszkadzajek, które w ten sposób dają o wiele bardziej stylowy efekt niż regularna perkusja, która mogłaby zagłuszać pozostałe instrumenty (czego doświadczyłem przed laty podczas występu wspomnianego już zespołu Andrzeja Sikorowskiego).
Tekst linka
Chylę czoła
przed zespołem. Przyszło mi jednak w trakcie koncertu do głowy, że na zbliżające się wielkimi krokami pięćdziesięciolecie może warto by pomyśleć o jubileuszowej trasie, a podczas niej – o udziale innych muzyków. Niektóre utwory bowiem skojarzyły mi się z... Genesis po odejściu Gabriela, a zwłaszcza z dwiema płytami, z 1975 i 1976 roku, a na nich wybornymi partiami gitary Steve’a Hacketta i tłem w postaci klawiszy Tony’ego Banksa. Podobne, pełniejsze aranżacje z pewnością dodałyby urody pieśniom WGB, (w nieśmiertelnym, bluesowo-country’owym „Zajączku” – na odmianę - aż prosi się o skrzypce). Udział uznanych instrumentalistów wzbogaciłby fakturę muzyczną tych piosenek, wydobyłby z nich, jak sądzę, wiele nieoczekiwanych smaczków – ukazując cały ich wdzięk i szlachetność. I koniecznie trzeba by zadbać o rejestrację choć paru takich koncertów oraz wydanie okolicznościowego albumu. Trzy lata, jakie pozostały do półwiecza, to chyba dobry moment, by zacząć o tym myśleć. Cieszyłbym się niezmiernie, gdyby dzięki takiej trasie i podsumowującemu ją wydawnictwu kanon zbliżył się do mainstreamu, by media przy tej okazji pochyliły się uważniej nad dorobkiem kapeli. Bo piosenki wykonywane przez Bukowinę, tak jak te Przybory, Osieckiej czy Młynarskiego, zasługują na naszą pamięć. O tym, że na miłość, wielbicieli WGB nie trzeba przekonywać.
*
Gdzieś w połowie lat 90. całą rodziną udaliśmy się do Ustronia na koncert WGB i Elżbiety Adamiak. Był to pierwszy koncert, którego wysłuchali, bodaj czteroletni wtedy, moi synowie. Po jego zakończeniu podeszliśmy do wykonawców, by zebrać autografy. W krótkiej rozmowie z Panią Grażyną powiedziałem, trochę do niej, a trochę moich bliźniaków:
- Tata słucha rocka i Wolnej Grupy.
- To się nie wyklucza? - spytała nieco zdziwiona wokalistka.
- Zupełnie nie.
I od tamtej pory nic się nie zmieniło. Zupełnie nic.
(Wolna Grupa Bukowina, Centrum Kultury Katowice, 23 listopada)